Jakoś tak zrobiło się monotonnie. Przynajmniej u mnei w pracy. Utknęłam: Zmówiona elektroda dotarła, ale jest uszkodzona. Idzie do wymiany a ja muszę czekać na nową. Dalej nie przygotuję potrzebnego do dalszych eksperymentów podloża.
Do tego przeprowadzka w toku - znaczy ta labowa. Z Bindley Bioscience Center* przeprowadzamy się do Lynn Hall - na weterynarię. W związku z tym nie cały sprzęt działa, Nie wiadomo kto gdzie i kiedy jest. To dodatkowo utrudnia i spowalnia pracę i złości mnie, bo widzę już przed sobą następny - ten najwazniejszy i najbardziej chyba skomplikowany - etap mojego projektu i bardzo chciałabym już do niego dojść.
Odnośnie drugiej części projektu, nie mamy jeszcze wszystkich części dla sprzętu, który mamy budować: To znaczy budować będą Euwion i Valeri, a ja im będę przeszkadzać i krytykować to co robią. (Ja mam testować efekty ich pracy i mówić co chciałabym mieć inaczej).
Kiedy dostaniemy wszystkie klocki i zaczna się testy, będę mogła działac na dwa fronty: pamagać chłopakom i przy okazji realizować mniej złożoną część projektu i dłubać z bardziej skomplikowaną chemią dla tych trudniejszych do wykrycia próbek. Póki co siedzę, czytam i się uczę.
A! Przy okazji: Od następnego semestru idę na zajęcia. Jako student. :) Własnie wybieram kursy. Jak się już zdecyduję to się pochwalę. Przyda się trochę powtórek, kilka uzupelnień, a może znajdzie się chwila i na hobby?
Korlat ma przykaz chodzić tyle ile koniecznie musi i ani kroku więcej, więc nie ma mowy o dłużsym spacerze. Tymczasem wszyscy tu piszą o psiej grypie. Nie wiem jak duże jest
ryzyko, że się zarazi, ale praktycznie nie ma kontaktu z psami, a że
jest chora, to i tak jej szczepić na razie nie mogę. Tymczasem choróbsko dla 5% psów kończy sie bardzo źle: wlfi.com
Co za kraj... jak nie robale, to wirusy.
Korlacka choroba oznacza też to że nasz planowany od listopada wypad w pagórki jeszcze się odsunie. Na nasze szczęście jutro jakąś atrakcjęplanują lokalesi: Dni otwarte uniwerku. Może zabiorę Josha na krótki pokaz w pracowni biochemicznej? No dobra, mój sadyzm ma jakieś granice. Ale pójdziemy zobaczyć co dają.
Wczoraj pojechaliśmy uzupełnić zapasy jedzeniowe. Sklep o swojsko zapisanej nazwie, jaką mozna by zobaczyć w Polsce: Asia.
Niektóre opakowania, o czym Joshua juz wspominał, są przytłaczających rozmiarów. Jak te 10 kg ryżu. Ale niektóre wywołują u nas zakłopotanie z innych powodów. Jak na przykald to:
Język może jeszcze identyfikuję ale na tym koniec. Opis na półce też sprawy nie ułatwia.
Ale i tak jest to jeden z moich ulubionych sklepów spożywczych. :)A na pocieszenie po podstawowoych zakupach do sushi kupilismy sobie jeszcze słodycze.
Było to dziwne, ale dość ciekawe.
Jak dobrze nie mieć alergii pokarmowej!
Przy okazji, bo stale zapominam: Jak na miejsce z tak dużą ilością broni, to aż zaskakujące, ale od kiedy tu jestem miał miejsce jeden napad z jej uzyciem. Wiem o wszystkim, bo uczelnia ma bardzo dokałdny serwis. O każdym, ledwie zgoszonym incydencie uniwersytet informuje natychmiast mailem.
Załaczam treść tego ostatniego:
April 11, 2015 ALERT: WL police investigate armed robbery on S. Grant St. WEST LAFAYETTE, Ind. -West Lafayette police are investigating a report of an armed robbery around 2:30 a.m. Saturday (April 11) in the 400 block of S. Grant Street. The two suspects, described as dark-complected males wearing jeans and black cloths over their faces, both displayed guns. They were last seen in a vehicle heading south on Chauncey Avenue. Any additional updates will be made available at www.purdue.edu/ea.
Trzeba przyznać, że system działa świetnie. Raz, że jak coś się dzieje ( w stylu porzucony podejrzany pakunek) to łatwo uniknąć miejsc niebezpiecznych, a dwa, że przy takiej liczbie osób pracujących lub studiujących na uniwerku prawdopodobieństwo, że ktoś coś zauważy i przekaże informację policji jest całkiem spore.
* Jak mi nie lezy ta amerykańska pisownia. Cały czas muszę się pilnować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz