Temperatura poleciała na łeb na szyję. Wczoraj 7F a i to w południe. Do tego wiatr. Co prawda nei widuję już twardzieli w tenisówkach, alezimowy ubiór tutaj to nie taka znów częsta rzecz jak by sie mogło zdawać.
Wczoraj na przystanku spotkałam młodziutką Chinkę. Kurteczka taka jaka założyłabym zamiast windstopera przy minimalnym mrozie. Do tego getry... i trzęsie się z zimna. Ja też miałam getry ale pod jeansami! A do tego gruby wełniany sweter i kożuch. Aż sie zastanawiałm czy mi nie za ciepło. Dziewczyny tak mnie nastraszyły mrozem, że spodziewałam się, że będzie gorzej. Kiedy przyszłam spytały
- I co? Zimno? Zmarzłaś?
- Nie, mam ciepłe ubranie.
Chyba były rozczarowane.
Ze studentką z Chin rozmawiałam dobre 5 minut. Przyjechała z południa Chin, teraz siedzi i wkuwa do ostatniego egzaminu i troche ją pogoda zaskoczyła. Przy okazji okazało się, że coś jeszcze z chińskiego pamiętam i potrafie wymówić i nawet nie mylę tonów.
Pogoda poza tym, że zimna, jest obłędna. W Krakowie nie widziałam nieba w takim kolorze od lata. Choć i wtedy barwa jest nieco inna...
Mamy więc mróz, wiatr i słońce. Jak w bajce. Tylko śniegu ciut mało.
Uszczelnianie okien dało niezły efekt. Nie wieje juz przez nie. Terazz da się wyczyć to powietrze, które wpada dookoła okien. Jest go znacznie mniej, ale też nie da się chyba juz nic na nie poradzić. Do uszczelniania podłogi trzeba by rozmontować część tego co jest na ścianach.
Z licznymi kombinacjami i po "zaledwie" tzrech wypadach do sklepu Przemek uszczelnil drzwi wejściowe. A było co uszczelniać :
Na uczelni już robią sobie jaja. Paul stwierdził, ze jak kiedyś nie dotrę rano do pracy to trzeba sprawdzić, czy przypadkiem nei dotknęłam językiem ramy okna i nie przymarzłam. Ale trzeba uczciwie napisać, że Bartek przyjechał, oglądnął i podpowiedzial co kupić. I jeszcze zawiózł nas do sklepu po uszczelki.
Dziś miałam okazję przetestopwać na parkingu samochód Bartka. I dobrze, bo na egzaminie miło będzie wiedziec gdzie się zaczyna a gdzie kończy. Mam nadzieję, że zdam. Trochę głupio byłoby oblać. Już się nie mogę doczekać, kiedy będe miaal tutejsze prawko. Mam dość biegania po piwo z paszportem.
Przegryzam się przez publikacje. Podoba mi się przegląd literatury po amerykańsku: Tylko raz trafiła mi się taka, do której nie miałam dostępu. (I już uznałam, że to oburzające). W Polsce tak było z większością publikacji...
Na sobotę w planie jest klejenie tapety przy wejściu i przy
Korlackiej misce. Nasz pies je odrobinę niekulturalnie i chlapie ryżem
po ścianie. Trzeba zamkleić niezmywalną farbe zmywalna tapetą.
Może
pojedziemy tez do jakiegos komisu samochodowego. A wieczorem Jennie i
Shohei przychodza na bigos, który Joshua przygotowuje już od
przedwczoraj. Ciekawe czy im podejdzie?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz