czwartek, 12 lutego 2015

Dostawy, nieudany wyjazd po meble

Dziś dzień pod znakiem dostaw. Dotarła nowa ramka pod rejestrację, breloczek do kluczyków aucianych i mój komputer.





Tak, to jest właśnie fajne, że jest tu takich bzdet mnóstwo a kosztują grosze i jeszcze miewają opcję darmowej przesyłki. 

To chyba jako wynagrodzenie za paczkę z Polski, która dalej tkwi w New Jersey. 
Dotarłam do centrum rozliczeń podatkowych i już wiem, że zwrot nadpłaconego podatku ze stycznia będzie w lutym. Tylko jeszcze muszę rozliczyć zeszłoroczny podatek i poprosić, żeby oddali mi również za listopad i grudzień. 

Chcieliśmy jechać po meble, ale  okazało się, że sklepy są czynne tylko do 17. Popracowałam dziś dłużej, jutro pojadę wcześniej (choć pewnie nawet nie musiałabym) i jutro wyjdę o 13. W końcu trzeba się skończyć urządzać. 

Dziś była chwila stresu, bo z konta zeszło w poniedziałek jakieś 170$. Dopiero później do nas dotarło, że to ubezpieczenie samochodu. A tak w ogóle, to nasz samochód ma kontrolę trakcji, ale nie ma czujnika cofania. Ciekawe... Przemek się śmieje, że tu po prostu jest niepotrzebny. Fakt, ulice i parkingi obszerne, jak ktoś widzi wyjeżdżającego, to grzecznie robi mu miejsce. Wyjątkiem bywają bogaci chińscy studenci, ale to osobna kategoria. Przyjeżdżają jako nastolatkowie, tatusiowie kupują drogi samochód a koledzy uczą jeździć... Godzinkę na parkingu. Zdawalność egzaminu w tej grupie jest koszmarna, ale co któremuś się uda, a później strach się z takim spotkać na drodze. Z resztą dziś nie Chinka, a też niezła delikwentka mi się trafiła. Gdyby nie odruchy motocyklowe byłby tył auta do klepania. Na jej koszt, ale auto moje... No i byłby wpis w Carfax'ie...
Oddaliśmy bankowi 6000$. Jak miło od razu spłacić połowę zadłużenia. 

Jak już pisałam jutro jedziemy po sofę albo coś w okolicy. I po mikser. Będziemy robić jajka w płynie (znaczy Advocata) na wieczorek filmowy. Otóż tradycję należy kontynuować. Jeśli nie będzie sofy, to będą materace. Niezdrowego żarcia w sklepach jest pod dostatkiem a po filmy nawet ie trzeba jeździć. Telewizora nie mamy, ale w labie jest rzutnik, którego prawie nikt nie używa. 
Z gości zapowiedziała się Jennie z Żubrówką. Nie umie co prawda wymówić nazwy i mówi "ta polska wódka z tą trawą" ale jeszcze się wyrobi ;) Sam fakt, że wie, że dobrze smakuje z sokiem jabłkowym zasługuje na pochwałę. Shohei chyba nie wraca na weekend z miejsca w które pojechał (nie wiem gdzie, wiem, że służbowo). Może zjawi się Bartek (jutro potwierdzi) a jak nie, to będziemy realizować plan B z koleżanką, której imienia nie pamiętam. 

Komputer... przy naszym Dellu wygląda jak zabawka. Cały czas nie trafiam w klawisze. Ale waga 1,5 kg robi przyjemne wrażenie. A fakt, że nie ja za niego płaciłam jest jeszcze fajniejszy. 
Do wyboru mamy już trzy systemy operacyjne. Praktycznie nie ma bata, że jakiś program nie pójdzie ;)






3 komentarze:

  1. Ramka i breloczek - i to jest jeden z tych momentów, kiedy zaczynam myśleć o samochodzie. ;)

    Trzy systemy? Win, Linux i... MacOS? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha Seji, jak kupisz samochód i zrobisz prawko, to ramke i breloczek dostaniesz ;)

      Co do drugiego to się zgadza. Dałam się zepsuć kupując windowsa i to tylko dlatego, że w pracy działa windows i nie przechodzi eksportowanie cytowań w plikach tekstowych. Cała reszta była ok. A teraz dołożyli mi Maca.

      Usuń
  2. Breloczek tak bardzo pro <3

    OdpowiedzUsuń