wtorek, 3 marca 2015

Po badaniach, Manual Safety Data Sheet, Picky-Eater.

Wczoraj o 15:50 oddali nam psa. Ogolonego jeszcze na łapie - pod wenflon, jakby wygolony brzuszek nie wystarczył. I mocno zamroczonego. Właściwie Korlat spała z przerwa do rana.

Wyniki będą za tydzień - dwa, ale dr Hui jest dobrej myśli. Odpowiedź na metronidazol jest bardziej typowa dla choroby jelit, niż chłoniaka.
Przy okazji dowiedziałam się, że sunia sąsiadów ma problem z jelitami i też miała zmienioną dietę. Dizwne, w Polsce ta przypadłość jest raczej rzadka. "Ciocie" - jak nazywały same siebie nasze osiedlowe wetki były pewne w rozmowie, że należy badać w kierunku infekcji. 
Może z tutejszymi kurczakami coś jest bardziej nie tak niż z tymi w Polsce? Na razie zostajemy przy jagnięcinie, na jutro będzie kaczka. Wet zalecił przestawienie psa na puchy... No, nie wiem czy to się uda. Może z pomocą Mirtazapiny damy radę. Bo sama z siebie Korlat takiego jedzenia nie tknie.

Rano przywitał nas lód. Na drodze, na chodniku, na samochodzie. Z szyby trzeba było go praktycznie skuwać. Niemal wszyscy dotarli do pracy spóźnieni. Ja też, choć jeśli miałabym być szczera, to głownie dlatego, że nie chciało mi się wstawać o właściwej porze. I w sumie miałam rację, bo czym później tym było cieplej i łatwiej.

Dziś dotarły moje odczynniki. Sama reakcja, którą mam przeprowadzić wygląda na papierze niewinnie i prosto, ale chemikalia już takie nie są. Dziś spędziłam sporo czasu na przygotowaniach, a juto muszę jeszcze zadzwonić i się dopytać czy niebezpieczne są tylko wdychane na sucho czy również działając z roztworem muszę nosić maskę. No cóż... Przyjemne to nie będzie. A to dopiero początek "zabawy". Później  do chemii dojdą bakterie.
Generalnie w naszym labie bakteryjnym bywają tylko ci, którzy muszą. Reszta się tam nawet nie zbliża. Valeri kiedy miał coś robić po porstu wstawił tam komputer i działał zdalnie. No cóż. Mnie się ta sztuczka nie uda. Na szczęście na początku będę pracować z bakteriami, które można postawić i hodować na biurku, które nie zaszkodzą, choćby je ktoś zlizał z szalki. Dopiero później przyjdzie pora na "przyjemniaczki". O ile przeciwko WZW można się zaszczepić, to pozostałymi rzeczami po prostu trzeba się nie zakazić. Postaram się.

Jesteśmy już po wieczornym spacerze i po kolacji. Znaczy tej psiej. Nasze kochane cielę przechodzi samą siebie.
Tak wyglada karma z jagnieciny: oprócz typowych regularnych ziarenek, są jeszcze inne, chyba suszone mięso.


To własnie te nieregularne bywają akceptowane - jak wtedy po Mirtazapinie na pobudzenie apetytu. 
Dziś ta właśnie sucha karma została dosypana do miski z mięchem i ryżem. 

Efekt: 


A teraz niech mi ktoś wyjani JAK ona to robi? Przecież nie widzi co zgarnia na język! Więc jakim cudem potrafi tak bezbłędnie odfiltrować?





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz