Dziś rano jakoś mi nie szło w pracy. Jak zawsze rano z resztą. Mimo wszystko dzielnie przedzierałam się przez zagadnienia związane z moim projektem. (Chętnie napisałabym Wam co robię, ale nie mogę: nie dość, że projekt jest tajny, to jeszcze Wam i tak nie chciałoby się o tym czytać.)
W trakcie zawziętego analizowania materiałów i kombinowania z której strony ugryźć obecny problem w myśl zasady "skoro kijem nie działa, to może pałką albo gazrutrką, ale trzeba ustalić jakiej rzeczone narzędzie ma być masy i średnicy", konieczna była chwila przerwy i tak oto zgadałam się z Kathy i Jennie, że szukam informacji na temat ubezpieczenia potencjalnego samochodu.
Wczorajsze odkrycie, że można płacić w miesięcznych ratach bardzo nas ucieszyło, bo oznacza, że nie trzeba wydać od razu kupy kasy z puli przeznaczonej na zakup auta.
Jennie poleciła mi swojego doradcę, który okazał sie być tańszy, niż ubezpieczenia do których dokłada sie uniwerek. Od razu do niego zadzwoniła, umówiła nas i jeszcze ze mną pojechała.
Pan o ładnym - szwedzkim - nazwisku spędził 90 minut na tłumczeniu mi co jak działa.
Najtańsze ubezpieczenie określił na około 300$ za pół roku, zakładając, że kupimy niezbyt drogi i niezbyt nowy samochód. Powiedział jednak wprost, że to bardzo kiepskie ubezpieczenie. W razie spowodowania przeze mnie wypadku pokrywa szkody do 50000$. Czyli zazwyczaj za mało. Za niecałe 500 $ mogę mieć ubezpieczenie pokrywające do 250000$.
Co ciekawe na początku rozmowy zaraz po spisaniu moich danych, padło pytanie czy mam męża. Stsytem wymaga takiej informacji. Następnie jest pytanie o prawo jazdy męża i jego SSN. Powiedziałam jak się sprawy mają. Miły pan o szwedzkim nazwisku zaproponował, ze najpierw sprawdzi ubezpieczenie przy założeniu, ze mąż nie jeździ moim samochodem. Wyszło jakieś 509$. A kiedy wprowadziliśmy informację, że będzie jeździł, cena... spadła do 480$. Ja i Jennie trochę się zdziwiłyśmy, miły pan o szwedzkim nazwisku nie zdziwił się nic a nic. Powiedział, że to logiczne. Skoro ktoś nie chce upoważnić współmałżonka do jazdy samochodem, to znaczyłoby, że gdzieś może być powód, by mniej ufać takiej rodzinie (Prawdopodobieństywo, że coś jest z tymi ludźmi nie tak jest większe). A skoro ludzie podejrzani to i ryzyko ubezpieczenia jest wyższe.
Kolejna rubryczka istotna dla obliczenia wstawki ubezpieczenia to nasze wykształcenie. To też nie jest typowe dla standardów do których przywykłąm przy ubezpieczaniu samochodu, ale zapewne są tu jakieś przeliczniki, które uwzględniaja w kalkulacji i ten czynnik.
"autocasco" - tu obejmie zaledwie 50% tego, co zapłacę za podstawowe ubezpieczenie. Biorę. Jak pomyślę, ze łądujemy w samochód wszystko co mamy i w razie czego zostajemy z niczym, to jakoś te 200$ na pół roku wydaje się bardzo przystępną ceną. (Zwłaszcza jeśli nie przeliczam na złotówki, tylko porównuję z wypłatą.)
Oczywiście jak już kupimy auto, wstępna kalkulacja trochę moze się zmienić. Ale to chyba ostatni rodzaj ubezpieczenia, które przyjdzie mi zapłacić.
Zabraliśmy się dziś za rachunki za gaz i prąd. Udało mi się w końcu zlecić płatności. W sumie sprawa była prosta, ale opisy niektórych rubryczek ciężko zrozumieć nie znając tutejszego systemu płatności. I tak oto "account description" trochę nas zmyliło.
Za gaz przyszło 24$ + 30$ do zapłaty najemcy za czas sprzed przepisania liczników. Jak podsumowaliśmy z wcześniejszą niewielką opłatą, to powinniśmy mieścić się w 60$ za miesiąc. Zwłaszcza, że Joshua uszczelnił dziś trochę... ściany (sic!). Wiało nam na styku ścian i posłogi. Teraz wieje już tylko przez kontakty.
W końcu zrealizowalismy nasz ślubny plan z psem. Ten, na któregoi czekaliśmy (miał już nawet wybrane imię, podobno został wyadoptowany. Jest nadzieje, ze tak się stało i że dobrze trafił. Był w nowym schronisku, tyle że zarządzanym przez... nieodpowiedniego człowieka.
Trafiłam za to na informację o trzech psach z pseudohodowli.
Handlarz chciał sie ich pozbyć już, teraz, natychmiast. Najlepiej za pieniądze. W takiej sytuacji lepiej nie czekać aż psy "znikną". Koleżanka wydarła je od niego za darmo. Wszystkie trzy są już w hoteliku, jedną z suń - Suri - chcemy przebadać, zaszczepić i wysterylizować za to, co razem udało się nam uzbierać.
To właśnie jest Suri. Zdjęcie zrobiono już w hotelu w trakcie popołudniowego spaceru.
A Tu zdjęcia naszej skarbonki:
Było w niej 1124 zł, zamieniliśmy 4 na 5 dla równego rachunku.
Jeśli coś jej dolega, również pójdzie na to ze zbiórki. Miesiąc w hotelu - po znajomości - kosztuje nas 280 zł, już z wyżywieniem, czyli "mieszkanie" jest naprawdę tanie. Standard to 370 - 500 zł za miesiąc.
Suri zamieniła starą szopę w której była trzymana na murowany, ocieplony budynek.
Budynek nie ma ogrzewania, ale w boksach są budy, które zapewniają psom utrzymanie ciepła w czasie snu.
Będzie miała też trzy wyjścia dziennie do dużego ogrodu, socjalizację z innymi psami (właściciele hotelu łączą psy w stada, tak, by zaspokoić ich potrzeby wzajemnej interakcji) i podstawową resocjalizację w wykonaniu właścicielki, która kiedyś prosiła o pomoc mnie, a teraz to Ona radzi sobie lepiej, niż ja.
Po zabiegu sterylizacji Suri będzie zdrowieć w boksie w domu.
Suri czeka jeszcze próba odszukania chipa. Wygląda rasowo, a brakujący fragment ucha mógł kiedyś zawierać tatuaż. Być może komuś zaginęła, może została skradziona. Może ktoś ją kocha i ucieszy się z jej powrotu.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz