środa, 28 stycznia 2015

Na wszelki wypadek, współpracownicy trzymają poziom, pętelka, Suri

W poniedziałek idąc na przystanek, obserwowałam taką dziwną scenę. Dwupasmówką w kierunku północno-zachodnim podjechał policyjny radiowóz. Bez sygnału, ale z włączonymi kogutami. Zatrzymał się w poprzek. Wysiadła policjantka i zaczęła ustawiać na drodze pachołki blokujące przejazd.
Kawałek dalej na  rondzie to samo. Ale blokada tylko w jednym kierunku. O co chodzi?
Wyjaśnienia udzielił mi stojący obok autochton: Droga prowadzi estakadą i najprawdopodobniej ta ostatnia jest oblodzona. Możliwe, że nawet był jakiś wypadek... Albo po prostu zamykają przejazd, bo może być niebezpiecznie.

W razie jakiegokolwiek poważniejszego niebezpieczeństwa: jak podejrzana paczka pozostawiona w okolicy centrum handlowego, uniwerek natychmiast wysyła ostrzeżenie do wszystkich mailem, żeby unikać jakiegoś tam rejonu.
Nawet bez radia i TV łatwo jest być zorientowanym kiedy dzieje się coś niedobrego. I tak od kiedy tu jestem, było juz ostrzeżenie o napadzie z uzyciem niebezpiecznego narzędzia, o prawdopodobnej napaści na tle seksualnym i o wspomnianej powyżej paczce.

Co do bezpieczeństwa, to chyba sie przyzwyczajamy: zdarza nam się nie zamykac drzwi na noc.

Dziś miałam robić pierwsze doświadczenia. Byłam z siebie dumna, bo wymyśliłam, żeby przenieść nasze doświadczenia na inną fazę stała (są popdstawy teoretyczne by sądzić, ze będzie o wiele lepsza), udało mi się wymyślic jak zagęścić próbkę i parę innych bajerów. Już się nie mogłam doczekac kiedy zarejestrujemy pierwsze wyniki. Mogłabym zaraportować jakiś postęp. Znalazłam też w innej publikacji  pomysł, jak skrócić czas doświadczeń. Do wczoraj przygotowanie próbki szacowałam na jakieś 5h (co miało byc dużym postępem w porównaniu z testami, które obecnie trwaja kilka dni), a teraz mam nadzieję, że uda się ją przygotować w zaledwie godzinę!
Ale nasz ulubieniec z fizyki jądrowej trzymał fason. Dziś - już na miejscu - poinformował mnie, że zepsuł się laser. Cóż, mogło się zdarzyć. Nie skomentowałabym ani słowem, ale Jennie już od piątku wypytuje czy pan P. odwołał juz doświadczenia. I jakoś... nie jestem pewna, czy laser rzeczywiście był zepsuty, Zwłaszcza, że zamiast go naprawiać pan P. wraz ze swoim studentem poszli na lunch. (Widziałam.)

Z dobrych wiadomości mam taką, że 17 lutego jedziemy do Cincinnati. Wycieczka może nie jakaś szalona, ale zawsze okazja, zeby się wyrwać z West Lafayette. I jeśli dobrze pójdzie, to może nawiążemy współpracę, a jeśli pójdzie świetnie, to moze zachachmęcimy z tamtejszego labu sprzęt i nie będę skazana na pana P.

Na koniec perełka - dziś udało mi się nagrać fragmencik przejazdu autobusem. Samo patrzenie na to wywołuje u mnie objawy choroby lokomocyjnej, ale może zrozumiecie o co chodzi. Otóż zwykły schemat tras autobusów wygląda mniej-więcej tak: 


Nie obejmuje on dodatkowych przejazdów po kilkaset metrów i załączonych pętelek. A jak wyglądaa taka pętelka obrazuje ten oto filmik. 
Filmik nakręciłam dziś wyjątkowo wcześnie, dlatego parkingi były puste zazwyczaj przejazd robi dużo większe wrażenie. 





Ostatnie wieści będą o Suri. Suczydło ma się dobrze. Nie widać, by coś jej dolegało, zachowuje się poprawnie, jest pewna siebie ale nie dominująca. Niestety ale nie zna żadnych komend. Nie umie chodzić na smyczy. Ot, wyrośnięty szczeniak. Uwielbia dzieci (doskonale czuje się z hotelową dwójką). 
Jutro ma mieć USG. Zobaczymy co dalej, a później będziemy myśleć o sterylizacji. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz