Jakoś nie było kiedy napisać wcześniej.
W niedzielę po spacerze pojechaliśmy na zakupy. Nie od razu nam wyszło, bo przy pierwszym podejściu uciekł nam autobus. Kolejny był dopiero za godzinę. Bilety na autobus są wirtualne, bo nie istnieją. Płaci się za przejazd a nie za świstek papieru. A płaci się dolara.
Hmm.. wygląda na to, że teraz będziemy kolekcjonować ćwierćdolarówki na pranie i banknoty dolarowe do autobusu. Choć w tym ostatnim można zapłącić chyba również kartą.
Zakupy całkiem się udały. Co prawda nie znaleźliśmny wagi łazienkowej, ale za to kupiliśmy spodnie na psie spacery i koszulę dla Joshuy. Ja znalazłam sweterek. Śliczny, zielony, z kaszmiru. Bardzo mi się podobał. A jeszcze bardziej podobała mi się jego cena.
Ze 136 przeceniony na 49.9$. Do tego kupon i wyszło 40$. Tak to ja mogę kupować.
W ogóle to kiepsko jest tylko z ciuchami sportowymi.
Oni tu grają w golfa i inne nietypowe rzeczy, polują, ale żeby ruszyć tyłek i się przejść to juz nie ma.
Kurtka przeciwdeszczowa? (Mam na myśli sportową. Namiar od Hassana ujawnił przeciwdeszczówki, ale nie na moje wymiary.)
Windstopper?
Sportowe buty turystyczne?
Ciepła czapka?
- Zapomnijcie.
Jestem trochę zła, bo nie kupiłam takich rzeczy w Polsce, a tu po prostu ich nie ma.
Jedyna firma, z której coś znalazłam to North Face. I jest stosunkowo droga. Ciekawe jak będzie z kijami do nordic walkingu... jeszcze nie szukałam, a naszych nie ma jak przetransportować. (Za duże koszty i ryzyko uszkodzenia.)
Dziś byliśmy w ISS z Joshuą. Później zahaczyliśmy o moją pracę, żeby go przedstawić go Susan i w labie. Oczywiście oryginalne imię było powodem do śmiechu, choć tym razem w innych okolicznościach. Kiedy Paul trawił to, co usłyszał, Valeri spokojnie powiedział "Przemek is not so difficult to say".
Paul zwątpił. A my mieliśmy radochę.
Tak więc "Szeme - Joshua" przygotowuje się do wystąpienia o pozowlenie na pracę. Przygotowanie jest głównie psychiczne. Otóż na owe pozwolenie czeka się do 3 miesięcy.
W Khol'u nie dali mi karty kredytowej. Dzis przyszł odmowa, bo... nie ma mnie w żadnym ststemie :)
Ale w banku dostałam bez problemu. Właśnie dzwonili, że mogę odebrać. Przyszły też czeki. I nowe kupony ze zniżkami. Szkoda, że kasy nie ma na tyle, żeby z tego wszsystkiego korzystać. Póki co podchodzimy do tematu asekuracyjnie. Jeszcze przez chwilę.
Udostępnię bloga Joshule, niech i on napisze co myśli o tym kraju :)


Lub rei.com - świetny sklep ze wszystkim co w sporcie lub poprostu outdoor jest lub moze byc prZydatne:)
OdpowiedzUsuńJeden z moich ulubionych sklepów: http://www.sierratradingpost.com/
OdpowiedzUsuńDzięki :) Już sprawdziłam. Coś się znajdzie... Ale poczekam, może uda sie w Chicago przymierzyć. Póki co dopiero ogarniam swoją rozmiarówkę ;)
OdpowiedzUsuń