Działo się trochę przez ostatn ich kilka dni, z czego Ewa się wywiązała z obowiązków pisania i korzystając z prawa pierwszeństwa wrzuciła foty z pająkami, robalami i z konsumpcji. Ja się przyznam bez bicia, że ponieważ dotychczas robali nie spożywałem, to ze swoim się pospieszyłem (na wszelki wypadek) i wyszła tylko jedna fota, na dodatek z fatalnej perspektywy. Trudno, nie będę uwieczniony. Dobre nie było, ale... no nic, w razie apokalipsy mamy źródła białka na cele żywnościowe opanowane.
Niżej kilka tablic, które sobie wiszą na ścianach na uniwerku, na tym samym z resztą wydziale co entomologia. Owszem, takie studia też mają - wziąłem nawet ulotkę, zobaczymy. Nie żebym się mógł załapać, ale oglądanie CSI zobowiązuje.
Na koniec dnia wizyty na dniach otwartych czyli z ubiegłej soboty - wyścigi karaluchów. Znaczy tory, i wybieg dla zawodników. Szczerze mówiąc spodziewałem się większej dynamiki "zawodów", a tu było raczej miernie - zwłaszcza wyścigi z zaprzęgami były kompletnie pozbawione dynamiki, po prostu robale za nic w świecie nie zamierzały zastosować się do poleceń obsługi, i nawet sterowanie zdalne przy pomocy patyka nie mogło ich skłonić do biegu. Finalnie zawodnik oznaczony logiem gospodarzy został w zasadzie przepchnięty do mety. Rzekłbym, że to lekki kant, ale czego się nie robi dla zabawy.
A tu jeszcze zdjęcia ze sklepu z żywnością orientalną, a w zasadzie ze wszystkim co właściciele uznają za interesujące do sprzedania, czego zwyczajowo nie ma w tutejszych marketach. I tak oprócz mnóstwa fajnych rzeczy do sushi, miso i innych praktykowanych przez nas dań (znaczy ja praktykuję w kuchni, Ewa głównie przy stole, ponieważ jakoś ciągle jestem na etacie gosposia domowego), oraz nowo odkrytych słodyczy z mączki sojowej i pasty herbacianej, mamy również takie niespodzianki jak bułgarska feta, koszerne pikle, 15mb półek z różnorakimi makaronami (po suszone płatki z tapioki bodajże, które tam się zaplątały), i ciekawostki strikte orientalne:
Przy okazji korlackiej choroby trzeba było skoczyć do apteki. Wprawdzie recepta, jak się okazało, na narkotyczny lek przeciwbólowy, jest ważna pół roku (sic!), może dlatego że weterynaryjna, ale i tak się kończyły tablety. Na miejscu, przy okienku - którego nie ma, jest po prostu lada, za nią regały z medykamentami - znalazłem taką oto wiadomość, również w języku Mickiewicza:
Nie pytałem jak ta usługa jest realizowana, co stanowiło pierwszy punkt zdziwienia Ewy. Przyjąłem, że jakoś są w stanie skorzystać z tłumacza, może telefonicznie - w końcu tu połowa życia ludzi opiera się na korzystaniu z telefonu. A znajomi jak dzwonimy (o ile się wyświetli numer, bo czasami jest jako zastrzeżony, a czasami podaje tylko lokalny kierunkowy 765 z przodu) z nr 001 się dziwią, a to w końcu kraj Grahama Bella.
Na deser ciekawostka psia: Korlat została oficjalnie rezydentką West Lafayette, IN. Mnie najbardziej ubawił fakt, że psi-dentyfikator ma numer zaledwie 27, a była połowa kwietnia jak w końcu był czas po niego iść; co oznacza iż niewątpliwie rejestracja czworonożnych szczekających nie jest dla mieszkańców (i rezydentów) priorytetem. W końcu tylko w naszej "klatce" - 8 mieszkań - mamy 9 psów; fakt, to chyba najwięcej na osiedlu.
W każdym razie psia kostka była powodem mojej pierwszej wizyty... na komisariacie. Otóż w ratuszu, który tutaj wcale nie wygląda jak średniowieczna chałupa z wieżyczką, trwają jakieś perturbacje lokalowe, w wyniku których lokalny wydział podatkowy znalazł pokój na posterunku policji. Nie miałem wyjścia, musiałem się zaprzyjaźnić. Nie robi jakiegoś powalającego wrażenia, chociaż wejście jest raczej pancerne - ciężkie drzwi, potem drugie - zamknięte, a z boku korytarzyk z okienkami za szybą, do obsługi klientów. Pani była bardzo miła, wprawdzie w ząb nie rozumiała polskiego zaświadczenia o szczepieniu na wściekliznę, ale uznała iż skoro je mam i twierdzę, że to jest to co ona chce - to tak musi być. Spisała na karteczkach moje i psie dane, skasowała $2 (jest $3, zniżka za sterylizację) i wydała plakietkę. Tej ostatniej jeszcze nie przypięliśmy, bo poprzednia z danymi ubezpieczenia jakoś wybrała się samodzielnie na zwiedzanie okolicy i tą wolałbym zamocować solidniej.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz