Samochód mamy już jakiś czas, przywykłam już do tutejszych zwyczajów, więc skuszę się na porównanie różnic w przepisach ruchu drogowego i stylu jazdy w Krakowie i w West Lafayette. Pisze o WL, bo Chicago jest dużo bardziej jak Kraków - pod kątem dynamiki i agresji w stylu jazdy, Choć w Chicago od Krakusów wciąż mogą się wiele nauczyć. Ale ma byc fair, a ja w Chicago jeździłam tylko głownymi drogami i za mało, żeby oceniać bardziej szczegółowo.
No to jazda w Lafayette:
To, że jeździ się spokojniej jest fajne. Ale to jak bardzo niektórzy jeździć nie potrafią jest przerażające. To, za co Przemka oblali na egzaminie jest tutaj standardem. Chyba tylko my jeździmy przepisowo: przy skręcie w lewo zajmując lewy pas.
Rondo? Oni w ogóle nie mają pojęcia jak się na tym zachować. Żadnych kierunkowskazów! Nigdy, na żadnym typie ronda. Nawet jak mają strzałki i na przykład opuścić rondo można zarówno z zewnętrznego jak i wewnętrznego pasa, trzeba liczyć się z tym, że ktoś sobie pojedzie przez oba pasy bo tak mu się wydaje lepiej albo wygodniej. Nic dziwnego, że nikt nie próbuje wjechać na wolny, zewnętrzny pas obok innego samochodu. Raz prawie spróbowałam... To był ten pierwszy i ostatni. Teraz już grzecznie czekam jak inni.
Od razu wyjaśniam: Nie chodzi o to, że wszyscy tak jeżdżą. Chodzi o to, że przy całym pozbawionym dynamiki stylu jazdy, przy bardzo wysokim poziomie kultury na drodze każdy taki ewenement po prostu szokuje. Jakiś czas temu usłyszałam, że jest grupa przyjezdnych studentów, którzy celują w karygodnych błedach na drodze. Zaczynam się z ta opinią zgadzać. Wymuszenie pierwszeństwa na jadącym prosto podczas skręcania w lewo? - A czemu nie ;)
Rondo? Oni w ogóle nie mają pojęcia jak się na tym zachować. Żadnych kierunkowskazów! Nigdy, na żadnym typie ronda. Nawet jak mają strzałki i na przykład opuścić rondo można zarówno z zewnętrznego jak i wewnętrznego pasa, trzeba liczyć się z tym, że ktoś sobie pojedzie przez oba pasy bo tak mu się wydaje lepiej albo wygodniej. Nic dziwnego, że nikt nie próbuje wjechać na wolny, zewnętrzny pas obok innego samochodu. Raz prawie spróbowałam... To był ten pierwszy i ostatni. Teraz już grzecznie czekam jak inni.
Od razu wyjaśniam: Nie chodzi o to, że wszyscy tak jeżdżą. Chodzi o to, że przy całym pozbawionym dynamiki stylu jazdy, przy bardzo wysokim poziomie kultury na drodze każdy taki ewenement po prostu szokuje. Jakiś czas temu usłyszałam, że jest grupa przyjezdnych studentów, którzy celują w karygodnych błedach na drodze. Zaczynam się z ta opinią zgadzać. Wymuszenie pierwszeństwa na jadącym prosto podczas skręcania w lewo? - A czemu nie ;)
Z pasami ruchu też jest zabawnie. Mamy na przykład szeroką ulicę, (coś porównywalnego do al. Wolności w Nowym Sączu) gdzie pasy do jazdy w przeciwnych kierunkach rozdzielone są obszarem zieleni. (Trochę węższym, niż ten w NS). W każdą stronę na drodze zmieszczą się obok siebie dwa auta i jeszcze zostanie miejsca. Ale nie. Jeąli nie ma białej linii na środku, pas ruchu w jednym kierunku jest jeden. Jeden i już. Ulica jest długa, jest na niej kilka skrzyżowań z węższymi uliczkami, niekiedy wyjazdami z parkingu. Oczywiście na skrzyżowaniach znaki STOP są z każdej strony. Ciężko przywyknąć. Człowiek czuje się jakby był na głównej a tu nagle STOP. Nie mówcie mi, spece od ruchu drogowego, że to ważny znak i że trzeba go przestrzegać. Nie chodzi o to że nie wiem, czy że zamierzam go zignorować. Chodzi o to, ile koncentracji potrzeba, by go w takim miejscu nie przegapić. Mózg działa na skróty, nie ma się na to wpływu. Po prostu nie powinno go być w takim miejscu, więc się go nie zauważa. Narzekałam na to ja, narzekał Przemek. Słyszałam i od innych, ze na początku mięli z tym problem. Pierwsze tygodnie wymagały dużo koncentracji, niemal poszukiwania STOPów. Teraz już właściwie przywykliśmy.
Ale wracając do naszej ulicy, (a jest nią Harrison Street w West Lafayette) wyobraźcie sobie, że jest na niej ograniczenie prędkości. Do 20 mil na godzinę!
Odnośnie tych wszechobecnych znaków STOP mam bardzo mieszane uczucia. Dziwne, ale o ile początkowo sie śmiałam, to po pewnym czasie zaczęłam doceniać to rozwiązanie. Nie ma głównej i podporządkowanej, więc nie ma czekania w nieskończoność. Każdy ma swoją kolejkę. I nie zdarzy sie pani w Yarisie, która zapomni o regule prawej ręki... Super.
Nie wiem jaka byłaby dynamika ruchu w skali miasta takiego jak Kraków: w końcu każdy na owym stopie musiałby się zatrzymać, zajęłoby to chwilę, więc nie teoretyzuję. Tu sprawdza się to wyśmienicie. Nie ma wymuszeń pierwszeństwa i nie ma stłuczek. Z resztą przy ruszaniu z miejsca raczej ciężko jest nie wyhamować nawet, gdyby ktoś chciał wymusić pierwszeństwo. A od kiedy jeżdżę, nie spotkałam się z sytuacją by ktoś próbował. Jedynym problemem bywa to, że stop przed skrzyżowaniem nie oznacza, że ci jadący drogą prostopadłą też mają STOP. Tu też zdarzają się drogi główne.
Nie wiem jaka byłaby dynamika ruchu w skali miasta takiego jak Kraków: w końcu każdy na owym stopie musiałby się zatrzymać, zajęłoby to chwilę, więc nie teoretyzuję. Tu sprawdza się to wyśmienicie. Nie ma wymuszeń pierwszeństwa i nie ma stłuczek. Z resztą przy ruszaniu z miejsca raczej ciężko jest nie wyhamować nawet, gdyby ktoś chciał wymusić pierwszeństwo. A od kiedy jeżdżę, nie spotkałam się z sytuacją by ktoś próbował. Jedynym problemem bywa to, że stop przed skrzyżowaniem nie oznacza, że ci jadący drogą prostopadłą też mają STOP. Tu też zdarzają się drogi główne.
Co zaś do skrzyżowań z czterema znakami STOP: do teraz czuję się głupio, kiedy ruszam - bo jest moja kolej - by skręcić w lewo a z naprzeciwka do skrzyżowania i swojego STOP-u dojeżdża samochód. No bo jakby nie było, skręcam w lewo i pcham mu się pod koła. Jakaś część mnie czuje się z tym bardzo niekomfortowo.
Czasem też zdarza mi się mieć głebokie wewnętrzne przekonanie, że wyjeżdżając z uliczki na której jest tylko parking jestem na drodze podporządkowanej i chcę wszystkich przepuścić. Ale generalnie jest ok.
O tym, że spod świateł nikt nie rusza dynamicznie wspominał Joshua. Tu nie ma żółtego światła pozwalającego wrzucić bie... znaczy zdjąć nogę z hamulca. Po prostu jest czerwone i nagle zielone. Faktycznie sprawia to wrażenie strasznej ślamazarności.
Linia ciągła nie oznacza tu zakazu zmiany pasa ruchu. Pasy w przeciwnych kierunkach oddzielone są od siebie żółtą linią. Zazwyczaj podwójną. Ale jeśli zajdzie potrzeba skrętu w lewo, nie ma problemu, można ją przekroczyć. No bo jak trzeba skręcić, to trzeba. A jak nie wolno, to jest znak zakazu.
Przekracza się też białą linię ciągłą pomiędzy pasami prowadzącymi w innych kierunkach: Na przykład wjeżdżając na pas do skrętu. Kiedyś na samym początku nie skręciłam, bo byłam pewna, że nie mogę już zmienić pasa. Nic z tych rzeczy! Ta linia ciągła jest jak nasza gruba przerywana - oddziela pasy prowadzące w różnych kierunkach. Jak tak pomyślę, to chyba dobrze, ze kiedy zdawałam egzamin, drogi były pokryte kilkoma centymetrami śniegu. Na początku naprawde łatwo jest zgłupieć.
