niedziela, 8 lutego 2015

Skubany opos, zakupy w Mall'u

Wczoraj wieczorem wyszliśmy z Korlat na spacer. Nasze psisko generalnie jest bardzo grzeczne, ładnie chodzi przy nodze... Niestety odzywa się jej instynkt łowiecki i próbuje gonić króliki wiewiórki i... oposy. Te ostatnie i dla nas są stosunkowo nowe, więc i ciekawe. Trudno zatem dziwić się psu, którego nos, niczym radar, informuje o wszystkich tych ciekawych stworzeniach, ze wyczywszy jednego tużo obok ścieżki rzucił się w jego kierunku. 
Opos był martwy. Było już ciemno, a żadne z nas nie miało telefonu. Nawet nie po to by sfotografować truchło, a żeby poświecić. No wyglądał jak opos. Długi ogon, jasne duterko, otwarty pychol, a w środku ostre ząbki. Aż nam się go żal zrobiło. Pomyśleliśmy, że może jakiś pies go dorwał. Odciągnęłiśmy czym prędzej zaaferowane suczydło, które nic, tylko ciągnęlo, żeby niuchać trupa. I poszliśmy. 
W drodze powrotnej oposa nie znaleźliśmy. Dziwne, ale jeszcze nic nam nie zaświtało. W końcu leżał w chaszczach, a światła Walmartu jakkolwiek oświetlają scieżkę, to jednak nie bardzo jasno. Pies szedł przy nodze, wcześniej wybity ze stanu ekscytacji przez państwa, behawiorystów - amatorów i zachowywał się zupełnie poprawnie. 
W domu zachciało mi się doczytać coś więcej o oposach. Biologiem nie jestem, ale głupio wykazywać się totalną ignorancją odnośnie stworzeń zamieszkujących okolicę zamieszkania. I oto co znalazłam. 


Skubańce sa niesamowicie wiarygodne. Z otwartym pyskiem, w totalnym bezruchu... Co ciekawe w tym stanie ich mózgi wchodza w stan podobny do snu. Trzeba przyznać, że są bardzo wiarygodne.

Dziś  wybralismy się na zakupy. To lubię: Jeansy za $24, a tydzień temu dostałam ze sklepu kupon na $10. 
Przy okazji coś, co mnei za pierwszym razem bardzo ubawiło: 
Wieszaczki podpisane "love it", "like it" i "back on the rack". Chyba po to, żeby się nie pomylić. Ale z drugiej strony jak ktoś wchodzi z cała masą ubrań, to moze być pomocne. 




A tu na koniec mapki z Navime Tracker - moim zdaniem najlepszej aplikacji do rejestrowania aktywności. 
Pierwsza, to nasza dzisiejsza przejażdżka: trasa z mall'a do domu.


Przejazd samochodem  do Lafayette, 11,53 km. 


A tu przejazd autobusem z pracy do domu + spacerek obik Walmarta z przystanku pod nasz "akademik".



Nawet nie przekracza rzeki, za to robi spore objazdy: Najpierw w prawo, pod jedno osiedle w takim stylu jak nasze, a później wraca i robi spora pętlę pod Walmart. 
Żeby być sprawiedliwą, muszę powiedezieć, że właśnie wtedy kiedy nagrywałam trasę, kierowca wcinał kanapkę na przystanku, co zajęło jakieś extra 7 minut. I że na uczelnię nie robi aż takiego kółka i przejazd od przystanku (na który na skróty przez trawę idę 7 min a do okoła 10) zajmuje jakies 12 minut do przystanku końcowego zajmuje jakieś 12 minut.  Ogólnie da się żyć, gdyby nie choroba lokomocyjna nie byłoby źle. 

Jutro pojadę do pracy samochodem. Jeszcze nie wiem gdzie wolno mi zaparkować, bo tutaj darmowych parkingów pod uniwerkiem nie stwierdzono. Większość parkingów dopuszcza parkowanie dla posiadaczy specjalnych bilecików, oznaczonych A, B i C w zależności od ceny i odległości jaką trzeba pokonać z parkingu do miejsca pracy. Podobno jest tez jakieś miejsce z parkometrem i jego własnie będę musiała jutro poszukać. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz