sobota, 24 stycznia 2015

Wolna sobota

W ramach wolnego dnia - kilka fotek z okolicy i wypraw okolicznych. Wprawdzie nie wypada gonić po polu kukurydzy jak japoński turysta z pięcioma aparatami, a póki co z powodu rozgardiaszu towarzyszącego wyjazdowi nie mamy czytnika do karty z aparatu, więc tyle tylko co się daje z telefonu pokazać naszym drogim czytelnikom. Na początek plany, których nie zrealizujemy nawet w przyszłości - osiedlowy basen; Ewa nie posiedzi na słońcu, ja nie umiem pływać, a Korlacie zabrania wejścia tabliczka. Phi, pójdziemy sobie w gó... na pagórki.


To z dzisiejszego popołudnia na golfie, znaczy polu golfowym. Na pierwszym planie - nowy sweterek Ewy i nasz stary pies. W końcu 8 latek zobowiązuje, nie bijcie...


Teraz z poprzednich wyjść - zagadka. Co jest na zdjęciu? Odpowiedź pod spodem.


Moi drodzy, środek terenów uniwerku Purdue w West Lafayette! Ten hektar pustki i nieomal parku, to naprawdę jest centrum tutejszego uniwerku. No jasne, mają jeszcze różnych gabarytów i przeznaczenia chałupy (jedna niżej), ale generalnie pomiędzy poszczególnymi kompleksami tu są hektary trawników. Pewnie po to, żeby za nimi ukrywać hektary parkingów.


A tu (wyżej, bo niżej co innego) siedzi sobie Sihaja: Bindley Bioscience Center. Na razie, bo od marca mają mieć nowe pomieszczenia w innym budynku. Będzie podobno dalej od ulicy i autobusów, więc lepiej żebyśmy do tej pory znaleźli jakiś sensowny samochód. Generalnie jest tak: niby na uniwerek jest wszystkiego niecałe 3 mile, ale to w tych warunkach naprawdę duży dystans. Same ulice, brak chodników, brak przejść dla pieszych. Na uniwerku niby lepiej, bo w wiele wewnętrznych uliczek nawet studenci nie mają prawa wjeżdżać, ale jak ostatnio zapytaliśmy (z powodu skrytykowania naszego pierwszego wyboru; ale byliśmy głodni, a studenci z naprzeciwka tam zamawiali) Bartka gdzie można zjeść dobrą pizzę, to każda z odpowiedzi zaczynała się od "musicie pojechać..." - czyli bez furmanki się tu nie da żyć. Od jutra szukamy dalej, ale jakby opcje wyboru się skurczyły. Do dziś (sic!) w poleconym nam również przez Bartka komisie była jeszcze niegłupia Mazda 6 (v6, 3.0), ale właśnie ją myli dla klienta; stała pół roku i się sprzedała.


Ta czerwona kapuza złapana pod oknem z telefonu to ja, jak zdaję teorię na prawko. Post factum chciałem stwierdzić, że te 3 popołudnia przygotowania to była strata czasu, ale nie wypada: bez tego nie potrafiłem za bardzo zrozumieć pytań testowych. Forma, sposób ich pisania, był dla mnie mocno niezrozumiały. Więc jakkolwiek nie sądzę, żebym na drodze dał powód do zatrzymania, to jednak sam test nie był aż tak prosty (znaczy prosty był, ale ja musiałem nadrobić tyły językowe).
Za dwa tygodnie jazda, wcześniej terminów nie mieli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz