Minął kolejny tydzień. Przysłali mi nową minielektrodę, więc jak tylko pozbędę się powietrza z jej części, zacznę działać z chemią.
Przeprowadzka labowa ostro w toku, niestety nikt nie chce mojej pomocy. Nie mam na tyle orientacji w innych aspektach pracy naszego labu, że tylko bym przeszkadzała. Może to i dobrze, bo kręgosłup coraz poważniej daje mi się we znaki. Tęsknię za sadystkami z Kobierzyńskiej. Zaczęłam ćwiczyć, żeby było lepiej (wszystko ostrożnie, jak mnie nauczyła Kasia na pilatesie). Dokładnie pamiętałam tylko kilka ćwiczeń więc na nich się skupiłam) i... Chyba jest jeszcze gorzej. No cóż. Z Kasią zaczynałyśmy od 15 minut. Może 30 to była przesada. Aha... i Kasia ograniczyła mi zakres ruchu rąk - to jedyne o czym ćwicząc zapomniałam - przez co moja lewa ręka nie nadawała się do niczego przez kolejne 3 dni. Na szczęście już nie cierpnie i nawet wróciło mi w niej czucie.
Co do rehabilitacji to bardziej nawet niż moja przydałaby się psia. W karcie mamy wpisane: Iliopsoas. Oczywiście anatomia nigdy mnie nie interesowała, więc nawet nie wiedziałam co to i gdzie tego szukać. Teraz już wiem, ale nie wiem jak jej pomóc. Stan był naprawdę kiepski, psica nie chciała chodzić i ewidentnie ją bolało. Zgodnie z zaleceniem mamy leki przeciwbólowe i zakaz ruchu. Jako, że leki są silne, to wyszukane w necie ćwiczenia odkładamy "na kiedyś". Kiedy nie czuje bólu mogłabym jej zaszkodzić.
Niestety mieszkamy na piętrze, więc schodów nie unikniemy. Ale poza tym chyba udaje się nam jakoś temperować zapędy biegowe naszego psa.
Niestety mieszkamy na piętrze, więc schodów nie unikniemy. Ale poza tym chyba udaje się nam jakoś temperować zapędy biegowe naszego psa.
Jakoś. Wczoraj spotkałyśmy na spacerze sukę, która śmiała mieć do Korlaty jakieś ale, a już stanowczo odmówiła uznania swojej - niższej oczywiście - pozycji. W związku z czym mój pies postanowił sprawę wyjaśnić raz a dobrze. Okazji nie dostała, za to z pewnością nie przysłużyła się swoim chorym mięśniom.
Wczoraj w końcu poszłam załatwić sprawę wymiany moskitiery. Tak jak się spodziewałam, nie ma sprawy, chłopaki przyjdą i zrobią. Może nawet kiedy nie będzie nas w domu.
Również wczoraj wysłałam papiery z prośbą o zwrot podatku social security i medicare. Ciężko było. Najprostszy sposób nie był możliwy, więc znów dostałam jakieś formularze. Na szczęście uniwerki w Cincinnati i Illinois zamieściły szczegółowe instrukcje jak je wypełnić.
Za jakieś 2 m-ce jest szansa że coś wpłynie na konto.
Ochłodziło się. Wczoraj był przymrozek. To i tak nieźle, w New Yorku było biało. Dziś pada deszcz, ale jesteśmy poza zasięgiem tornad. Za to pod koniec tygodnia wracają upały. Będzie po 79 stopni.
Tutejsze banki są zdecydowanie bardziej uparte niz nasze. Od kiedy wystąpiłam o kartę kredytową Kohls'a (i ją dostałam) dotarły do mnie już trzy kolejne oferty na inne kredytówki. Pokopało ich? Bartek doradził, żeby nawet nie wysilać się na blokowanie ofert bo i tak przyjdą kolejne od innych. Kusi mnie na kartę z Macy's, ale tylko ze względu na rabaty, które są z nią połączone. Z Kohl's'owej skorzystałam przez dwa miesiące aż dwa razy (w tym raz płacąc za skarpetki), ale rabatów jest więcej.
Po raz pierwszy nie mamy żadnych ale to absolutnie żadnych planów na weekend. Joshua miał dzisiaj kolejne szkolenie. Ja rozważałam wyjście do pracy, ale ostatecznie jakoś się nie zebrałam.
A teraz hit tygodnia. Ponieważ Przemek zgłosił reklamację odnośnie pierwszej paczki, jaką do mnie wysłał (tej z moimi ulubionymi zimowymi ciuchami, na którą tak bardzo czekałam), która do teraz nie dotarła, tutejsza poczta przysłała mi zapytanie... czy aby na pewno jej nie dostarczyli! To już mnie zirytowało podwójnie. Najpierw paczki nie było. Później korzystając z opcji śledzenia na amerykańskiej poczcie zobaczyliśmy, że została dostarczona do New Jersey. Po kilku tygodniach oczekiwania, ze może ruszy w dalsza drogę, Przemek reklamował przesyłkę jak niedoręczoną. Pierwszym efektem było... usunięcie informacji, że paczka jest w NJ, za to pojawił się wpis, że jest przygotowana do wysłania w kraju pochodzenia. A teraz bezczelnie pytają, czy ją dostarczyli. Ciekawe co będzie dalej.
A teraz hit tygodnia. Ponieważ Przemek zgłosił reklamację odnośnie pierwszej paczki, jaką do mnie wysłał (tej z moimi ulubionymi zimowymi ciuchami, na którą tak bardzo czekałam), która do teraz nie dotarła, tutejsza poczta przysłała mi zapytanie... czy aby na pewno jej nie dostarczyli! To już mnie zirytowało podwójnie. Najpierw paczki nie było. Później korzystając z opcji śledzenia na amerykańskiej poczcie zobaczyliśmy, że została dostarczona do New Jersey. Po kilku tygodniach oczekiwania, ze może ruszy w dalsza drogę, Przemek reklamował przesyłkę jak niedoręczoną. Pierwszym efektem było... usunięcie informacji, że paczka jest w NJ, za to pojawił się wpis, że jest przygotowana do wysłania w kraju pochodzenia. A teraz bezczelnie pytają, czy ją dostarczyli. Ciekawe co będzie dalej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz