czwartek, 18 grudnia 2014

Dzis krótko i na szybko.

Z kopertą z SSN bylo tak jak przewidywałam. Dostała się sąsiadom obok i otworzyli.
No cóż, przynajmniej mialam pretekst, żeby zostać w domu do 9 i załatwić podpięcie kontaktów do przełaczników na ścianie - do zapalania lamp.
Panowie przyszli i zrobili. Po kłopocie.

A tak wyglądaja nasze budynki. W sumie to akademiki. Balkon na górze po prawej stronie jest mój. Jest dość duży. Jedyne co mnie trochę martwi, to ten zielony krzak pod spodem. Już widzę szukanie w tym Korlackiej piłeczki, jeśli wypadnie przez nieuwagę w tamtym miejscu, to zostanie na krzaku już na zawsze.






Dopytałam się też dokładnie jak jest z drewnem do kominka, więc niedługo bedę go testować. Postaram się nie wywołać pożaru.

Wpłaciłam kasę, którą przymusowo pożyczył mi Bartek na swoje konto. Przy okazji podałam Social Security Number i złożyłam wniosek o kartę kredytową. Powinnam ją dostać bez problemu bo jestem pracownikiem uniwersytetu. I to będzie początek mojej historii kredytowej w USA. Tu liczy się tylko to. Na zatrudnienie nikt nie patrzy.

W ogóle znów wyszedł dziś dzień pod znakiem papierologii: Przyszły moje wizytówki i dostałam drugi identyfikator. Widocznie identyfikator pracownika to za mało. Na weterynarii mamy cały czas chodzić oplakietkowani. Oczywiście, żeby go dostać trzeba było wypełnic i podpisać kolejne druczki.

Dzięki SSN załatwiłam internet (podłączanie 27 grudnia, do tego czasu jakoś musze wytrzymać korzystając z danych komórkowych) oraz prąd. Ten ostatni przepisany będzie na mnie jutro. W sprawie gazu się nie dodzwoniłam.

Sprawdziłam hotelik dla psów. Dziwne trochę - nie pozwalają psom się razem bawić. Może to kwestia uspokojenia przewrażliwionych właścicieli, pewnie też zabezpieczenie dla nich samych, ale jest to również trochę pod prąd psiej naturze. No cóż. Moje autystyczne cielę sobie da radę.
Jest czysto, podobno opiekunowie spędzają trochę czasu z każdym psem osobno, próbują się bawić i tak dalej.
Nie jest to miejsce moich marzeń, ale... chyba musi tak być, więc nie będe się rozczulać. Po prostu mam nadzieję, że nie będę zostawiać jej tam zbyt często.


1 komentarz: