piątek, 6 lutego 2015

Siedzę, szukam, pilnuję...

No cóż, opinia o dobrym zdrowiu naszego psa była nieco przedwczesna. To znaczy nic badania nie wykazały, aczkolwiek dziś o wpół do ósmej (dopiero) rano piesa wyciągnęła mnie na szybką defekację. Na rzadko, niestety. Wczoraj wieczorem poszła spać do sypialni, zamiast normalnie siedzieć z nami, powinno to zwrócić uwagę... tyle tylko że w Krakowie też chodziła czasami w różne miejsca po pokoju, a że tu jest więcej przestrzeni, to jakoś bardziej wyraźne stają się wnioski płynące z jej zachowań. Tylko musimy się ich nauczyć.
Przy okazji ciekawostka z jednego z poprzednich wyjść: typowy tutaj sposób lokowania sprzętów na budynku.


Jak widać - wszystko na ścianie, na wierzchu, na glebie. Transformatory wiszą w formie kubłów, jak na śmieci, na słupach razem z bezładnymi kłębami kabli, jakoby hołdem składanym Jego Makaronowatości. A przy domkach, wszędzie tutaj bez różnicy, wprost ze ścian wystają liczniki prądu i gazu, a na postawach typu "płytka chodnikowa na glebie" stoją wielkie klimatyzatory. Czasami na środku ściany frontowej, pod oknem. Czasami pochylone, jak się bloczek betonowy pod nimi zagłębia w grunt. Żeby nie było, że to dotyczy tylko "akademików", to zbliżona jest forma instalacji elektrycznych pod Walmartem, na przykład. Może nie musi być piękne, jeśli jest tanie..?
Chociaż dla równowagi powiem, że mamy tuż obok siebie, przy łączce spacerowej naszego psa, skraj tego dzikiego terenu z jeziorkami. I w przeciwieństwie do np. Krakowa, gdzie przy naszym osiedlu 2-3 lata po wprowadzeniu się nowych mieszkańców zaczęło się wywalanie starych mebli i opon na trawę po drugiej stronie drogi, oraz pod fort - tutaj jest czysto. Nie ma śmieci, na drodze do Walmartu może zdarzyło mi się widzieć ze 2 razy jakąś starą reklamówkę albo puszkę po piwie. Może wystarczy, jeśli dookoła jest czysto, żeby człowiek nie czuł się źle, a co za tym idzie nie traktował bliźnich per noga?

Z tutejszych ciekawostek: zamknięcie woreczka z ryżem. Amerykanie najwyraźniej mają fioła na punkcie świeżości produktów spożywczych, stoiska z krojoną wędliną czy serem są tu mniejsze i mniej obładowane towarem niż w naszych sklepach. Za to podobno, bo to chyba Bartek mówił, jeśli sprzedawca nałoży na wagę za dużo - nadmiar niechciany przez klienta trafić musi do kosza; raz zdjęty z lady, nie może na nią wrócić. Też ciekawie. A wszystkie paczkowane sery, wędliny, ryże i inne artykuły - mają swoje zamykane woreczki, zazwyczaj strunowe; ale ten był wybitny.


Z poprzedniego wyjścia do weta jakoś uciekło nam zdjęcie jednego z tutejszych osiedli, wyglądającego jak... obozowisko cygańskie. Kiedy przed przyjazdem tutaj szukałem przez net mieszkania, wyskakiwały mi czasami takie, podejrzanie tanie domki. Teraz dokładnie wiem dlaczego:



Te baraczki mają wygląd osiadłych w lasku przyczep kempingowych, które obrosły panelami, altankami wejściowymi i wiatami parkingowymi. Stoją co ciekawe na ca. 2-stopowych podwyższeniach, osłoniętych zazwyczaj wszechobecnym tutaj sidingiem. Pomiędzy nimi z reguły wiekowe samochody i smagłoskórzy mieszkańcy. Przez chwilę czuliśmy się nieswojo, ale pomimo spacerowania po wewnętrznych uliczkach tego osiedla nie stwierdziłem, żeby ktokowiek krzywo na nas spojrzał. Czego nie mogę powiedzieć o spacerze po romskiej dzielnicy w Sączu.

A teraz news dnia, na który - głównie my - czekaliśmy: wczoraj po południu, kiedy uciekło nam Subaru, Ewa poszła do banku zapytać o kredyt na dofinansowanie zakupu samochodu. Kredyty owszem, mają, dla takich... na pierwszy samochód dla studenta, nisko oprocentowany. To Subaru i tak był o kilkaset dolarów droższe niż to, co mamy; takie rozwiązanie podpowiedział Bartek. I imaginujcie sobie, moi drodzy czytelnicy, iż wczoraj na 5 minut (tak, miary czasu używają tutaj tejże samej) przed zamknięciem banku został wprowadzony wniosek; a dziś 9:05 rano przez telefon pracownik poinformował Ewę, że oczywiście dostanie kasę, musimy tylko znaleźć samochód, wrócić do nich z ofertą i... Wreszcie będziemy mieć środek lokomocji. Wymogi banku wprawdzie mówią o stosunkowo młodym samochodzie, ale mamy dwa typy na miejscu i może się już uda.

Trzymać kciuki. Odezwiemy się po powrocie z tarczą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz