Na początek ostrzeżenie, powstałe w radosnej tonacji podlanej grzanym winem w trakcie sprzątania po wizycie gości:
I nie próbujcie tego w domu... Na jednej półce w lodówce mamy garnek wielkości wiadereczka (ca. 25cm średnicy), pełnowymiarową patelnię, dwie miski - no, druga mniejsza, 20cm, i litrowe pudełko. I jeszcze trochę miejsca. Rozmiaru lodówki, którą mamy w kuchni, nie odda lepiej żadna fotka.
Wszystko prawie tutaj ma rozmiary super-extra-large. Samochody... niby mają forda mondeo, ale u nas on jest pełnowymiarową limuzyną, a tu - średniej wielkości (jeszcze większy jest taurus). Robienie zakupów z opcją "mam dwie łapki na dwie siatki" sprowadza się do kombinowania ile uniosę, bo ryż ma najlepszą cenę w woreczkach po 10 i więcej funtów. Ewa nie mogła po przyjeździe znaleźć dla psa ćwiartek z kurczaka; ależ oczywiście że są - woreczek liczy sobie skromne 10 funtów. Mniejszych nie przewidziano, to chyba dla nich jest mięso o charakterze "przemysłowym".
Do obiadowej (kolacyjnej? nadal nie przywykłem do tutejszych zwyczajów żywieniowych) notatki Ewy dodam jeszcze tylko, że barszcz nie dość, że był dziwnie podpisany, to jeszcze koszerny. Podobnie z resztą jak piklowane ogórki, małe buraczki z zalewy (prawie jak w domu...), które jednak nie znalazły uznania u naszych gości. Może już się przejedli, a moze nie potrafiłem zachęcić do konsumpcji. W każdym razie dziś zwróciłem uwagę, że w Walmarcie mają półeczkę na koszerną żywność, podobnie jak sąsiednią - na bezglutenową. I niech mi ktoś powie, że religia nie dominuje nawet banalnych dziedzin życia.
A teraz z innych "naczyń", znaczy - w przybliżeniu powiedzmy iż zwanych niegdyś nocnymi. Otóż niedawno przyjaciel zarzucił nam, że Ewa pisze o tym kraju w samych superlatywach, wszystko jest fajne i się podoba. Powiedzmy, że nie wszystko - tandetne budownictwo pod wynajem nie bardzo (chociaż gdyby w starym kraju takie budynki powstawały, z pewnością nie byłyby lepsze). No to moja uwaga krytyczna: u nich w kiblu stoi woda! Ano, tak z 15-20cm od górnej krawędzi, cała muszla jest wypełniona... Teraz jasne stały się sceny z amerykańskich filmów, w których bądź to dzieciaki w szkole, bądź żołnierze w ramach fali, nurzają głowy swoich oponentów w kiblu; w domu mnie to zastanawiało - jakim cudem udaje im się kogoś wepchnąć tak głęboko. No, to już wiem: nie muszą wpychać.
Poza tym złośliwie zauważę, że autochtoni nie zauważają takich drobiazgów jak ekonomia czy też ekologia, nawet jeśli te gryzą ich w zadek. Dokuczające nam chłodem metalowe ramy okienne już wspominałem, archetypiczne wielgachne silniki w samochodach - to też prawda, nie wiem czy cokolwiek mniejszego niż 2,0 dałoby się znaleźć na parkingu (nie licząc sonica iq, zrobionego chyba ze smarta, i chyba jednego priusa). Ale już świecące całymi dniami lampy na parkingach pod marketem albo na osiedlach, to przecież czyste marnotrawstwo energii. Podobnie ma się rzecz z banalną wodą w spłuczce; o ile brak jakiejkolwiek dbałości o izolację termiczną budynku można zrzucić na karb obarczania rachunkami najemców, o tyle spłuczki w toaletach nie przewidujące "małej potrzeby" i lejące za każdym razem 20l wody (za którą płaci zarządca) to już chyba zwykłe marnotrawstwo. I co z tego, że wokół marketu, stojącego przy obszarze chronionym, nawtykali tabliczek "nie kosić" żeby jakiś nadgorliwiec nie wjechał na "dziki" teren traktorkiem, skoro zanieczyszczenia rozsiewane przez wszystkich klientów pędzących tam i nazad na v6 i v8 chłepczących czystą benzynę na galony, spokojnie wyeliminuje stąd wszytko poza wędrownymi gęsiami.
Ok, już nie czepiam się v6, bo niedługo jak Ewa odbierze prawko i dowiemy się ile trzeba zabulić za ubezpieczenie takiego "nowego kierowcy", musimy coś kupić. I obojgu bardziej się widziała mazda v6 niż passat 2.0...


Woda, prąd itp. - oszczędzanie surowców to jedno, niska cena - drugie. Stawiałbym na ten drugi czynnik. Jak byłem pierwszy raz w Norwegii w 2005, to po kolejnym zgaszeniu światła w domu gospodarza usłyszałem, żebym tego nie robił. Zdziwionemu przybyszowi z Polski wyjaśniono, że prąd jest tak tani, że gaszenie światła nie ma sensu - i tak oto przez całą noc co noc w połowie całkiem sporego mieszkania było jasno.
OdpowiedzUsuńDopytajcie. ;)
Cóż. Jest to prawdopodobne wyjaśnienie. Ale zapytani autochtoni stwierdzili, że też nie rozumieją dlaczego tak jest, bo to niewłaściwe.
OdpowiedzUsuń