piątek, 20 marca 2015

Korlat już w domu, bank blokuje kartę.

Naprawdę byliśmy dziś zaskoczeni. Korlat weszła do gabinetu machając ogonem, z radości na nas skoczyła. Spodziewaliśmy się jej bardzo chorej po tak długim braku metronidazolu. Tymczasem ona jest naprawdę w niezłej kondycji!
Jelito podobno wygląda dobrze. Pobrane próbki będą analizowane i do dwóch tygodni będą wyniki badań. Do tego histopatologia wątroby i jakieś jeszcze testy.
O kosztach nic nie napiszę. Może tylko tyle, że wydałabym jeszcze więcej gdyby było trzeba.
Za to mój bank miał wątpliwości. Płaciliśmy polską kartą. Już wracając odebrałam takiego maila:


"Szanowna Pani,


informujemy, iż przyjęliśmy do realizacji dyspozycję dotyczącą - "Monitoring transakcji kartowych". Sprawa zarejestrowana została pod numerem ...... Prosimy o kontakt z Telefonicznym Biurem Obsługi Klienta.
Dziękujemy za korzystanie z naszej oferty produktowej.

Pozdrawiamy,

..."


Okazało się, że transakcja już po podpisaniu przeze mnie wydruku z terminala została zablokowana. System uznał, że karta została skradziona. Po zidentyfikowaniu się potwierdziłam miłemu panu, że płaciłam za usługę i poprosiłam, by jednak zrealizowali płatność. W sumie problemu by nie było, uniwersytet zawsze może potrącić mi z wypłaty, ale jakoś wolę by nie odnotowali w systemie, że migam się od płatności. 





Student, który obsługiwał nas tym razem - Adam - był bardzo rzeczowy ale sympatyczny. Taki dobroduszny olbrzym, wyższy ode mnie o dobre ćwierć metra. Chwalił Korlat, że była bardzo grzeczna, olewała inne - nawet szczekające - psy, że nigdzie nie nabrudziła, mimo że wlali w nią trzy litry płynu, a po zabiegu grzecznie dała mu się wykąpać. Ale naprawdę ujął nas tym, że... próbował mówić do niej po polsku! Skorzystał z tłumacza google i mówił "chodź" i "dobra dziewczyna". I był dumny, że kiedy to robił podnosiła uszy i przechylała głowę. No ja nie wiem... Pewnie uznała, że facet ma wadę wymowy i musi się uważniej przysłuchiwać. 

Ale było to bardzo słodkie. Oby więcej takich weterynarzy. 



A teraz na deser: 





Miałam nie kompromitować psa zdjęciem ogolonego brzucha. Ale ona nie spała w takiej pozycji od dwóch miesięcy od kiedy zachorowała!
Owszem, biegunka wróciła, ale bez takiego wyniszczenia organizmu, bez ciężkiej choroby, braku sił i  złego samopoczucia, które nie pozwalało się zrelaksować. Jest już 8 dni po odstwaieniu metronidazolu. Byliśmy pewni, że oddadzą nam ją ledwo żywą, że znów będzie spanie pod kocykiem całymi dniami i nie podniesie głowy nie mówiąc o szczekaniu na obcych. 
Nie wierze, że to się stało samoistnie. Nie wiem co jeszcze jej dolega, ale nie uwierzę, że nie miała kokcydiów. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz