piątek, 9 stycznia 2015

Egzamin na prawko, przymusowy jogging, raport na poniedziałek.

W końcu mogę napisać: Zdałam.
Na 9 rano miałam umówioną jazdę. Wczoraj - co było do przewidzenia - dosypało śniegu. Dojechaliśmy z Bartkiem do BMV, zaparkowaliśmy. W środku było zaledwie kilka osób czekających nie wiem na co. W końcu pojawił się samochód i weszła egzaminatorka z kursantem, któremu tłumaczyła dlaczego  go oblała. Grzecznie, kulturalnie. Na tyle cicho, że nie dało sie dosłyszeć.
Przyszła moja kolej. Zostałam poproszona o swoje dotychczasowe prawo jazdy i międzynarodową wersję tegoż. I tu pojawił się problem: It's not in English, so it can't be accepted. You must have it in English.





No dobra. Okładka jest po naszemu, ale w środku jest opis w kilku językach. Więc stoję tam i próbuję wyjaśnić, że trzeba je otworzyć, ale egzaminatorka zacięła się na "Not in English". W końcu zabrałam jej książeczkę i otworzyłam, tłumacząc, że po angielsku jest cała niezbędna treść ale w środku. To wystarczyło. Prawko zostało uznane. 







Uff...

No to wsiadamy i jedziemy. Pani spokojnie mówi gdzie i jak pojechać, daje znać z wyprzedzeniem.
Bez stresu.
Rozpędziłam sie do 30 mil na godzinę, zaznaczając, że pojadę wolniej ze względu na warunki (droga bielusieńka. Śnieg tylko częściowo odgarnięty reszta raczej ubita niż zebrana). Zaraz z resztą zauważyłam (na głos), że właśnie dojeźdżamy do znaku z takim ograniczeniem prędkości. Pani odhaczyła rubryczkę, że zwracam uwagę na speed limit. Fajnie :)
Dalej była jazda przed siebie, jakieś skręty, parkowanie równoległe, które wykonałam po europejsku (ciasno i blisko poprzedzającego samochodu). Pani pochwaliła, ale powiedziała, że można zaparkować dalej. Mruknęłam tylko, że u nas się nie da i jakoś tak przyzwykłam...
Później kilka skrętów w lewo: Postanowiłam grzecznie poczekać na zielona strzałkę. Jasne, że bym się zmieściła na "regularnym zielonym", ale po co wkurzać egzaminatora? No a później pojechałyśmy do ośrodka. Nie zahaczyłyśmy o schoolzone, nie było ronda. Na koniec pani powiedziała, że bardzo dobrze jeżdzę, ale powinnam trochę wolniej ze względu na warunki. No cóż. My tez mamy śnieg. Jak ktoś jeździ zimą, to potrafi. Do tego auto z napędem na 4 koła, nawet odrobinę mnie nie zarzuciło. Powiedziałam, że u nas też jest taka pogoda i przywykłam, na co pani się uśmiechnęła: Mają mnóstwo chińskich studentów, którzy śniegu na oczy nie widzieli i ona już z przyzwyczajenia pod tym kąatem na ludzi patrzy.

Następnie zaczął się cyrk: Otóż powinnam mieć przy sobie SSN, I-94 i potwierdzenie adresu. Paszport, wizę i polskie prawko miałam. Reszty nie - w końcu okazywałam je przed egzaminem teoretycznym. No to dawaj do domu. Podwiózł mnie Bartek, z powrotem pieszo. Na miejscu okazało się, że potrzeba jeszcze DS2019. Noż niech ich... Zadzwoniłam do Przemka, żebey wziął moje papiery. Spoptkaliśmy sie w połowie drogi. Wróciłam (po raz 3) do BMV, gdzie... okazało się, ze mam dwa różne adresy na ppotwierdzeniach. Ci z Social Security źle wpisali numer mieszkania: 26 zamiast 2B. Najlepszym rozwiązaniem było wybrać się do banku. Na szczęście zadzwonił Bartek, który właśnie odwiózł syna do szkoły i chciał mnie zgarnąć do pracy. Zrobiliśmy pętlę przez PEFQ i wróciliśmy do BMV.
Tam jeszcze fotka, badanie wzroku i...

Nareszcie:


Oto moje tymczasowe prawko. Na polskim już mi nie wolno jeździć. 

Zdjęcia - jak słusznie zauważyła mama - jak z listu gończego, ale ma być na wprost i nie wolno się uśmiechać. (W tym ostatnim odrobinę oszukałam).  I jeszcze robią je strasznie z dołu. Oczywiście nie ma jak się ogarnąć, a jeszcze głowa krzywo, włosy zasłaniają czoło, nie mogą nachodzić na brwi i tak dalej. 
Restrykcje oznaczają: B - mam prowadzić w okularach/kontaktach (jak widać do 3 razy sztuka, teraz już sie nie wywinęłam). Zaś 9 oznacza obcokrajowca z pozwoleniem na pobyt czasowy.

Hmmm... ciekawe czy na ów dokument można kupić piwo? 


Dzień w pracy taki sobie, ale dość wesoły. Kończę swój raport. Ewidentnie się rozkręciłam, bo nawet mi ta pisanina jakoś idzie. Gdybyż jeszcze nie moja tendencja do zdań wielokrotnie złożonych, wszystko byłoby prostsze, ale coż mogę poradzić, kiedy ja nawet myślę takimi konstrukcjami. 
Wszystko zaczyna się składać: Już znane i opisane techniki mają sporo wad, które nasza powinna wyeliminować. Myślę, że mamy szansę na ten grant. 
Zadałam kilka pytań organizacyjnych, które spodobały się mojemu szefowi, może mnie nie wyleją tak od razu?

Na koniec uniknęłam jazdy autobusem, gdyż zabrałam się z Shohei'em. 
Jutro spróbujemy znaleźć jakiś samochód, ale zakup planuję po rozmowie z agentem ubezpieczeniowym: musze najpierw wiedzieć co i jak, żeby nam troche kasy do końca miesiąca zostało.

Mamy rewelacyjną pogodę. Jest może zimno, wiatr nie jest bardzo silny, jest sporo śniegu i świeci słońce. Jak dla mnie może tak być choćby i do czerwca. 



1 komentarz: