Zrobiło się ciepło. Na tyle ciepło, że postanowiliśmy usunąć w końcu zabezpieczenia i otworzyć balkon. Korlat bardzo się ta koncepcja spodobała: Postanowiła tam zamieszkać. Niestety howavarci ile wlezie - czyli drze japę - jak na howavarta przystało kiedy na jej terenie pojawi się obcy i należy ostrzec państwa. (BTW to słówko genialnie się przekłada na angielski. She is... howavarting!)
Trochę się nam udało pospacerować ale niestety nasze psisko chyba jeszcze nie do końca jest w formie na długie łażenie. Tak właściwie to na wniosek własny i z poparciem krakowskich wetek odstawiliśmy jej leki. Trzeba zobaczyć co się w tym organizmie dzieje i czy jeszcze są potrzebne. Wcześniej zrobiłam test na kokcydia, wydaje się, że ich nie ma (w sensie nie są aktywne. Całkiem nigdy się tego draństwa nie pozbędziemy).
Tu jeszcze fotka ze środowego spaceru:
Liści jeszcze nie ma ale pąki na drzewach już są. No i szalona jest ilość dzikich zwierząt. Korlat dostaje kota: Jak nie krółik to wiewiórka albo szop. A przecież są tu jeszcze jelenie, skunksy i cała masa innego tałatajstwa. A co żyje w wodach torfowiska to już Seji w komentarzu do poprzedniego wpisu zasugerował.
Wybraliśmy się do sklepu z zabaw... znaczy z grami. Całkiem fajny, choć trochę przerażająca jest ilość rzeczy, których nie znamy. Z drugiej strony rzeczy nie są tanie, ale proporcjonalnie - porównując do cen w polskich sklepach, to aż się uśmiech sam ciśnie na usta kiedy człowiek planuje czego to nie kupi.
Żeby nie było był i polski akcent:
Za ladą stał jakiś zawalony papierkową robotą człowiek, a w wydzielonej części trzy albo i cztery grupy grały w erpegi. No i teraz najzabawniejsze: Większość z tych ludzi była starsza od nas. Eh, żeby nie bariera językowa to byśmy do nich dołączyli. Ale porozmawiać to jedno a zagrać to inna bajka. Póki co nawet nie spróbuję.
Jak już przy lokalnych akcentach jesteśmy, to znalazłam pierogi. Wzięłam, żeby na szybki obiad były jak kiedyś nie będzie czasu na gotowanie. Więcej nie kupię. Owe "oryginalne" pierogi były o tyle oryginalne, że może jakby im sera dołożyć to byłyby ruskie, ale trzeba by je moooooocno przyprawić. Popieprzenie po wierzchu nie pomogło. W sumie teraz myślę, że trzeba je było bardziej zamerykanizować, dodać im Srirachę zamiast tego pieprzu, w myśl zasady: Jak już nie może być dobre eto niech przynajmniej będzie ostre".
Jutro chcemy wybrać się na rozliczanie podatku stanowego, bo tydzień temu nam nie wyszło. Później jest w Lafayette jakiś mini konwent. Nie bardzo wiemy co tam będzie, ale na pewno przybędzie wielu geeków więc i nas nie powinno zabraknąć.
Jedyną przeszkodą może być pogorszenie się stanu Korlat, co bierzemy pod uwagę, mamy jednak nadzieję, że nie nastąpi.
Na koniec coś, czego jakimś cudem nie zauważyałm wcześniej: Pułeczka "pizza, zrób to sam". Są tu nie tylko spody do pizzy, jak u nas, ale i dodatki. Nie dość, że pokrojone, to popakowane w ilości optymalnej na jedną duuuużą pizzę. Nie no, ja naprawdę nie mogę ;)
Tyle na dzisiaj.
Wesołych Świąt!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz