piątek, 13 lutego 2015

Umeblowane ;)

No dobrze, może trochę przesadziłam. Ale czy nasz living room nie wygląda ładnie?




To białe to zasłonięte żaluzjami okno. Jak dla mnie brakuje jeszcze ze dwóch kwiatków. 
Jakoś lubię zieleninę.


Mnie korci, żeby je przykryć czymś brązowym, Przemkowi się podoba takie jak jest. Podobno czarne, a ja widzę ciemną zieleń. I nie, nie przekona mnie opis na paragonie, widocznie opisywał facet, a oni rozpoznają tylko trzy kolory. 

Dziś był w Bindley (to mój tymczasowy budynek) wspólny lunch i konkurs chilli. Nie podjęłam się przygotowań, za to wrobiłam Przemka w zrobienie sałatki. Wybrał - chyba przewrotnie - sałatkę opisywaną jako szwedzka: z pomidorów, żółtego sera, kukurydzy i majonezu, doprawianą jedynie czosnkiem. I tak oto zostałam gwiazdą lunchu. Sałatka wszystkim tak posmakowała, że wybaczyli mi "kradzież" jedzenia. A właściwie, to jak usłyszeli, że u nas się chilli nie jada, to mnie namówili, żebym zabrała dla "Joshuy" i nawet wyposażyli w zamykane miseczki.

Zwinęłam z labu jeszcze wiertarkę i jeśli się uda, to juto powiesimy nasz "deuglyfier", który dostaliśmy od Jennie. Jak zawiśnie to wkleję foty. 
Wzięło nas na Advocata, więc poprosiłam mamę o przepis. Miała ubaw, jak powiedziałam, że nie wiem gdzie szukać spirytusu i możliwe, że będzie trzeba zrobić na wódce. Ale nie. Donoszę, że w Ameryce produkują i sprzedają spirytus!
Nazywa się to Everclear (jak środek do mycia podłogi) ale sprzedawali w sklepie monopolowym, więc raczej nie jest skażony. 



Produkowany z kukurydzy - pewnie też GMO ;)

Za to po powrocie ze sklepów, zamiast pozwolić mu odpocząć, wrobiłam męża w wycieczkę do pralni i skrzynki pocztowej. I oto niespodzianka: Czekają na nas na poczcie cztery (sic!) paczki z Polski. Ciekawe, bo według wskazań pierwsza dalej tkwi w jakimś magazynie...

Zobaczymy jutro :) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz