Dziś tylko krótkie podsumowanie weekendu.
Po pierwsze jest gorąco. Temperatura skoczyła do 79F, w słońcu odczuwalne było jakieś 33C. Ogólnie to jeszcze poziom akceptowalny ale w słońcu jak dla mnie to już za dużo. Na szczęście lekki wiatr troszkę nas chłodził. Przypomniałam sobie, że wisi pod sufitem, więc wczoraj testowaliśmy wiatrak, który mamy w jadalni. W sumie się sprawdza. Ale na dniach pewnie trzeba będzie włączyć klimatyzację.
Wieczorem wyroiło się mnóstwo komarów. Nie gryzą, nie wiem czy same z siebie czy działa spray, ale kilka połknęłam...
Dzisiaj pogoda okazała się łaskawsza - zachmurzyło się, trochę pada, idą burze. Ale ma być cieplej.
Oj, jak mnie się te temperatury nie podobają... Czemu Paul nie ma swojego labu na Alasce? Ach, bo to Australijczyk. On dopiero teraz zaczyna wchodzić w rejon "fajnych" temperatur.
Nasze weekendowe zakupy należy uznać za udane. Filtr na kranie w kuchni działa dobrze. Ten na prysznicu usuwa jedynie chlor, więc idealnie nie jest, ale jest o niebo lepiej niż było. I dużo, dużo wygodniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz