https://www.youtube.com/watch?v=dKMKxnxG1B4
Niestety w moim flapartmencie też nie ma pralki... Jest za to pralnia w budynku obok. A fakt, że w tym kraju naturalną konsekwencją prania jest suszenie (a suszarki są wszędzie), rekompensuje niedogodność jaką jest spacer.
Faktu, że na jedno pranie i suszenie trzeba zużyć trzy dolary
w ćwierćdolarówkach (!) nic już nie rekompensuje...
Pojechałam dziś do Kohl'sa dokupić ręczników. Dzięki temu miałam dość rzeczy do władowania na jedno pranie. W Kohl'u złożyłam papiery o ich kartę kredytową. Dają ją stosunkowo łatwo, więc nie powinno być dużego problemu nawet bez prawa jazdy.
Coraz bardziej dokucza mi brak tego dokumentu, niestety wcześniej muszę załatwić jeszcze jeden inny - wszystko w odpowiedniej kolejności.
Dopiero z prawem jazdy i jakąś - nawet znikomą - historią kredytową mogę próbować założyć kartę w Macy's.
Sklepowe karty mają tu dużo sensu. Sklepy dbaja o klientów, więc przysyłają rabaty. Np w tym miesiącu Bartek miał Kohl'u 30% zniżki na wszystko. Oczywiście wykorzystałam z niej ile się dało. Większość moich dotychczasowych zakupów poszła właśnie na jego konto.
Kohl's ma bardzo dziwną politykę: Zwroty bez przyczyny honorują nawet po dłuższym czasie. Można np kupić nóż, poużywać, a później zwyczajnie oddać. I oni go przyjmą...
Rano zrobiłam upgrade łązienki.
Było tak:
Jest tak:
I co z tego, że wystaje różowa taśma? Ostatecznie to całkiem niebrzydki odcień różu...
Prawie kupiłam łóżko do naszej sypialni. W sumie to chyba trochę żałuję, ze go nie kupiłam... bo jest po nie w pierniki daleko (po wszystkie inne też - trzeba się wybrać do Lafayette) a ja i tak nie znajdę czasu, żeby jeździć gdzieś indziej i szukać. Sprzedawca zaproponował rabat. Dowożą łóżka na miejsce gratis, niestety zostawiają pod drzwiami. Ale ewidentnie w tym sklepie obsługa ma od saprzedaży prowizję, bo zaproponował, że nawet wniesie mi to łóżko na górę. O ile nie będzie okazji wybrać się z kimś zmotoryzowanym na dalsze poszukiwania, to chyba wrócę do tego sklepu i je kupię. Nie mam siły tłuc się autobusami po mieście, a o ile pamietam z wizyty w innym sklepie, to ceny były chyba dość porównywalne.
Nigdy wcześniej zakupy nie były tak męczące. Jednak cały czas liczę, staram się zapamiętywać co i jak, czasem trafiam na przedmioty, których przeznaczenie jest dla mnie zagadką, mnóstwo rzeczy trzeba sprawdzić, porównać...
Dziś kombinowałam z pościelą. W sumie to wychodzi na to, że wszystko kupiłam źle.
Otóż Full size pasuje na jakieś 1,5 łóżka, a twin to wciąż za mało, żeby spały na tym w miarę wygodnie dwie osoby. Pościel, którą dla nas kupiłam jeszcze przed przeprowadzką - Queen size - jest rozmiarowo ok, ale nie wiedziałam o tym patencie z dwoma prześcieradłami i wzięłam zwykłą białą. która gdyby miała być używana po tutejszemu, to jednak nieszczególnie mi się podoba. Próbowałam znaleźć podwójne poszewki - takie normalne jak u nas - ale jest ich mało i są nieszczególnie ładne. Irytujące to trochę.
Na pocieszenie trafiłam do takiego sklepu:
No cóż, witamy w Indianie ;)
(Pozdrowienia dla Hassana!)




prysznic zrobiony na propsie :) Jestem w pełni za ;)
OdpowiedzUsuńA ostatnie zjdecie zatytułuj Wystrzałowa dziewczyna :3