Zrobiło się ciepło i słonecznie. Amerykanie wyletnili się ile wlezie, choć ledwo śnieg zaczął się topić. W porównaniu z nimi my w swetrach nie zaszaleliśmy. Ale nie op tym miało być.
Postanowiliśmy poobserwować... wilki. Niedaleko od nas jest park w którym, w warunkach maksymalnie zbliżonych do naturalnych żyje sobie stado wilków. Da się ów park zwiedzić, można wieczorem przyjechać powyć do księżyca. Można wziąć udział w seminariach, kursie fotografii. Fajne miejsce. Postanowiliśmy się tam wybrać.
Nie tylko my. Jakieś półtorej mili przed parkiem utknęliśmy w korku. Po godzinie ślimaczego tempa przerywanego licznymi postojami zorientowaliśmy się, że nasz korek to zaledwie pół korka, bo z drugiej strony ustawił się identyczny. Odpuściliśmy. Wilki nie zające, nie uciekną.
Za to po powrocie wybraliśmy się z Korlat na spacer. Nasz pies już dwie doby odmawia jedzenia, nawet jagnięciny. Zachowuje się zupełnie dobrze: zaczęła biegać, skakać, spać w bardziej typowy dla siebie sposób. I tylko nie je.
Lek na apetyt działał przez moment, teraz działa tylko nasennie. Korlat poszła w ciągu dnia spać. Do sypialni, tak jak zachowywała się kiedy miała jetlag.
Po prostu zademonstrowała, że jest śpiąca i ma nas gdzieś. (Czasem myślę, że ona jest kotem a nie psem.) Ułożyła się... na poduszce pana i przez ponad 2 h nie ruszyła.
Olewamy taki lek na apetyt. Może pogorszyć sprawę wątroby, powoduje, że pies jest senny, a na apetyt nie działa.
W końcu kupiliśmy półkę do łazienki. Trochę to trwało ale czekaliśmy, żeby wziąć ją z żelazkiem i w dobrej cenie. Jak podliczyć promocje i obniżki, to zaoszczędziliśmy 50%. Wyrabiamy się :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz