No dobra, dla mnie zaczął się już wczoraj, normalnym dniem pracującym.
O ile wczoraj pogoda zachwycała - około 20 C, chmury i lekki wiatr, o tyle dziś było okropnie. A nawet nie było słońca! Jeszcze przed świtem - jak to ostatnio mam w zwyczaju - wyszłam z Korlat na spacer. Chmury. To było fajne. Ale na tym fajne rzeczy się kończyły. Do teraz nie wiem, czy była to mżawka, czy lekka mgła. Jak dla mnie ani jedno, ani drugie. Widoczność na poziomie lekkiego krakowskiego smogu. Nie dało się stwierdzić osiadających kropelek. Ale z dachów rynnami spływała woda - niemal jak w czasie deszczu! W skórzanej kurtce było mi za ciepło, zostałam z krótkim rękawem. Wróciłam w wilgotnej koszulce a moja grzywka zaczęła się falować. Mądrze zrobiłam zapuszczając ją - w razie czego mogę ją spiąć w kucyka.
Czuję, że lato będzie koszmarem. A póki co dopływa do nas ciepłe i wilgotne powietrze daleko, daleko z południa. W telewizji znów straszą tornadami.
Tymczasem Korlat szuka przyjaciół. Psy bywają zbyt nachalne. Wyjątkiem jest młodziutki, ale bardzo dobrze ułożony Bruno. Wstyd mi trochę, ale ze względu na Korlackie zapędy do gonienia królików i innych żywych stworzeń, Bruno jest najlepiej wychowanym psem na naszym osiedlu.
Biega luzem, biega przy rowerze. Podobno goni za królikami, ale szybko wraca. - Korlat by szybko nie wróciła. No i najważniejsze, Bruno potrafi się zachować. Nie jest nachalny i mimo młodego wieku jest bardzo zrównoważony. Pan Bruna - postdoc na wydziale inżynierii zrobił kawał dobrej roboty z wychowaniem swojego psa. Ma na imię... chyba Nitin. Jego wymowa była ciut nieoczywista, ale sprawdziłam na moim ulubionym portalu internetowym z imionami i wychodzi mi, że to może być to.
Tak czy inaczej nasz pies interesuje się wszystkimi żywymi stworzeniami. Dziś były to kaczki. (królików nie liczę, ale na każdym spacerze mijamy 5-7 sztuk).
Sama Korlat nie czuje się dobrze. 2-3 ha po zjedzeniu nawet maleńkiej porcyjki pojawia się ból brzucha. Nie dojada, a dolegliwości nie ustępują. Jedyny plus jest taki, że na razie nie wróciła biegunka.
W pracy bez szaleństw. Jutro jest jakieś spotkanie postdoców, mamy wypowiedzieć się na temat jak się nam pracuje i jakie możliwości stwarza nam uniwersytet. Naprawdę zaplanowałam pójść. Ale jeśli będzie wiało, lało i nie wiadomo co jeszcze to chyba odpuszczę. Tak, wiem, nie ma złej pogody. Problem jest w tym, że ja nie mam dobrego ubrania. Moja przeciwdeszczówka przestała być przeciwdeszczowa.
...Właściwie to się nie spodziewałam. Uwielbiam deszcz, nie jest jeszcze gorąco, nie pali słońce, a ja narzekam. Nawet nie chcę myśleć co będzie w lecie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz