Social Security Number będzie za dwa tygodnie. Zatem minimum tyle poczekam na wypłątę. No dobrze. Kasy mi nie brakuje, więc nie ma sprawy.
Sama procedura - poza dość dużą kolejną - była przyjemna. Pani pytała czy to moja pierwsza wizyta w USA i co to jest za litera "Ł". No bo i Małgorzata i Stanisław. I jeszcze Nowy Sącz.
Ale na koniec usłyszałam, że wszystko powinno być dobrze i że dokumenty zostana wysłane pocztą.
Większość dnia spędziłam na kursie z zakresu bezpieczeństwa w pracy:
Niestety nie wszystkie pytania miały tak "oczywiste" odpowiedzi... Tu poprawną jest C, ale E jest po prostu urocza.
Czeka mnie jeszcze jeden kurs tego typu - z pracy z laserami. Ten akurat może być fajny.
A na pewno muszę go potraktować poważnie. W porównaniu z tymi, których będę teraz uzywać,
te przy mikroskopie konfokalnym były jak dziecięce zabawki.
Zrobiłam fotki mojego miejsca pracy.
Myślałam, że własny pokój jest niezbędny dla komfortowej pracy, ale powiem szczerze - jest naprawdę fajnie.
Później były zakupy. Czekałam ile się dało, nie chciałam dokładać sobie do przewożenia. Ale to co zabrałam z Polski już się skończyło.
Kupowanie kosmetyków to dramat. Niby bywają tu znane mi marki, jak Neutrogena, Garnier... Ale rozbestwiłam się za czasów aptecznych, przyzwyczaiłam się do fajniejszych reczy. Niestety o Adermie tutaj nie słyszeli
Patrzę dalej, jest coś znajomego - Eucerin. Rewelacja! Tylko, że są same balsamy do ciała, Olejku do mycia ani śladu. Odpuściłam. Wzięłam coś, co wygląda jak krzyżówka Avene i Adermy. Nazywa się to Aveeno i ma być do suchej skóry. Oczywiście opakowanie poniżej pół litra nie wchodzi w grę... Ale jakby się na tym zastanowić, to jest tylko 535 ml a mógł być galon ;)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz