niedziela, 17 maja 2015

Zostały jeszcze jakieś zdjęcia

To jak zostały, to powklejam, będziecie sobie mogli popatrzeć na nasze okolice i ciekawostki.

Na początek nasze domowe usprawnienia, już wspomniane. Otóż mają tu cholernie twardą wodę, do tego stopnia że Ewa nie była w stanie pić herbaty z niefiltrowanej wody, a jak się okazało również  nie da się skutecznie spłukiwać włosów. Fakt, pod prysznicem ścianę można raczej skrobać, niż zmywać. W chwili desperacji byłem gotów kupować prysznic turystyczny, żeby dowiesić pod sufitem i korzystać z filtrowanej wody, ale amerykańce to praktyczna nacja: wszędzie tam, gdzie mają niedoróbki w standardzie, jest oferta skorygowania tychże (za pieniądze). I tak oto staliśmy się za w sumie niezbyt wygórowaną kwotę właścicielami dwóch filtrów do wody - na kranie w kuchni, i prysznicu. Zwłaszcza ten pierwszy wygląda kuriozalnie, ale o dziwo działa.



Z dziedziny motoryzacji: z przeczytanego przeze mnie onegdaj bloga, którego autorka twierdziła że lokalesi bardzo dbają o samochody, prawdą jest niewątpliwie jedno - oni się tu lubują w naklejkach na zderzaki. Albo klapy bagażników; cokolwiek, byle przekazać światu (w mniejszej skali) swoją opinię na temat rzeczywistości, aktualności, itd. Aż do przesady, czasami:


Za to zdjęcie dostał mi się ochrzan, bo spieszyliśmy się na wypełnianie zeznań podatkowych (a raczej zwrotu, bo tu kwotę wolną od podatku oddają dopiero po zakończeniu roku podatkowego; ale w koszty podatkowe zwykły obywatel - w tym przyjezdny, jak my - wlicza np. koszt wynajmu mieszkania!). Wszystkiego teraz nie pamiętam, ale jest jeszcze kilka ciekawostek w tutejszym systemie podatkowym; więcej będę wiedział za rok, bo tym razem ja będę odliczał zwroty - w końcu płacę ze swoich zarobków pełne podatki. Z socjalnym i pozostałymi (czyli w sumie: federalnym, stanowym, lokalnymi) jest tego niecałe 20%; nie ma w tej kwocie ubezpieczenia zdrowotnego (jako takiego), które mam płacone przez Ewę i uniwerek. Za to autochtoni najmniej zarabiający mają tego typu świadczenia fundowane przez państwo (to jest słynna ustawa "Obama Care"), do pewnego poziomu dochodów, dość wysokiego. Bogato nie jest, ale nie ma tak, jak się w Polsce często mówi, że nie ma tu żadnej opieki państwa nad obywatelem.


Wszystko mają tu duże, za wyjątkiem... słoiczków z chrzanem. Ciekawe, bo ostre smaki lubią. Ale w kuchni zamiast pieprzu królują ostre papryki, a chrzan stoi sobie jako towar luksusowy w takich miniaturowych słoiczkach, na górnej półce - tylko dla koneserów, żeby nie zajmował przestrzeni sprzedażowej w lepszych pozycjach. Rozbawili mnie tym.
Przy okazji: ceny nie zawierają podatku od sprzedaży, ale na artykuły spożywcze podaku nie ma. I tak do ceny samochodu musieliśmy dopłacić 7%, ale wszystkie które tu widać są już ostateczne. Na tych pomarańczowych częściach metek podane są ceny za uncję, dla łatwego porównania - podobnie jak w Polsce. Zwracać tylko należy uwagę, czy są w centach czy może już w dolarach, bo to ostatnie oznacza raczej kosztowną konsumpcję (jednostkowo). W ogóle bywa dziwnie: przyprawy są drogie, ale np. w naszym sklepiku azjatyckim worek cynamonu jest tańszy, niż 5 kawałeczków w słoiczku w markecie - więc to tylko kwestia znalezienia odpowiedniego miejsca na zakup.



A tu już tylko tak jako obrazek lokalny, dwie stare foty z ulic. Na obu widać sygnalizatory, które wiszą za skrzyżowaniem (a nie przed), dzięki czemu nie trzeba całować szyby żeby widzieć czy już jest zielone. Na pierwszej dodatkowo przypomnienie, że skręcający w lewo na zielonym muszą ustąpić pierwszeństwa, w głębi wielki znak robót drogowych - traktowanych tu w przepisach bardzo poważnie, na drogach znacznie mniej - oraz oznaczenie nie tyle drogi dla rowerów, co prawa do korzystania przez te ostatnie z całego pasa; w mieście widywane dość często, mimo że rowerów póki co jak na lekarstwo. Za to stojaki wszędzie, zwłaszcza w rejonach uniwerku. Na drugim zdjęciu zakaz skrętu na czerwonym w prawo, oraz przypomnienie dla skręcających iż mają ustępować pierwszeństwa pieszym, w formie graficzno-słownej, co tu się często zdarza.
Dobra, idę sobie, bo Was zanudzę. Życzymy udanej niedzieli, ja i moje dwa śpiochy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz