czwartek, 26 marca 2015

Trochę chemii, sezon na wydry, Suri ma dom

Dziś mieliśmy casłkiem udany dzień: Przemek dostał SSN - teraz wreszcie może składać papiery o pracę. Niestety wcześniej musi sporo rzeczy przygotować: Bez SSN nie mógł się nigdzie zarejestrować.
Mnie w końcu udało się osiągnąć sukces w banalnej chemii organicznej. Nie doczekawszy się na pomoc z zaprzyjaźnionej firmy biotechnologicznej, postanowiłam spróbować sama, nie trzymając się protokołu a raczej analizując samą reakcję. Chyba nie jest z moją chemią tak źle. Oczywiście doczytanie kilkunastu publikacji tez miało w tym swój udział. Kto by pomyślał? Teraz czeka mnie optymalizacja tego wszystkiego. 

Zaczął się sezon na wydry. Tylko dziś natknęliśmy się na dwie. Korlat wcześniej ich nie widziała ani nie czuła, więc dała popis śpiewno taneczny. Nic dziwnego, nowy zapach musiał być fascynujący. 


Najlepsze, że te skubaństwa podchodzą na dwa - trzy metry do chodnika. Trzeba naprawdę uważać. 
Jest 7:42PM (ja wciąż myślę 19 a nie 7) i jest zupełnie jasno. Fajnie. Choć wstawałam po ciemku.
Pagoda nie szlaleje. Dziś w nocy będzie mróz, ale przynajmniej nie ma żadnych zapowiedzi kryzysowych.

Na koniec chciałam napisać że Suri - uratowana za kasę ze zbiórki na ślubie - ma nowy dom. 
Cieszę się, że się jej udało :) I mam nadzieję, że będzie szczęśliwa. 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz