sobota, 31 stycznia 2015

Weekendowe poszukiwanie samochodu, nowy weterynarz, o doświadczeniach słów kilka

Korlat znów się pochorowała. W piątek rano biegunka, więc nie czekając urwałam się z pracy i poszliśmy do weta. No własnie, poszliśmy. 2,3 mili.  Jedyna lecznica bliżej miała spore obłożenie i zaproponowali nam termin poniedziałkowy. Do tej, do której się wybraliśmy trzeba było trochę nadłożyć, żeby przejść maksymalnie dużo chodnikami. Końcówka wyszła już poboczem. 
Autobus tam nie jeździ, a nie chcieliśmy znów dzwonić po znajomych. 
Zaordynowany - jak poprzednio - metronidazol. Tym razem podany wcześniej, więc i choróbsko nie zmordowało jej tak strasznie. 
Za to chyba zidentyfikowaliśmy źródło zakażenia. Prawdopodobnie jest nim nasz wybieg dla psów. Niby sprzątany, niby nie ma kup, ale jest dość mały a wiele osób chodzi tam z psami, zęby się załatwiły. Prawdopodobnie w ziemi jest duże zagęszczenie różnych paskudztw. Więcej tam nie pójdziemy. 
Zwłaszcza, ze przy lecznicy jest też szkoła tresury i hunden prak. Wejście tylko dla psów zdrowych, z aktualnymi szczepieniami. Sprawdzonych pod kątem zachowań i interakcji z innymi psami. To się nam podoba! Zobaczymy jak cena. No i czeka nas jeszcze jedno szczepienie specyficzne dla tutejszego rejonu. Ale to najpierw musimy skończyć leczenie brzucha. 
Na nasze szczęście Korlat JESZCZE nie rozumie po angielsku i możemy spokojnie się dogadać co do spacerów. Ale jeśli mam być uczciwa, to na polski też nie reaguje jakoś wybitnie. Dziś zastanawialiśmy się, czy jednak nie jest bardziej chora niż nam się zdaje. Ale wystarczyło zapytać po norwesku i już stała na czterech łapach gotowa do wyjścia. 

W piątek w końcu postrzelałam laserem. Niestety jako, że strzelałam, to nie widziałam co wyrzucił komputer. Prasoon nie spieszy się - jak zawsze - i jeszcze mi nie udostępnił wyników. Za to zrobiłam fotkę: 



Tak, ten bajzel to miejsce mojej pracy. I to wcale nie jest bajzel, tylko niezwykle precyzyjnie rozmontowany układ zwierciadeł i soczewka, które kierują i skupiają wiązkę lasera na próbce. 




A tu na pierwszym planie soczewka a na drugim płytka na której montuję przy pomocy wyrafinowanej techniki - dwustronnej taśmy klejącej - moje próbki. 


W sobotę dalej szukaliśmy samochodu. Szczerze nie chciało się nam wybierać po auto do komisu. Ostatni wyjazd totalnie nas zniechęcił. Za to szukaliśmy w internecie, a ja zajmowałam się dzwonieniem i pisaniem do właścicieli. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to niedługo wybierzemy się do Warsaw, oglądał autko. Na fotkach wygląda na czyściutkie i ładniutkie. Podobno carfax ma czysty i wszystko jest ok. Zobaczymy. Cena - jedyne $7500 - czyli jeszcze w naszym zasięgu. 
Problemem może być przywiezienie go stamtąd. Tu ubezpieczenie obejmuje ludzi, nie samochód. Niby kupuje się je na auto, ale działa niezależnie od tego jakim autem pojedzie dana osoba. No i teraz jeśli ja nie mam auta i nie mam ubezpieczenia... to mam problem. Może będzie opcja ubezpieczenia go na kilka dni albo i na miesiąc gdziekolwiek i jakkolwiek. Zobaczymy. 













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz