poniedziałek, 25 maja 2015

Amerykańskie ciekawostki

Poprzednio miało być tematycznie o wybiegu dla wilków, to teraz kilka lokalnych ciekawostek.


W ramach eksperymentów kulinarnych i zapoznawania się z tutejszymi produktami spożywczymi - bo jak dotychczas mocno ograniczaliśmy zakres zakupów do rzeczy w miarę pewnych, co najmniej prawdopodobnych, a przeważnie również sprawdzonych - test masła orzechowego wymieszanego w słoiku z dżemem winogronowym. Smak taki do przewidzenia, zestawienie nie jest jakieś szokujące. Na własnym chlebku.


Tak, amerykańskie samochody SĄ DUŻE. Wyjeżdżając miałem problem, bo zza jego paki nie wystawał nawet nasz dach, więc nie widziałem kompletnie nic. Żeby nie było - to formalnie jest wg. tutejszej nomenklatury ciężarówka, ale praktycznie pick-up'y jeżdżą tu jak nasze dostawczaki - jako samochody robocze. A że mają 4x4, silniki wielkości malucha (całego), i wymiary jak widać na załączonym obrazku - to tylko lokalny koloryt.


Trzeba się przyjrzeć, bo niestety wcześnie rano odbijało się już niebo w szybie. Pod oknem nam stoi takie zarzewie epidemii: śmietnik na fotelu pasażera. Mamy jeszcze taki drugi, kawałek dalej. I ten drugi wcale nie jest takim starym złomem. Jest to szokujące, jak można mieć coś takiego w samochodzie.


Na deser obrazek z kanciapy informatyka, niedaleko byłego biurka Ewy (przed przeprowadzką). Też bym sobie taki postawił kiedyś na ozdobę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz