środa, 18 lutego 2015

Wycieczka do Cincinnati

We wtorek zgodnie z planem wyjechaliśmy o 7:30. Ja, Paul, Bartek, Valeri i Euwion. Uczelnianym vanem, na którego Paul strasznie narzekał. Ogólnie nie było źle. Dojechaliśmy mniej-więcej planowo na 10:30, ale wejście do budynku zajęło nam trochę czasu. Jakby nie było zwiedzaliśmy budynek rządowy. Pełne sprawdzanie dokumentów, prześwietlanie rzeczy. O dziwo nie odebrali nam telefonów komórkowych ani laptopów. Dostaliśmy za to takie identyfikatory:



Pożartowaliśmy na temat "eskorty", czy ma nam towarzyszyć także w toalecie, ale tak naprawdę było bardzo sympatycznie. Wyjazd zaowocował nowymi kontaktami, deklaracją współpracy i pomysłem na zupełnie nowy projekt. Oglądnęliśmy również sprzęt, na jakim pracuje tamtejszy lab. Zdjęć nie zamieszczę, bo nie mam. Ale opis już tak: trzy zamknięte skrzyneczki, kilka układów scalonych, element z drukarki 3D pokapany czymś, co wygląda na zaschniętą parafinę, mnóstwo luźnych kabli i dużo taśmy klejącej. :) Tak. To był prawdziwy sprzęt, nie jakieś fantazyjnie obudowane badziewie.
Ponieważ zjadłam na lunch coś czego nie powinnam, zaczęłam kaszleć. (Z braku zanieczyszczenia powietrza ataki astmy wywołuje u mnie teraz jedzenie. Rewelacja.) Mój szef z właściwym sobie poczuciem humoru poprosił mnie, żebym jeszcze nie umierała, bo jeśli to nastąpi w placówce rządowej, to będzie masa papierów do wypełnienia. 

Dziś dotarła część moich zabawek. Jeszcze kilka odczynników i będzie można zacząć się bawić. Napisałam do byłego szefa o zgodę na kontynuowanie mojego projektu. Zobaczymy czy się uda. No i w końcu ruszyłam z publikacją. 
Wróciła zima. Od kilku dni jest po 1F, w nocy i rano bedzie -5. Jak dołożyć do tego wiatr, to miło mieć samochód. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz