środa, 21 stycznia 2015

Pieniądze i co za nie można kupić

Ale na początek fota ze spaceru:


czyli rano idziemy na golfa. Ponieważ jest odwilż, spacerniaków w okolicy niewiele, a psu należy się trochę ruchu (znów nie pobiega, bo psi wybieg zamienił się w bajoro, a z braku pojazdu ciągle nie wybierzemy się do tutejszego hunden-parku) - rankiem czyli bladym świtem po 9 - idziemy na golfa. Jeszcze trochę i pies się nauczy nowego słówka. Pole ma sporą długość, wyasfaltowane alejki i jak to pole golfowe - urozmaicony teren. Pobiegać nie pobiegamy, ale przynajmniej Korlat może się wyspacerować i przyzwyczajać do zapachów tutejszych "kriczersów". Co idzie powoli, bo wszystko jest ciekawe...
Tu mogłaby być fota oposa, ale wczoraj wieczorem jak go spotkaliśmy Ewa stwierdziła, że nie będzie zwierzaka dodatkowo stresować - wystarczyła tańcząca na smyczy o kilka kroków od jego białego pyszczka nasza psia paskuda. Opos siedział sobie pod koszem na śmieci pod Walmartem, gdzie szliśmy po jakieś wino na oblanie dostarczonego pocztą plastiku. To kolejny przykład tutejszej fauny, chociaż poprzedniego jeszcze nie zidentyfikowałem - coś wielkości kota, ale z ostrym pyskiem i biegające zupełnie jak border collie.
W psiej sprawie odbyłem właśnie swoją pierwszą rozmowę telefoniczną w tym kraju - zadzwoniła miła pani z kliniki uniwersyteckiej sprawdzić czy z psem wszystko w porządku. Mój numer był podany jako drugi, węszę w tym "przekierowanie", żeby zmnie zmusić do gadania.

A teraz w temacie: co jakiś czas pojawiają się pytania jak sobie tu poradzimy finansowo, zwłaszcza że póki co ciągle jestem tylko obciążnikiem na pensji Ewy. Z ciekawości sprawdziłem aktualne zarobki w Polsce: wg. tzw. średniej GUS jest to brutto ok. 4000 zł, czyli na rękę nieco ponad 2800; średnia oczywiście zawyżona (może nie każdy wie, że np. dotyczy tylko przedsiębiorstw powyżej 10 osób zatrudnienia, czyli pomija małe firemki w których ludziej generalnie najmniej zarabiają). Ponieważ licząc w dolarach analogiczna jest mniej więcej średnia dla tej okolicy, łatwo jest zrobić porównanie. To jedziemy, od psich zakupów: gruby piankowy materac 120zł - $40 (z pianki zapamiętującej kształt ok. $100, u nas takich chyba nie ma). Psi ryż: 3zł - $2, ale można w worku po 10 czy 20 funtów, wtedy wychodzi taniej. Cwiartki z kury: worek 4,5kg za niecałe $7, a u nas 5-7zł/kg. Problemem są świeże warzywa, których jest znacznie mniej i są dość drogie (np. jedna, pakowana osobno papryczka, $1,6), ale za to puszkowane i mrożone zaczynają się poniżej dolara i dwuosobowa paczka mrożonych warzyw na obiad jest za $2-3, co realnie jest znacznie niższą kwotą niż 5-7zł za takie samo 450g w Polsce. Lokalne różnice w artykułach spożywczych bywają jeszcze ciekawsze: $1,5-2 kosztuje jeśli mnie pamięć nie myli puszka mleka kokosowego, więc co parę dni jadamy sobie curry na nim, a to znacznie mniej niż 7-8zł w kraju. Słoik 220g tartego parmezanu (jakoś te sałatki muszą smakować) to niecałe $3. Soki owocowe 1,89l kosztują $2,5, w porównaniu z 3-4zł/l. Zwyczajne zakupy, co 3 dni, robione w Krakowie kosztowały nas ca. 100zł, podobne tutaj - $50.
Czyli spokojnie damy radę przez ten czas, dopóki mnie nie pozwolą autochtoni pracować. A potem nawet z małej mojej pensji dołożymy do urządzenia do końca mieszkania i zaczniemy wybywać na wycieczki z tego pola kukurydzy. Oczywiście trzeba policzyć jeszcze ubezpieczenia zdrowotne, samochodowe, paliwo (ale na uniwerek Ewa ma chyba niecałe 3 mile, więc tyle co nic; nie mówiąc o cenach na stacjach - normalna, bez zniżek to obecnie $2 za galon, ale tu są duże wahania - widziałem już $1,68), itd. ale to wszystko nadal znacznie mniej, niż wydatki na życie w kraju liczone w stosunku do pensji.
A, mają tu płace minimalne, godzinowe. Teraz to już głowy nie dam, ale przed wyjazdem liczyłem cenę Kindle'a: w Polsce ponad 2 tygodnie pracy za minimalną pensję, tutaj - niecałe 2 dni.



Jak już byłem przy konsumpcji, to jeszcze moje odkrycie: lubię takie "słodycze"... Suszona wołowina, jakby ktoś nie mógł się doczytać. Mogę sobie czasem taką paczuszkę kupić, a poza tym nawet być wegetarianinem i żywić się sałatkami.

I jeszcze obrazek dla znajomych, spod przystanku autobusowego przy poblizkim rondzie:


Have a nice life in Indiana!

1 komentarz:

  1. Beef jerky to świetna rzecz. Można pogryzać, zabrać w trasę, a nawet zupę ugotować. :) Są w sieci przepisy na robienie własnej, choć pewnie jak zagadasz do sąsiada-farmera, to nauczy. ;)

    OdpowiedzUsuń