W pomieszczeniu ledwo jest się jak poruszać. Sterty pudeł, tony sprzętu. Nie wiadomo co gdzie postawić, co gdzie schować. Niesamowita ilość pracy do wykonania. A najgorsze, że nie wszystko i nie wszędzie jest zrobione. Wciąż trwają jakieś poprawki.
Same przydzielone nam pomieszczenia są za małe na taką ilość sprzętu. To znaczy: Jakoś sto upchniemy, ale... No własnie: Upchniemy.
A to nie wszystkie problemy.
Meble są... Ujmę to tak: w Polsce byłabym pewna, że ktoś wziął w łapę. I to nie mało. Brzydkie, kompletnie nieergonomiczne blaty do pracy, z szafkami i półkami - a jakże. Tyle, że miejsce do siedzenia jest mało wygodne a na krawędzi blatu - tej najbardziej odległej od siedzącego przy nim człowieka , dokładnie w połowie długości, znajduje się gniazdko do którego włącza się ogromną (naprawdę) ogromną wytczkę. Sama wtyczka zajmuje sporo miejsca, ale to jeszcze nic. Kolejną dużą ilość miejsca zajmuje... kabel. Sztywny gruby kabel mający jakieś 12 mm średnicy (sic!). Zajmuje miejsce, wprowadza chaos, nie wspominając o tym, że w przypadku zahaczenia o niego może na przykład przewrócić butelki z płynami. Przecież to lab a nie biblioteka! A czemu służy ów kabel? Ha! Podłącza się do niego światło - zamontowane pod półkami. W ten sposób można bardzo ładnie oświetlić miejsce pracy. Niestety lampa zamontowana jest jedynie na magnesie i kleju i... niekiedy odpada. Już widzę jak wali w moje ręce i próbki - w tym szkło i niekiedy niebezpieczne w kontakcie ze skórą odczynnki.
To co opisałam samo w sobie jest jakimś koszmarem. Niestety to nie koniec. Szafki są na... kółkach. Po dwa kółka w każdej mają hamulce, ale nie wystarcza to dla zapewnienia jakiejkolwiek stabilności owych "mebli". Mocniejsze dotknięcie (o opieraniu się nie wspomnę, bo o tym nie może być mowy) przesuwa owe meble. Jedyną skuteczną blokadę stanowią kilometry... kabli ciągnących się po podłodze - dla pozorów bezpieczeństwa upchnięte pod ścianami.
Całe to wyposażenie jest kompletnym zaprzeczeniem wszystkich zasad bezpieczeństwa w pracy, wygody, ale także zdrowego rozsądku. Istny sen szaleńca (nie, nie mam na myśli TEGO Szaleńca).
Przy tym wszystkim fakt, że ktoś zapomniał zamontować drzwi w pomieszczeniu gdzie pracuje się w warunkach jałowych to już drobiazg. Nie zapytałam nikogo jak wygląda pomieszczenie do pracy z bakteriami bo nie chciałam się denerwować. Z wrażenia nie sprawdziłam, czy sprzęt też stoi na stolikach z kółkami. Potężną wirówkę dziewczyny postawiły na parapecie. Ten przynajmniej jest stabilny i solidnie wmurowany.
Gdyby to była Polska, doszukiwałabym się łapówki. Tu nie jest to takie oczywiste. Obstawiam raczej na niepełnosprytnych pracowników administracji.
Plan zakłada na początek nadanie półkom i blatom stabilności poprzez zamianę kółek na zwykłe nogi. Nie wiem co z elektrycznością, osobiście najchętniej zdemontowałabym szpanerskie ledowe lampy spod półek i wyniosła je na śmietnik. Bez zasilania nic z nich nie będzie, a prędzej będę pracować z latarką - czołówką, niż pozwolę by ćwierć miejsca pracy zajął kabel grubości węża ogrodowego.
Równocześnie trwa dochodzenie jak taki chłam trafił do naszego labu. Jak znam mojego szefa, to ktoś będzie się musiał sporo natłuamczyć.
A teraz o obciachu:
I to by było na tyle.
Redneck pickup. <3
OdpowiedzUsuńCzy oni przewidzieli dla wszystkich mebli kóleczka? Dla tych pod wagi i wirówki też?
OdpowiedzUsuń