niedziela, 4 stycznia 2015

Weekend, spacer w poziomo padającym śniegu i lód w mieszkaniu.

Weekend minął tak sobie.  
W sobotę padał deszcz. Bez przerwy. Nie mielismy ochoty na wychodzenie, z resztą nie bardzo było dokąd pójść. Na obiad zamówiliśmy pizzę. Byliśmy ciekawi... Już nie jesteśmy.
Pizza była bardzo taka sobie. Natomiast zaserwowany do niej sos czosnkowy wyglądał... jak olej z zawieszonymi ziarenkami mąki. Sam tłuszcz. A fe. Smaku czosnku też nie wyczułam. Cóż, spróbujemy innej pizzerii.  Kiedyś. Nie bardzo prędko bo rano dotarła waga, a jej używanie zawsze motywuje do ograniczeń. 
Swoją drogą po ważeniu obydwoje stwierdziliśmy, że nie jest źle. Nawet miesięczny pobyt (mimo genialnego w większości) jedzenia i samodzielnie pieczonych (z gotowców, nie dajcie się nabrać, sama robić nie zaczęłam) bagietek mnie nie utuczył. Wieczorem oglądnęliśmy 13 wojownika i piliśmy grzane wino - tym razem wyszło nieźle. Choć gdyby użyć do słodzenia miodu pewnie byłoby jeszcze lepsze. Jak tylko uda się kupić to tak właśnie zrobimy. 

W niedzielę postanowiłam odrobić zaległości w aktywności i mimo, że zrobiło się zimno i zaczął sypać śnieg - a może właśnie dlatego - wymyśliłam, że chcę iść na spacer. Fakt, ze śnieg sypał w poziomie nie zniechęcił mnie ani trochę. 

Nie, na pustym miejscu nie było samochodu. Ta ciemna plama pokazuje pod jakim kątem sypało :)


Mój optymizm udzielił się Joshule, na tyle, że postanowił pójść z nami. Kiedy pod Walmartem zorientował się, że jeszcze nie wracamy, tylko idziemy do lasu, wiatr zdmuchnął jego optymizm, jak płatek śniegu z Korlackiego futra. Ale był dzielny i marudził tylko trochę. Trzeba przyznać, miał do tego prawo. Wiatr był bardzo silny i siekł śniegiem po twarzy. Korlat szła szczęśliwa, z uśmiechem na pycholu. Ja cieszyłam się jedynie odrobinę mniej. W końcu zima, śnieg i świeże powietrze na raz! Czekałam na śnieg już od jakiegoś czasu. Dzięki temu będzie zwyczajnie ładniej. Trochę martwi mnie tylko piątkowy egzamin na prawo jazdy (samochód, którego nie czuję i śnieg na drogach... a oni tu nie mają zwyczaju zmieniać opon na zimę. Żeby rozjaśnić sytuację - będę zdawać w samochodzie, którego pożyczy mi któryś z odważnych znajomych. Dostarczenie auta na egzamin jest obowiązkiem egzaminowanego). 
Spacer wyszedł nam dość długi, w lesie wiatr osłabł i było przyjemnie. Niestety śnieg szybko przestał padać i jest go niewiele. 

Nasze ogrzewanie włączało się co chwilę, ale w mieszkaniu było jakoś chłodno. Zwłaszcza w livingroomie. Poszłam przytulić Korlat i stwierdziłam, że przy podłodze po prostu wieje wiatr. Mimo uszczelnionych przez Przemka okien! Zaczęłam się przyglądać i zobaczyłam, że na ramie okien tworzy się lód. Od wewnątrz! A przy framugach czuć, że zwyczajnie zawiewa. Zrozumieliśmy, ze folia do uszczelniania okien może być niezbędna - Jest tu taki patent, zakleja się całe okno z framugą włącznie termokurczliwą folią. Później dopasowuje się ją przy użyciu suszarki do włosów. Pomysł wydaje się absurdalny, ale jak człowiek sobie uświadomi, że ramy okien są metalowe, to znajduje pewne uzasadnienie. 
Niestetey zakup i przygotowanie tego w środku nocy jakoś nam się nie uśmiechał. Poza tym ta folia rozwiąże tylko jakieś 50% problemu. 



Na szczęście pamiętałam wyjazd na olimpiadę biologiczną w 1996 roku, kiedy nocowałam u kuzyna na Ruczaju. Na polu było blisko -30 stopni, a w mieszkaniu panował nieznośny upał. Było to dzieło kuzynki Tatiany, uwielbiająceej wysokie temperatury, która doskonale uszczelniła okna... foliowymi reklamówkami. 
Reklamówek u nas dostatek. W Walmarcie szastają nimi na potęgę, czasem aż mam ochotę nawrzeszczeć na kasjerów. "A co z tą ekologią?!" Wszędzie recykling, biodegradacja odpadków, a pakujecie w plastik jak oszalali." Nie zrobiłam tego. Zaczęłam sama pakować zakupy w kasach samoobsługowych, ale reklamówek nam się i tak nagromadziło. Miały być kupowymi woreczkami - bo tu normalne jest sprzątanie po psie. 



Do wiosny pozostaną uszczelnieniem dziur w naszym oknie balkonowym. Zużyliśmy ich sporo. Ale efekt jest. Grzanie pracuje jakby rzadziej, a w livingroomie jest cieplej. 
Na późną kolację będzie zupa grzybowa. Niestety tutejsze grzyby są jakieś dziwne i mało wydajne. Kochane podgrzybki przyślijcie rodzice!

1 komentarz:

  1. Z grzybkami to lepiej uważaj, bo jak Wam DEA wpadnie to jak nasze CBS, nie będzie juz co uszczelniać ;) Trzymajcie się tam ciepło

    OdpowiedzUsuń