niedziela, 25 stycznia 2015

Pharmacy - bez recepty

Już od jakiegoś czasu miałam napisać coś o odpowiedniku mojego dawnego miejsca pracy.
Moje pierwsze spotkanie z apteka miało miejsce na samym początku, kiedy szukałam kosmetyków.
Nawykła do europejskiego stylu, gdzie jedyne nadające się do mojej suchej skóry kremy kupuję w aptece, przeżyłam atak paniki, kiedy musiałam kupić coś tutaj.
Pomijam, że większość nazw i firm nie znaczy dla mnie abbsolutnie nic, nie wiem czego spodziewać się w środku, wszak nawilżający balsam do ciała nie koniecznie jest tak nawilżający jakbym chciała. Ale do rzeczy.
Tutejsze apteki są zwyczajną częścią hipermarketów. Na półkach stoi wszystko, co jest dostępne bez recepty i w żaden sposób nie jest odgraniczone od szamponów, suszarek do włosów czy lakierów do paznokci. Jedno bardzo płynnie przechodzi wdrugie. Materiały opatrunkowe, krople do oczu, witaminy, a pewnie też preparaty na potencję - wszystko w zasięgu rąk.
Oczywiście wszystko nazywa się inaczej, inne są ogólnodostępne substancje czynne. Krople do oczu z kwasem hialuronowym? W Polsce jest tego mnóstwo, tu nie ma szans. Tu królują pochodne hydroksycelulozy. I tak, wiem, że przeciętny człowiek nawet by tego nie zauważył, ale 5 lat wkuwania na studiach farnmaceutycznych trochę mnie skrzywiło. Z resztą z kroplami do oczu było w miarę łatwo. 15 minut przeglądania, marudzenia, że konserwanty, że nie wiem, które sensowne i tylko cena wydaje się wyznacznikiem. W końcu kupiłam jedyne o znanej mi nazwie, które okazały się bardziej żelem, niż kroplami. I tak nawilżają rewelacyjnie, ale do przemywania Korlackich oczu się już nie nadają.
Lepszy numer odstawiłam z lekami przeciwhistaminowymi: Dobrych 10 minut krzątałam się przy półce opisanej "antyalericzne". W końcu zostałam dostrzeżona, i pani z apteki podeszła, żeby mi pomóc. Zasugerowała jakiś środek wzięłam opakowanie, podziękowałam i pani sobie poszła. Tymczasem ja zaczęłam się zastanawiać co to za substancja czynna, bo coś mi świta, ale nie kojarzę dokładnie o co chodzi.
I tak stoję i próbuję rozkminić. Z nazwą na pewno gdzieś kiedyś się spotkałam, więc nie jest to żadna super nowość. Odpaliłam w telefonie polski Pharmindex, do którego jeszcze mi nie zablokowali dostępu (mimo, ze oddałam prawo do wykonywania zawodu farmaceuty już jakiś czas temu).  Ale polski pharmindex nie znajduje takiego leku. A ja cały czas kombinuję. Bo przecież na alergię pokarmową potrzebuję znacznie wyższej dawki (zwykłej loratadyny biorę 3-4 tabletki jeśli ma rzeczywiście zadziałać) a stare leki antyhistaminowe przedostają się do mózgu i powodują senność. No to jak walnę dawkę x3 to mogę być nieprzytomna. W końcu zrezygnowana podeszłam do okienka.
W wydzielonej części, wyglądającej jak magazyn krząta się czterech farmaceutów. Tam wydawane są leki na receptę. (Jeszcze nie kupowałam, nawet u lekarza nie byłam, więc kiedyś jak się dowiem to opiszę dokłądnie jak to wygląda.)
Podchodzę z opakowaniem i z typową dla siebie wrodzoną subtelnością, bez zastanowienia, jak to typowy polski - przeładowany wiedzą - absolwent farmacji, całkiem płynnym angielskim pytam, bo nie jestem pewna, czy ten antyhistaminik nie należy przypadkiem do pierwszej generacji.
Mina farmaceuty wyraża czysty szok, jeszcze nie zdecydował, czy już się wstydzić, że go przyłapano na niewiedzy, czy może pytający z powodu bariery językowej źle sformułował pytanie.
Na szczęście wykazałam się refleksem (skoro już taktu zabrakło) i spytałam, czy to stary preparat i czy powoduje senność. Farmaceuta usmiechnął się, że tak, że mam rację.
Później chwilę porozmawialiśmy o różnicach w Polsce, zdziwił się, ze u nas metamizol jest bez recepty (Pyralgina), a leku, o który właśnie się dopytywałam nie mamy.

Tu najsilniejszym lekiem przeciwzapalnym jest ibuprofen, a w razie choroby złotym standardem jest paracetamol. Nikt nie wpadł na pomysł, by na ból stawów zalecić meloxicam (reklamowany jako Opokan), ale za to jak u pacjenta diagnozuje się chorobę przewlekłą, to jest kierowany na darmowy kurs o swojej chorobie, gdzie dowiaduje się co jak i dlaczego i co sam może zrobić, by czuć się lepiej, dlaczego i jak ma stosować leki, których leków nagle nie może odstawić. 
Bartek śmiał się, że w ramach ciąży Thanh razem chodzili na zajęcia, na których pielęgniarka tłumnaczyła im jak rozwija się płód, jak dzielą się jego komórki i nawete to, ze jesteśmy zbudowani z komórek. Ale uczuli ich kąpać, przewijać i nosić dziecko, tłumaczyli jak co robić, by nie obciążać własnego kręgosłupa a maluichowi zapewnić bezpieczeństwo. 
Dla nas mnóstwo z tych rzeczy wydaje się absurdalne, ale z drugiej strony wiele z nich naprawdę poprawiłoby zycie wielu osób. 
Jeszcze niedawno podpięta do prądu na rehabilitacji słuchałam, jak w sąsiednim pokoju rehabilitantka tłumaczyła młodej mamie w jaki sposób nie namęczyć się fizycznie przy podnoszeniu czy karmieniu, jak usiąść, jak ułożyć ręce. Matka była zachwycona. A miała szansę dowiedzieć się tego wszystkiego tylko dlatego, ze - niestety - jej dziecko wymagało jakichś ćwiczeń w ramach wspomagania rozwoju. 

Tak mnie wzięło na te wspominki i przemyślenia, bo dziś siedzimy w domu. Na zewnątrz sypie śnieg (troche mokry, bo jest ciut za ciepło). Na szczęście nie topnieje, tylko osiadł cienką warstwa na trawie i chodnikach. Śniegowi towarzyszy silny wiatr i długie łażenie po polu jest małoprzyjemne. 
Zaczęłam się bawić w rehabilitantkę i tymczasowo naprawiłam bolący kręgosłup mojego męża wbijając mu łokieć w starannie wybrane mięśnie (których nie nazwę bo nie umiem). Najważniejsze, ze pomogło.
A w temacie kręgosłupów, właściwej postawy i komfortu - oto jak można wykorzystać ortopedyczny materac z pianki zapamietującej kształt. Nie mogę wyjść z podziwu, ani zrozumieć dlaczego ta pozycja jest tak lubiana: 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz