Za to dziś zamiast samej pisaniny będzie trochę fotek. Na początek nasze osiedle od bardziej wiosennej strony.
Tu czekałyśmy na Przemka przed wejsciem do pralni: za Korlat budynek biurowy - z pralnią właśnie
Tu ławeczka pomiędzy dwoma budynkami. Takich ławeczek jest kilka, obok stół... cakiem przyjemnie.
A tu widok z ławeczki na drugą stronę. Na horyzoncie Cellery Bog. Trawa - jak wspomniałam zieloniutka, na drzewach maleńkie listki. Gdyby tylko nie było tak płasko... Ale tu na zmianę nie ma co liczyć, nawet uwzględniając dryf kontynentalny i powstawanie nowych łańcuchów górskich. Może kiedyś...
Zrobiłam też kilka fotek z samochodu, chciałam uchwycić bardziej miejskie rejony pola kukurydzy.
No nie. Miastem tego nazwać nie można.
Dziś w końcu wybraliśmy się rozliczyć podatki. Okropność. Zgodnie z moimi przewidywaniami przez 80 minut rozliczany był podatek federalny (który my rozliczyliśmy w systemie komputerowym udostępnionym przez uczelnię). W tym czasie znudzona zdążyłam się zdrzemnąć.
Później przyszła kolej na stanowy. Niech mi ktoś powie, że PIT ma dużo rubryczek. Do stanowego mieliśmy pięć załączników! Ale nasze rozliczenie było kpiną. Jako, że miejsca, gdzie ma być zero zostawia się puste, to tak naprawdę wystarczyło nam wpisać w jednej rubryczce 120, w drugiej 23, zsumować i poprosić o zwrot. Niestety, trzeba było dokładnie wiedzieć w które rubryczki i dlaczego w innych rubryczkach ma być zero (tu już zawinił specyficzny podatkowy angielski - a raczej niewystarczająca jego znajomość).
Tak czy inaczej zeszło nam na to ponad 2,5h.
Tak się tym zmęczyliśmy, że aż poszliśmy na lunch do fast-foodu.
Na dole Dragon Roll w Sushi Maru - zamieszczam specjalnie dla mamusi ;)
Z rzeczy zabawnych: Wjechaliśmy na parking wielopoziomowy, bo nie było innych miejsc do parkowania. Przy wjeździe zamontowany jakiś szlabanik, ale wygląda na nieużywany. Na wszelki wypadek spytałam kogoś czy za ten parking się płaci. Zdziwiona kobieta odpowiedziała, że nie. A później dodała: tu jest bardzo mało innych miejsc parkingowych, więc ten parking NIE MOŻE być płatny!
Później pojechaliśmy do ulubionego monopolowego. (Ulubiony bo tylko ten znamy, a chcieliśmy kupić Żubrówkę. Przy okazji nauczyłam sprzedawcę jak się to wymawia. No bo jakże tak nie wiedzieć co się sprzedaje.
Na koniec w PayLess użyczyłam miłej pani swojej karty stałego klienta (wtedy można mieć jakieś rabaty na zakupy a dodatkowo zgromadzone na karcie punkty dają zniżkę na paliwo.) Skorzystała na tym i pani i my, wymieniłyśmy szerokie - amerykańskie - uśmiechy i każde z nas poszło swoją drogą.
Jutro czeka mnie pisanie SOP* (tak, a teraz zgadnij człowieku czego od ciebie oczekują!) dla nowego pH metru.
Piesa czuje się nieźle, ale mam wątpliwości czy napakowana tymi prochami w ogóle coś kojarzy. W poniedziałek odezwę się do naszego pierwszego weta - dr. Gerboliniego - o lekką modyfikację farmakoterapii.
*Chodzi o standardową procedurę operacyjną, czyli po naszemu... instrukcję obsługi, która ma wisieć na ścianie obok sprzętu.
Wskazówki będą zarówno w polityce dotyczącej pisania procedur, jak i w procedurze dotyczącej pisania procedur. :>
OdpowiedzUsuńByły, a jakże. Tak proste i oczywiste, że nawet lokalesi nie wszystko rozumieją ;)
OdpowiedzUsuńZa drobną opłatą pomogę Szanownym Lokalesom i Szanownej Ucelni. Komu podesłać referencje? ;)
OdpowiedzUsuńWiesz, są tacy, co pomagaja za friko, więc pewnie nic z tego nie będzie. A po zrobieniu tego raz, kolejne nie są takie trudne.
OdpowiedzUsuńDamn. ;)
OdpowiedzUsuń