poniedziałek, 9 lutego 2015

Samochodem do pracy, parking permit, nowa karta płatnicza

Tak, dziś pojechałam naszą Toyotką do pracy. To jedynie miejsce w które umiem dojechać bez użycia GPS'a :)
Wczoraj ją upgrade'owaliśmy, zdzierając ostatnią naklejkę dealera. Za karę za ich brak umiaru w reklamowaniu się za darmo: tablica z przodu, naklejka z tyłu i jeszcze ramka na rejestrację, usuniemy wszystko, z ramką włącznie.
Co do samej jazdy: Zawieszenie jest mniej komfortowe niż w naszej starej - a teraz już MaZarowej C5, ale Toyota ma wygodniejsze fotele. Po tutejszych prawie bezdziurych i całkowicie bezkoleinowych drogach sunie bardzo przyjemnie. Po raz pierwszy w życiu dziś z całym przekonaniem powiedziałam, że wolę duże auto. No tak, ale tu nie ma problemów z brakiem parkingów i małą wolną przestrzenią na samochód. No dobra, prawie nie ma.
Strefa uniwersyteckich parkingów podzielona jest na trzy grupy: A, A+B, A+B+C. Mając Parking permit A można parkować we wszystkich strefach, mając B - w sterfie B i C, mając C - tylko w C, która oczywiście jest też najdalej ale jest też najatańsza. Miałam szczery zamiar kupić C. Ale o ile w chwili obecnej byłoby jak dotrzeć na parking dość niedaleko, to już po przeniesieniu do nowego budynku może być bardzo ciężko. No i tak skończyłam z Parking Permit A. Kosztuje mnie to trochę więcej miesięcznie niż nieograniczone rozmowy do Polski czyli $25.

Dziś po przyjeździe na uczelnię zaparkowałam w rejonie z parkomatami i zapłąciłam za 30 min postoju, po czym poszłam się dopytać jak wygląda sprawa z parkowaniem. Kathy i Valeri powiedzieli mi gdzie mam iść, żeby wykupić pozwolenie i jednogłośnie orzekli, żeby brać "A".
Wcześniej jeszcze zechcieli zobaczyć nasze białe cudo. I w sumie dobrze, że ze mną poszli, bo uświadomili mi, że po owe pozwolenie mogę podjechać samochodem zamiast pójść. Tak przywykłam do chodzenia (a może do krakowskich parkingów "zaparkowałeś, to się ciesz i nie próbuj podjeżdżać bliżej), że odruchowo chciałam zostawić auto na parkingu i iść po żółty bilecik "A" pieszo.

Udało mi się dziś zrobić zaległe doświadczenie. Wynik negatywny też jest wynikiem i jako taki mnie ucieszył. Wiem już, że muszę zmienić system przygotowywania próbek. Pierwsze chcę mieć gotowe na poniedziałek, więc w tym tygodniu będę dla odmiany zajmować się chemią. Może nie bardzo wyrafinowaną, na poziomie prostych reakcji przy użyciu związków organicznych, ale jednak chemią. Miałam nadzieję, ze ktoś już robił takie rzeczy w naszym labie, ale niestety nic z tego. No cóż. to znaczy, że będzie więcej pracy z optymalizacją. No ale za coś mi tutaj płacą. 

Na koniec w domu czekała niespodzianka: przyszła karta płatnicza powiązana z kontem na którym zbieramy kasę na leczenie. Za wszystkie płatne usługi zdrowotne mam płacić przy pomocy tej właśnie karty. Nie wizę problemu. Tak przy okazji pora zarejestrować się u jakiegoś lekarza. 

Ze złych wiadomości: nie przyszły nasze ładowarki do telefonów, mimo, ze przesyłki mają status: "dostarczone". Dziś poszedł mail w tej sprawie. Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie.
Niby mamy łądowarki z Polski i "porzejściówki" do dtutejszych kontaktów, ale ani to wygodne ani praktyczne. Zamówiliśmy na e-bay'u łądowarki za jakieś grosze. 

Podobno mój laptop dotarł już na uczelnię. Omal się nie zapowietrzyłam, kiedy Paul zaproponował, by postawić na nim również Windowsa. WINDOWSA?! Mowy nie ma. Teraz czekam kiedy nowy komp trafi w moje łapki.

Paul po raz drugi dał wyraz swojemu oburzeniu, że mam lepszy samochód niż on. Że teraz już byle postdoc rozbija się większą furą ;) A wszystko "pod pretekstem" spytania jak się moje autko zachowuje. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz