poniedziałek, 26 stycznia 2015

Jeszcze o motoryzacji

Niedziela była deszczowa, a potem śnieżna - może z cal jeszcze leży na trawnikach, no i mamy lód na uliczkach na osiedlu. Dalej pewnie nie, ale poza zakupami i spacerami z psem raczej się dziś nigdzie nie wybiorę. Po prostu szukanie sobie miejsca na spacery (przypomniałem sobie o zaordynowanym leczeniu zatok i właśnie jestem na antybiotyku) przy takiej pogodzie mogłoby mi nie służyć.
Tymczasem wczorajszy dzień minął nam pod znakiem Sapkowskiego po angielsku i przeglądania ogłoszeń motoryzacyjnych; no i pracy Ewy, bo ona ma takie pomysły jak pracowanie w niedzielę w nocy. Wiedźmina czytam... z trudem, zwłaszcza pierwsze strony; oni tutaj wszystkie dialogi piszą w cytatach, podobno pojedynczy jest standardem, a nie od myślnika jak u nas się drukuje. Na początku wymaga przywyknięcia. Z szukaniem samochodu jest jeszcze zabawniej. Póki co brak nam orientacji jakie warunki rządzą ustalaniem cen. Za 7 tys. możemy kupić Mazdę 6 z 2006/7, za 6,5 - nowego garbusa kabrio z 2006, za $6200 jest Audi A6 2004... Dom wariatów. Do tego za 7,4 oglądnęliśmy Toyotę dla ubogich czyli Matrix produkowaną w Kanadzie, i w okolicach 7 tys. - które mnie się podobają - Jeepy Liberty, kilka sztuk. Na tutejsze samochody w zasadzie nie patrzymy, jedynym który jak na razie wchodziłby w grę z lokalnych marek był ten Scion tC, ale to taka Toyota tylko zrobiona dla amerykańskiej młodzieży. Będzie ciężko, zwłaszcza że jak na razie w polecanych komisach nie ma nic ciekawego; więcej w ogłoszeniach od osób prywatnych, ale to podobno duże ryzyko kupienie bezpośrednio tutaj. "As-Is" - bierzesz jak stoi i nie ma potem odwołania.

Żeby nie zanudzić - garść ciekawostek z mojego przygotowania do robienia prawka. Znaki: fajnie, że mają obrazki, czasami po kilka oznacza to samo. Ale też spora część z nich jest po prostu napisami, typu "zakaz skrętu w prawo/lewo", albo zakaz zawracania występują nie wiem czy nie częściej niż w formie obrazkowej. Lubią je też powtarzać; u nas nagminne jest stawianie kilku znaków jeden za drugim, tutaj - powtarzanie tych samych ostrzeżeń w różnej formie. Najciekawsze się potwierdziło: pierwszeństwo na skrzyżowaniu ma ten, kto do niego pierwszy podjechał. W ogóle na punkcie pierwszeństwa mają fioła - co chwilę pojawiają się odniesienia do ustąpienia go uprawnionym użytkownikom drogi i napomnienia że skrzyżowania nawet na zielonym są dostępne dopiero jak się opróżnią z tych, którzy wjechali wcześniej. Reguła prawej ręki, powszechna u nas, tu ma rolę drugorzędną; działa kiedy samo określenie "kto pierwszy ten lepszy" nie rozwiązuje problemu przejazdu. Odzwyczajenia się będą wymagały przejazdy kolejowe: jeśli nie ma "stopu", to nie ma obowiązku zatrzymywania się przed nimi, wystarczy zwolnić i zachować ostrożność. Teoretycznie na drogach pierwszeństwo ma pieszy, ale w praktyce lepiej zachować daleko posuniętą ostrożność w tym zakresie: już w pierwszych dniach tuż przed nosem przejechał nam samochód ruszający ze skrzyżowania, kiedy wyszliśmy na przejście dla pieszych. Podobno niedawno była akcja łapania na uniwerku tych nieustępujących pierwszeństwa, kiedy jakiś chiński student potrącił (śmiertelnie?) innego. Ci ostatni ponoć są tu plagą, nie mając wcześniej prawa jazdy są przekonani, że lektura tutejszego podręcznika kierowcy i parę manewrów z kolegą na parkingu wystarczą do korzystania z samochodu. A wracając do przepisów i ciekawostek: na prawie jazdy używa się tutaj również np. motorówek, pomijając kupowanie alkoholu. Można sobie zrobić tani (góra $55, oznaczone urzędowo) kurs bezpiecznej jazdy - jeszcze nie wiem jak wygląda - i mieć na koncie 4 pkt. "kredytu" na wykroczenia drogowe. Punktowane są od 2 za przekroczenie prędkości do 15 mil, a limit wynosi 18. Po zatrzymaniu przez policję należy siedzieć w aucie i nie próbować sięgać do kieszeni ani schowka... tak naprawdę stoi w podręczniku kierowcy. A, no i jeśli jakiś samochód stukniemy na parkingu, a właściciela nie widać w okolicy, to zostawiamy mu zgodnie z przepisami karteczkę z nr tel i swoimi danymi za szybą. I jedziemy dalej.
Oprócz cholernie poważnego traktowania szkół (ograniczenia prędkości, ALE co ciekawe aktualne tylko w określonych godzinach - kiedy są lekcje albo przed i po nich; czyli policja nie stoi jak u nas w sobotę nad ranem z radaremna 40-tce pod podstawówką na wsi) i autobusów szkolnych (oba kierunki muszą się zatrzymać, chyba że to autostrada rozdzielona pasem zieleni, kiedy autobus szkolny zatrzymuje się i wystawia mrugające znaki stop), podobnie mają z robotami drogowymi. Mają osobną kategorię znaków dla nich, specjalne ograniczenia prędkości i rygorystyczne kary za ich nieprzestrzeganie. Cóż, co kraj, to obyczaj.



Ewa stwierdziła, że logo tutejszego uniwerku jest tak paskudne, że nie nadaje się do pokazywania ludziom. Cóż, jestem nieco odmiennego zdania - stałem się więc posiadaczem paputków ukazanych na obrazku poniżej. Logo się nadaje, prawda?

1 komentarz:

  1. Dziwne masz te paputy. Po teraźniejszemu Waszemu to powinno na nich być R i L. Ewentualnie po naszemu P i L... a tak? skąd wiedzieć który na którą nogę??

    OdpowiedzUsuń