Przekracza się też białą linię ciągłą pomiędzy pasami prowadzącymi w innych kierunkach: Na przykład wjeżdżając na pas do skrętu. Kiedyś na samym początku nie skręciłam, bo byłam pewna, że nie mogę już zmienić pasa. Nic z tych rzeczy! Ta linia ciągła jest jak nasza gruba przerywana - oddziela pasy prowadzące w różnych kierunkach. Jak tak pomyślę, to chyba dobrze, ze kiedy zdawałam egzamin, drogi były pokryte kilkoma centymetrami śniegu. Na początku naprawde łatwo jest zgłupieć.
Istnym hitem są dla nas przypomnienia. Czyli znaki z tekstem informującym np, że tu trzeba zatrzymać się na czerwonym świetle. I jeszcze mają namalowaną strzałkę, wskazującą w którym miejscu trzeba się zatrzymać. No bo przecież można zapomnieć co oznacza takie czerwone światło Taki znak można znaleźć na przykład... przed przejściem dla pieszych. Albo przypomnienie, że skręcając w lewo trzeba ustąpić pierwszeństwa tym, którzy jadą prosto z naprzeciwka.
A! Strzałki! Kierunkowe zdarzają się rzadko, raczej przy większych skrzyzowaniach. Za to prawie wszędzie wolno skręcić w prawo na czerwonym świetle. No, chyba że pojawia się kolejny znak, informyjący, ze akurat wyjątkowo nie wolno.
A! Strzałki! Kierunkowe zdarzają się rzadko, raczej przy większych skrzyzowaniach. Za to prawie wszędzie wolno skręcić w prawo na czerwonym świetle. No, chyba że pojawia się kolejny znak, informyjący, ze akurat wyjątkowo nie wolno.
Dziury w drogach są. Co prawda jest ponoć wyjątkowo tragicznie i nawet w gazetach piszą jak nieprawdopodobnie zniszczone są drogi w tym roku. No cóż, z jazdy jedną (właśnie remontowaną ulicą zrezygnowałam, na drugiej w jednym miejscu wyrąbało dziury w innym zapadł się asfalt. Faktycznie, nie lubię tych dwóch miejsc. Poza tym problem jest naprawde nieźle. No i nie ma kolein.
Ale uczciwie musze napisać, roboty trwają jak w Polsce: W okolicy naszego kompleksu mieszkalnego remont trwał jak przyjechałam szukać mieszkania. Niewiele się do tej pory zmieniło. Raz w tygodniu pojawia się tam jakaś grupka i udają, że coś robią.
Zabawne jest natomiast to, że zanim zacznie się remont znaki o nim informujące są rozstawione wzdłuż drogi w formie... przewróconej. I tak sobie czekają czasem kilka dni, zanim wszystko będzie gotowe do robót drogowych. Nikt ich nie przestawia, nikt nie kradnie. A i nikt po skończonych robotach nie zapomina przestawić, jak to ma w zwyczaju ZIKiT.
Niestety studzienki kanalizacyjne też znajdują się na ulicach. I czasami się zapadają. Oczywiście tylko tam gdzie jest asfalt a nie płyty z betonu, ale jak widać to nie tylko polska przypadłość.
Ograniczenia prędkości bywają trochę przesadzone, ale nikt ich nie przestrzega. Na 30 jadą 40. Fakt że nie szybciej, ale jednak. Choć są miejsca gdzie wszyscy jeżdżą idealnie przepisowo. Ponoć i za 2 mile/h można dostać mandat.
Czy zdarzają się narwańcy? Jasne. Wczoraj jakiś idiota otrąbił nas, bo przed skrętem czekaliśmy aż z drogi zejdzie pieszy. Kiedyś jakiś babsztyl wyprzedził nas - również trąbiąc - z lewej, jadąc pasem pod prąd, by przemknąć nam przed maską i skręcić w prawo. Ale ogólnie jest miło, powoli i z szerokim uśmiechem. (Prawie takim jak u mojego tatusia, kiedy zatrzymuje się przed pasami i gestem zachęca stojących przed przejściem żeby sobie przeszli, mrucząc przy tym pod nosem... Kto mial okazje z nim jechac na pewno wie o co chodzi :)).



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz