sobota, 27 grudnia 2014

starania o prawo jazdy, zupa pomidorowa z puszki i półlitrowa woda utleniona

Rano przyszedł pan montować modem, tak więc mamy już internet! Ulżyło mi, wreszcie można słuchać muzyki. Po miesiącu bez dziś miałam prezegląd chyba wszystkich słuchalnych gatunków.

Zaraz po wyjściu pana od netu poszliśmy do BMV zdawać mój egzamin teoretyczny. Jak miło: nie trzeba się zapisywać, umawiać ani... No własnie. Rozmowa przy okieneku była taka:

- Czy płacę teraz czy po teście?
- Nie płacisz za test. Czemu miałabyś płacić za test?
- No bo to takie dziwne nie zapłacić...
- Dziwne to by było gdybym kasowała za coś takiego pieniądze.

Poszłam do stanowiska - na tej samej sali. Nikt nas nie pilnował - może i były kamery? Nie wiem.
Przy kilku pytaniach stwierdziłam "cholera, nie wiem". Jedno z tych pytań dotyczyło kształtu znaku, który coś tak miał oznaczać, jedno oległości w stopach kiedy wyłącza sie długie światła... Raz pomyśłałam "nie wiem co to znaczy". Zgodnie z zaleceniem pominęłam to pytanie, by na koniec poprosić o wytłumaczenie mi pytania innymi słowami. Nie zdążyłam. Ledwo zaznaczyłam odpowiedź na pytanie nr 50 pojawił się napis "gratulacje!". Ewidentnie niezależnie od tego czy udzieliłabym poprawnej odpowiedzi na ostatnie pytanie i tak wynik byłby pozytywny.

W ogóle na te 50 pytań było 4h czasu! Ja skończyłam w 30 minut, przy ograniczonej znajomości angielskiego. Ale świadomość, że jak się nie zda to można podejść na następny dzień i że nie trzeba się spieszyć tak własnie działa na ludzi.

Ogólnie za test duży plus. Niestety termin egzaminu praktycznego  mam dopiero na 9 stycznia i to będzie trudniejsze. W ogóle nie znam miasta, więc sama jazda utrudniona, a i praktyka z tutejszymi przepisami jest u mnie bliska zeru. No cóż... najwyżej będzie poprawka.


Zjedliśmy na obiad pomidorówkę z puszki Campbella. Podobno klasyka. W mojej ocenia ta zupa nie była zła. Była bardziej. Bardziej gęsta, bardziej słodka, bardziej kwaśna i bardziej pomidorowa, niż pomidory.
I choć nie była zła, z moim gustem smakowym i przyzwyczajeniem, nie zostanę jej fanką.








Na koniec jeszcze jedno zdjęcie: najmniejsze znalezione opakowanie wody utlenionej. 






I dobra wiadomość: Pies, któremu chcemy pomóc za zebrane na ślubie pieniądze, ma być do wydania z punktu przetrzymań na początku stycznia. Czekamy niecierpliwie. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz