piątek, 6 lutego 2015

Żegnajcie autobusy!

Ile radości może człowiekowi dać powrót z komisu na drugim brzegu rzeki samochodem! 15 minut zamiast godziny w autobusie, zaprawionej chorobą lokomocyjną.
I co z tego, że auto ma 16 lat i wgniecione drzwi (ale lakier ładnie trzyma). Jest za to w pełni sprawne i bardzo dobrze utrzymane, ma beżową skórzaną tapicerkę, niezły silnik i ładny bordowy kolor. Metalic!
Jadąc drogą stanową 55mph zachwycaliśmy się jaka to wygoda, kiedy nie trzeba marznąć na przystanku, kiedy jedzie się szybko i można pojechać na zakupy do Mall'a. (Czego z braku czasu na razie i tak nie zrobiliśmy). 
Powrót z komisu uświadomił nam, jak ograniczone było nasze życie. No bo ani ruszyć się wieczorem na obiad, ani na zakupy, a o wypadzie poza Lafayette w ogóle nie wspomnę. Bordowy Oldsmobile stoi sobie pod domem, a my cieszymy się jak dzieci, ze wreszcie udało się znaleźć samochód. 



Mieliśmy dwa typy, ale jedno z aut się sprzedało. Zostało tylko jedno i nie było czasu na rozważenia. Przyznam się, chcieliśmy mieć to wszystko za sobą. No i udało się. Cena nie była zła... No dobrze, jak na te warunki była naprawdę dobra. Porównywalne modele chodziły w ciągu roku były droższe. Jeździ się bardzo przyjemnie. Silnik żwawy - mimo, ze automat (a fe). Cały czas gdzieś w środku drzemie  taki odruch by wcisnąć sprzęgło, ręka sama szuka drążka. No cóż. Trzeba przywyknąć :) 

2 komentarze: