Noc była ciężka. Prawie nie spałam, patrzyłam na każdy Korlacki ruch, bałam się czy nie będzie wymiotować.
Rano od 7:58 czekałam z telefonem w ręce: 8:00 wybrałam numer kliniki. Trzymali nam termin na 12 z wczoraj.
Pojechałam szybko na uczelnię zawieźć rzeczy i załatwić wolne. Mój szef powiedział tylko "daj znać jakbym mógł jakakoś pomóc". Umówiłam się, że nie biorę urlopu, zaproponowałam, że odpracuję dzień w sobotę. Jeśli w piątek przyjdą odczynniki, to pewnie i tak bym poszła do pracy. O 12 byliśmy w klinice. O 14:30 po wywiadzie i wstępnym badaniu zostawiliśmy Korlat na RTG i USG. Wróciliśmy po nią wieczorem. Było znów drobne opóźnienie, ale oni tam załatwiają też nagłe wypadki, więc wiadomo jak jest.
Tak jak powiedzieliśmy: nasz pies nic nie połknął, ale tak jak przypuszczali weci są obecne zmiany w jelitach.
Oznacza to najprawdopodobniej chorobę zapalną jelit albo chłoniaka. Prawdopodobieństwo infekcji nasz wet: dr Hui opisał jako znikome.
Dostaliśmy leki na apetyt, metronidazol (bo do teraz ładnie na niego reagowała) i tramal, który sama wymusiłam na wecie. Powiedziałam, ze widzę, ze ją boli i zanim metronidazol ma szansę zadziałać nie chcę żeby się męczyła. Przyznał mi rację. Miło.
Czemu tramal? Nie wiemy jak silny jest ból, ale inne leki przeciwbólowe mogłyby zaostrzyć problemy w jelitach, więc ta opcja jest lepsza. Dostaliśmy dużo próbek weterynaryjnej karmy, bo nie jest wykluczone, że psica źle reaguje na kurczaka, którego je przez większość życia. Jutro idę do sklepu przy... uniwersyteckiej rzeźni wybrać jakieś inne pyszności (co prawda mnie mdli od ich zapachu, ale Korlat zapewne ma inne zdanie). Teraz podajemy leki i czekamy do piątku. Raczej nie ominie nas pobieranie próbek z jelit. to będzie ciężki tydzień...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz