No i zaczęło się.
"Joshua" i Korlat w drodze. Na razie dotarli pociągiem do Warszawy. Trochę się denerwuję. Jednak mój wylot to był pikuś w porównaniu z tym, co Oni mają przed sobą. Oby zaświadczenie od lekarza wystarczyło...
Załatwiłam w końcu przepisanie prądu i gazu! Oczywiście Social Security Number jest niezbędny, ale i niewystarczający, by zostać uznaną za realnego człowieka, więc wszędzie chcą depoztytów: 80 - 85$.
Okazało się, że w naszym labie jest zwyczaj dawania świątecznych prezentów.
Szkoda, że nie wiedziałam w weekend. Dziś wróciłam obdarowana dympatycznymi drobiazdami, a zaraz później pobiegłam szukac czegoś w rewanżu.
West Lafayette nie jest miastem dla pieszych. Tu nawet wzdłuż głównych ulic nie ma chodzników! (To znaczy są - niekiedy dobre pół mili od trasy przejazdu samochodów. Ma to niewątpliwe zalety, niestety nie wiedząc gdzie szukać, nie da się ich odnaleźć). Osiedla są równiez nie do końca połączone. Po przejściu 200 m można zorientować się, że dalej drogi po prostu nie ma i trzeba zawrócić.
Po 40 minutach błądzenia po ciemku i w deszczu wciąż byłam równie daleko od skelpu do którego zmierszałam, jak w chwili kiedy wychodziłam z domu. Na moje szczęście zadzwonił Bartek. Chciał mi przywieźć talerze i garnki, które przyszły z zamówienia na jego adres. Dopytał gdzie jestem i zgarnął mnie z pobliskiej stacji benzynowej. Stwierdził, ze przejście przez osiedle jest... Ale w deszczu i po ciemku by go też nie odnalazł. Wyśmiał moje nastawienie i marudzenie, ze stale mi wszyscy pomagają. Kazał się przyzwyczaić.
Razem pojechaliśmy na zakupy. Udało mi się znaleźć drobiazgi na prezenty, drewno i zestaw do obsługi kominka, i parę innych drobiazgów.
Kupiłam też nową wycieraczkę, bo tas, która została po moim poprzedniku była okropna.
Po powrocie do domu zabrałam się za rozpakowywanie.
Nie jest źle. Mamy w czym gotować, z czego i czym jeść. W wigilię posiedzimy co prawda na ziemi (nie mam sofy ani foteli) ale za to przy choince i kominku.
A, żeby nie było. Naprawdę mam choinkę :]
Na jutro mam rezerwację samochodu w wypożyczalni i czeka mnie wyjazd do Chicago. Niestety ma padać, więc widoczność będzie gorsza niż mogłaby być.
Mam nadzieję, że wypożyczą mi samochó, gdyż ze względów bezpieczeństwa wymagana jest płatność kartą kredytową, a moja nie działa. Pradwopodobnie system komputerowy uznał, że karta jest skradziona i odrzuca transakcję. W banku próbuja mi wmówić, że źle podałam datę ważności karty... Ale to niemożliwe. System odrzcił płatność do Macy's. Ta płatność idzie z automatu, dokładnie według tego, co podałam za pierwszym razem. A wtedy przeszło. Przez te odrzucane transakcje nie zdąży dotrzeć gwiazdkowy prezent dla Przemka.
No nic, zobaczymy jak będzie.
Trzymajcie kciuki!
Za ich przelot, za mój przejazd i w ogóle.


Choinka naprawde imponująca
OdpowiedzUsuń