poniedziałek, 2 marca 2015

Piątek - poniedziałek

No tak, Ewa pomija mój egzamin na prawko, żebym się sam pochwalił. Jakoś po zakończeniu nie czułem, że zasłużyłem; ale teraz raczej patrząc na ruch drogowy i biorąc pod uwagę opinie autochtonów o samym procesie udzielania uprawnień, to zgadzam się chyba ze stwierdzeniem, że miałem pecha za pierwszym razem. W każdym razie zdałem, mam tymczasowe prawko wydrukowane na kartce papieru; czekam na prawdziwe i wpisanie do rejestru kierowców, żeby zgłosić się do ubezpieczenia i obniżyć płatności. Różnice są niesamowite, ale nie ma się co dziwić: jeszcze do niedawna Ewa nie miała zdolności kredytowej jako takiej, nie mamy żadnej historii ubezpieczenia, a to wszystko są tutaj miary wiarygodności człowieka na rynku finansowym, a przecież do takiego zalicza się również "insurance".
Zdjęcia nie pokażę, bo wyglądam na nim jak kryminalista. Chociaż może na posterunku robią lepsze foty... tymczasem nie będę jednak sprawdzał. Pani Kierowniczka Wydziału Komunikacji (czyli BMV) na mój jęk, że wygladam przerażająco, stwierdziła z uśmiechem że wszyscy mówią to samo, i może jedna osoba na 200 jest zadowolona ze swojego portretu. No tak, jak się robi zdjęcie z dołu, każe stać prosto i pochylić głowę, to po pierwsze pstryka się prosto w dziurki w nosie, a po drugie takim jak ja ślicznie układa się drugi podbródek. Do tego mam wpisane: wzrost 5-11 i wagę 180. Chyba faktycznie tu zrzuciłem parę kilo, co jest co najmniej dziwne.

Teraz czekamy na powrót Korlat z kliniki. Wcale nie miała ochoty iść z tą miłą, uśmiechniętą, kompletnie rozemocjonowaną i niestabilną studentką; ale poszła grzecznie, trzeba przyznać. Teraz powinna się pewnie już budzić, czekamy na telefon.


Z wizyty w klinice: dowiedziałem się, że wysuwane pazury kota tak naprawdę są składane. Można i tak.

Z zeszłego tygodnia, zakupy.



Tak, to na półce z koszernym. Stoją na niej na przykład kiszone ogórki i temu podobne specjały, chociaż jakoś przypisane do odmiennej kulturowo kuchni. Za to ponieważ polska jako taka nie zna gefilte fish, to postanowiłem wkleić.


A tu jeszcze jedna lokalna ciekawostka: kontenerki do przeprowadzki. Sądząc po reklamach i telefonie sprawa przeniesienia się może być stosunkowo prosta: zamówić kontenerek albo dwa, zapakować, zaczekać aż zawiozą do nowego domu, wypadkować. Lokalnie za cenę 3 sześciopaków piwa można pożyczyć sobie vana (takiego prawdziwego, z paką) i samemu sobie przewieźć. Motoryzacja spopularyzowana do poziomu 110% pokrycia ma swoje zalety.

Miało być jeszcze sushi, ale chyba nie ma sensu, co? Problem mam ze znalezieniem ryb, ale ponieważ do morza daleko, do jezior niby po tutejszemu blisko, ale i tak ryb jakoś w sklepach nie ma. Gorzej, bo np. wędzonego na zimno łososia też nie znalazłem, a to już jest problem - z surowymi i tak nie robiłem, bo Kraków takowoż nad brzegiem morza nie chce leżeć*, ale chociaż łososia można było w zasadzie wszędzie kupić. Tu jeszcze nie wiem gdzie.
Ryż... szukałem w cholerę długo, łażąc tam i nazad po chińskim sklepie. Niech by ich diabli, razem z tutejszym zwyczajem nieopisywania wina - ryżu pod dostatkiem, ale trzeba po nazwie wiedzieć czy się nada. A ja nie wiem. Wino też ma tylko etykiety z nazwą szczepu, ale czy to jest wytrawne czy np. pół im wyszło w tej winnicy, to za cholerę nie napiszą; trzeba wiedzieć samemu. Póki co kupuję głównie te tańsze, które mają jednak etykietki opisane, dla takiej lamy winiarskiej jak ja. Ryż natomiast kupiłem w końcu po sprawdzeniu w necie jakie gatunki się łapią, opisany... że do suchi. Na samym dole półki, dwa ostatnie woreczki w sklepie, kopnięte pod samą ścianę chyba specjalnie dla mnie. Jeden już poszedł, znaczy przeszedł nam przez usta; po 3 miesiącach przerwy musiałem sobie tylko przypomnieć jak się ryż gotuje i poćwiczyć.


Na wszystkie kolejne zakupy, zapamiętać "musenmai": czyli metoda oczyszczania ryżu, przy której nie "wtłacza" się w zarenko tej białej mączki pozostałej z procesu mielenia (i/ lub polerowania), a co za tym idzie nie trzeba ich potem płukać. Ciekawe, że Japończycy jako zaletę nowej metody (nie spieszyli się, biorąc pod uwagę fakt że te ziarenka wcinają od paru tysięcy lat) wymieniają zasadnicze obniżenie zanieszyszczeń w ściekach, powstałych z płukania ryżu. Nie pytam, ile oni tego zjadają...

Nadal czekamy na telefon z kliniki.


* - a mógł, jakby się udało po sąsiedzku; przez kilka lat mojego nastoletniego życia mijałem w drodze do budy graffiti "Myślenice żądają dostępu do morza"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz