Dziś na szczęście (dla mnie) zaczęło padać i się ochłodziło. Wczoraj było wręcz upalnie.
Zaczęły schodzić - obok preparatów odstraszających komary także filtry przeciwsłoneczne.
To jest niesamowite! Jeszcze nie wszystkie drzewa mają liście, a w mieszkaniach chodzi klimatyzacja.
Zarządca ustawił grille przy drewnianych stołach na trawnikach a w basenie pojawiła się woda.
Tymczasem Korlat zetknęła się z - nową dla niej - moskitierą. Koncepcję szyby opanowała jako szczeniak, ale przepuszczająca powietrze i zapachy, a dla niej niewidzialna siatka to inna sprawa. Dwa razy w nią weszła. Porusza się delikatnie więc ani ona ani moskitiera nie ucierpiały. Ale dziś zrobiła coś pięknego: podeszła do drzwi balkonowych, podniosła łapę i delikatnie sprawdziła, czy da się przejść. Tak, wiem, nic wielkiego. Przecież to inteligentne bydlę. Ale wykonanie było po prostu obłędne.
A później położyła sie w drzwiach na balkon. Przecież nie wyjdzie, bo pada.
W tygodniu, korzystając z promocji on-line, kupiłam kilka bluzek. Akurat tyle, by załapać się na darmową wysyłkę. Niestety najładniejsza okazała się być w innym rodzaju rozmiarówki. Zaniosłam więc bluzeczkę do sklepu, licząc po cichu, że mają takie same. Nie mieli - szkoda, bo podobała mi się od dawna a cena była naprawdę korzystna. No ale cóż.
Poprosiłam o przyjęcie zwrotu i zadałam więc pani pytanie czy w związku ze zmniejszeniem wartości moich zakupów doliczą mi kwotę za przesyłkę. Pani była wyraźnie zdziwiona, ale zadzwoniła się upewnić, po czym odpowiedziała, że oczywiście nie.
Aha, już wiem jak będzie robił zakupy on line TVN-owy posiadacz tytułu buraka kwietnia, kiedy następnym razem będzie w USA...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz