sobota, 24 stycznia 2015

kupowanie samochodu

Nigdy tej części nie lubiłam. Nie znam się, nie wiem na co patrzeć, a nawet jak mi ktoś powie na co mam patrzeć, to i tak nie zobaczę dopóki nie pokaże palcem. No dobra, może trochę przesadziłam, ale znawca ze mnie żaden.

Zawsze uważałam, że w miejskich warunkach SUVy są pretensjonalne. Dobre dla tych, którzy niektóre części ciała mają za krótkie, a tak naprawdę to poza brzydotą niczym się nie wyróżniają.
I tak oto SUV zaliczyl się do oglądanych dziś samochodów. I nawet był tym najrozsądniejszym wyborem.

Pewnie dlatego, ze wybór był mały. W rodzinnym, polecanym przez Bartka komisie oglądnęliśmy rzeczonego SUViastego Hunday'a, który był tak doskonale nijaki, że trochę przyniszczony lakier na masce zamiast obniżać jego wartość, dodawał mu charakteru. Był za to koreański, więc pewnie mało awaryjny. Przy tym japończyki i koreańczyki naprawi tu każdy i nie drogo, a części są powszechnie dostępne. Tak, to mogłoby być dobrze wydane $7000. Pewnie nigdy by się nie zepsuł i nigdy by nas nie zawiódł. I byłby tak dobry, że nie wymienilibyśmy go przez te dwa lata.
SUVów było więcej. Oglądnęliśmy też Saaba, ale pomimo ogromnej sympatii dla marki, estetycznie był nieakceptowalny.

Drugim kandydatem było to:





Scion. 3 drzwi, cienka warstwa gumy pokrywająca niebrzydkie felgi, troche mało miejsca z tyłu (ale jakby złożyć fotele to Korlat powinna mieć całkiem wygodnie) i silniczek 2,4l. Nie jeździliśmy, bo i nie byliśmy dziś nastawieni na zakup, a chcielismy zerknąć co mają fajnego jeszcze jednym komisie. Na radzie Scion prowadził w klasyfikacji generalnej. Dyskwalifikujące może być zawieszenie: jeśli będzie tak twarde jak w pewnej czarnej 206, to odpuszczamy. Niby dziur tu nie ma, ale łączenia betonowych płyt nie zawsze są idealnie gładkie, a mój kręgosłup ma coś jeszcze do powiedzenia. 

Ogólnie wizyta byliśmy trochę zawiedzeni: Wszystkie Mazdy 6 się sprzedały i w akceptowalnej cenie nie bylo nic więcej. 
Pokręciliśmy się jeszcze chwilę i pojechaliśmy do drugiego komisu. No cóż. Tam też stały tylko dwa auta w naszym zasięgu cenowym. Pierwsza była Toyota Matrix. Jesli miałabym jakoś ją skomentować, to tylko dwoma słowami: patrz - Hunday. Drugi był Jeep Liberty. 
I na tym omawianie aut się skończyło. Popatrzyliśmy co jeszcze mają, ale ceny sięgały od 12-25000$. Nie ma szans.

Wróciliśmy do domu zmieleni. Spędziliśmy ponad 2,5h w autobusach. Jeszcze się źle czuję. 

Wczoraj dotarła ostatnia paczka. To znaczy dotarła jako pierwsza, wysłana była ostatnia. Ale jako jedyna podróżowała samolotem. Transport morski jeszcze nie dotarł (a pierwsza wysłana paczka podróżuje od 6 grudnia).
Niestety kiedy przyszedł listonosz Joshua i Korlat byli na spacerze, więc po paczkę misiałam podejść dziś na pocztę. Ale było warto. Nareszcie dotarł mój norweski sweterek. Kupiłam w Polsce. Niby używany, ale tak naprawdę to chyba tylko z oderwanymi metkami. Za to dużo taniej, niż są dostępne tutaj. Jest tak genialny, że jak już się odkujemy, to wydam te $300 i kupię sobie jeszcze jednen. Na moja prośbę do paczki rodzice dorzucili podgrzybków, herbatników i pierniczków.
Na sam widok dostałam ślinotoku. 


Otóż tutejsze słodycze są... inne. Słodkie ciastka są tak słodkie, że jak mam ochotę na coś słodkiego, to kupuję krakersy. Ilość cukru w nich zawarta jest wystarczająca. Na tutejsze słodkie ciastka czasem jeszcze coś mnie czasem podkusi ale zawsze później stwierdzam, że to był zły pomysł. 
Oprócz tego tutejsze słodycze są kolorowe. Tak intensywnie kolorowe, że odruchowo człowiek zastanawia się czy to aby na pewno jest jadalne. Jako przykład: żelki Haribo. Fotka niestety nie oddaje intensywności zabarwienia.



(...) Dokładnie w tym momencie Scion odpadł z konkurencji. Niedopasowany zderzak mógł się odczepić podczas transportu - tak założylismy, nawet rozmawialismy o tym z włascicielem komisu. Ale Joshua właśnie zaczął oglądać zdjęcia innych egzemplarzy w internecie i stwierdził, że pod maską oglądanego przez nas egzemplarza nie zdadza się kilka elementów. Tak więc szkoda nawet kasy na mechanika. Odpada. 


Nie. Nie. Na pewno nie kupię Hunday'a.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz