piątek, 13 lutego 2015

...need a little more practice

"You need a little more practice", usłyszałem po oblanym egzaminie. Ok, to dziś praktykowałem:



A było to tak: wczoraj nie udało się pojechać do żadnego z magazynów z meblami, bo po prostu jak Ewa dojechała do domu, to okazało się że pewnie nic nie zdążymy załatwić, bo są otwarte... od 10 do 5. I fajrant, co jest tutaj dość dziwne, ale nie zupełnie - sklepy działają tak, jak sobie właściciel ustali. No to kolejny raz uciekła dziś, tym razem wcześniej, i śmigamy. Jeden sklep, rupiecarnia do kwadratu...




Drugi sklep, niby coś jest, ale żadnej fajnej sofy. Mają tu koszmarne meble: do kwadratu wielkie i do sześcianu miękkie, nie ma się jak oprzeć, ani trzymać nóg - kolana wypadają w 3/4 długości siedziska. Znajdujemy dwa fotele z Ikei, typu "finka", w tym jeden z podnóżkiem, do potencjalnego zakupu; biurka żadnego, sofy żadnej (przy czym w zasadzie interesuje nas "loveseat" na dwie osoby, bo sofa oznacza tu mebel na 3 obszernych ludzi i niby wejdzie do salonu, ale go zagraci. Strasznie. A, i stolika kawowego też żadnego, przynajmniej akceptowalnego - znów wielkie, ozdobne; króluje skrzyżowanie baroku z połówką wozu drabiniastego obitego skórą.

Trzeci sklep, po trudach w poszukiwaniu znaleziony przez Ewę, w którym była z żoną swojego szefa. Łazimy... wielkość Tesco, poziom zagracenia niesamowity, ciekawych rzeczy nie ma... prawie. W kącie, przy wejściu do magazynu, znajdujemy FUTON, czyli tutejszą wersalkę bez skrzyni pod spodem, czarny (chociaż Ewa się upiera, że jest zielony, i nawet paragon ze sklepu o treści "black" Jej nie przekonał), NOWY! W śmiesznej cenie. Już w drodze do kasy ciągnę Ją w bok i natrafiamy na nowy stolik ze szklanym blatem, w sam raz do naszego salonu - będzie pasował do prostych półek. Cena równie humorystyczna, ciut więcej niż jednorazowe zakupy spożywcze.
Potem już poszło "szybko": kurs na uniwerek, powiedzieć Paulowi (czyli profesorowi Robinsonowi), że chcemy pożyczyć vana (kluczyki są w samochodzie, a van na podjeździe, więc w zasadzie nawet nie trzeba, ale grzeczność z pewnością wymaga), kurs do sklepu po zapłacone meble. Przy załadunku zamarzają nam ręce, bo nie ubraliśmy się do roboty, tylko do szybkiej przebieżki z parkingu do sklepu... Potem do domu, wniesienie - et, voila!



A praktyki? Dało się, nawet biegi na kolumnie kierownicy nie stanowią problemu, jeśli wrzuca się tylko raz cofając, a potem drugi żeby ruszyć i po drodze tylko "gaz, hamulec" (Seji, może coś dla Ciebie..?).

W drodze powrotnej polski akcent podczas poszukiwania składników do ajerkoniaku; wódka jest tu w każdym sklepie, z polskich marek najczęściej Sobieski, ale taką - widzieliśmy pierwszy raz.



I tym radosnym akcentem życzymy spokojnych snów.

4 komentarze:

  1. Nie no, ja nawet raz ze sprzęgłem ruszyłem (traktorem, ale się liczy :P). Może kiedyś, jak znajdę zastosowanie dla auta. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszu, co chcesz od Baczewskiego? Dibra wódka. Same "ministry" ją pijają... a i ja sie tym upodlilem jakiś miesiąc temu. Poczytaj o historii tej wódki ;)

    OdpowiedzUsuń