poniedziałek, 18 maja 2015

Straszenie tornadami, szaleństwo zakupowe, domowy atak terrorystyczny

Od kilku dni straszyli w TV burzami, od soboty nawet tornadami, więc żadna wycieczka nie wchodziła w grę. Jak pech to pech, akurat obydwoje mieliśmy wolny weekend, a Korlat czuła się lepiej. Faktycznie, w sobotę lało. Nie, żeby zrobiło się od tego mniej duszno. Po prostu lały się z nieba strumienie wody, a kiedy przestawało padać, spadały duże, pojedyncze krople, jakby niebo się pociło. Klimatyzacja działała nie po to by schłodzić, a żeby osuszyć powietrze. Parą wodną oddychać nie umiem. 
W niedzielę burze miały do nas dotrzeć po południu, więc rano pojechaliśmy po buty do Kohl'sa. Skoro przysłali kupon na 20% zniżki, to postanowiliśmy dać się przekupić i zostawić im jakąś kasę. 

Staraliśmy się skorzystać. Naprawdę. Ale co poradzić, kiedy poza moimi klapkami NIC nam nie podeszło? Oglądnęliśmy cały jeden dostępny czajnik elektryczny, dziesiątki letnich sukienek, szukaliśmy zawzięcie lekkich butów dla Joshuy. Bardzo chcieliśmy znaleźć ortopedyczną poduszkę, która nie byłaby z tej koszmarnej pianki zapamiętującej kształt. (Oni tu wszystko z tych pianek robią. Korlat ma nawet takie posłanie. Już chyba wiem czemu go nie lubi*. Moja poduszka spłaszcza się jak naleśnik. Co mi po ortopedycznej, wyprofilowanej poduszce, która się odkształca i pozwala mojej głowie układać się jak się jej żywnie podoba. Ona miała dawać oparcie!)  No po prostu w Kohl's uparli się, żeby dziś jednak z nas kasy nie zedrzeć. 
Letnie buty dla Joshuy znaleźliśmy w Searsie. Naprawdę fajne. Na spacery z Korlat w upalne dni będą idealne.
Sears miewa fajną elektronikę, mieli też kilka łóżek i poduszki.  Niestety poduszki tak samo kijowe jak ta, na której spałam do teraz. Kupiłam ją zaraz po przyjeździe w Walmarcie i pierwszej nocy we własnym wynajętym mieszkaniu bardzo mi się przydała, kiedy odkryłam, że w zestawie pościeli poduszki nie ma w ogóle. Ale kolejnej nocy już ją znienawidziłam. I tak jakoś szukałam, szukałam, ale nic co by spełniało moje wymagania się nie znalazło.
Ostatecznie  zakupy w Mallu zrobiliśmy niewielkie (jak na planowane od tygodnia to nawet rozczarowujace), no ale przynajmniej nie wydaliśmy dużo kasy.
Jednak po kolejnym oglądaniu łóżek w Searsie postanowiliśmy spróbować jeszcze gdzieś i tak jakoś od słowa do słowa, ustaliliśmy, że skoro burze jeszcze do nas nie dotarły, to podjedziemy do innych sklepeów. 

Zaraz pojawił się miły sprzedawca, dużo bardziej fachowy niż w Searsie, zaczął wypytywać czego szukamy. Moim kryterium była twardość łóżka. Musiało być ciut bardziej miękkie od deski. Pierwsze było koszmarne. Już siadając zapadłam się w miękkim materacu. Drugie było lepsze, ale też niesatysfakcjonujące. No i tu pan zrobił współczującą minę. Bo jeszcze twardsze, to już są tylko z tych droższych. Przeanalizowaliśmy o ile droższych i stwierdziliśmy, że różnica jest akceptowalna a komfort spania ważniejszy. Mimo wszystko nie zamierzaliśmy kupować tego łóżka już teraz natychniast.
No i właśnie tu się myliliśmy.
Otóż producenet wprowadza nową kolekcję: Zmiana kolorystyki minimalna zmiana tkaniny i wzornictwa będzie kosztować dodatkowe $400. (Gdzie indziej faktycznie ceny były wyższe).
Reszty się domyślacie.
Marudząc stargowaliśmy jeszcze trochę, pan dorzucił transport gratis i to tego samego dnia... I tak oto spaliśmy już w nowym łóżku. 
Jak dla mnie bomba. Proste, równe, nie zapadam się, nic mnie nie boli. O to chodziło.
Póki co nasz zestaw nie zawiera ramy. Mamy jedynie skrzynię i materac. Dzięki temu nie muszę stawać na palcach, żeby na nim usiąść. Tutejszy system łóżkowy jest piekielnie wysoki. 

W ogóle pod kątem łóżek mamy w Polsce większy wybór. Różne rodzaje łóżek rozkładanych, wersalki, narożniki i w ogóle. I na większości tego wszystkiego można spokojnie spać. Tu są sofy do siedzenia (narożniki też się znajdą, choć rozmiaru niemieszczącego się w wielu polskich pomieszczeniach) ale do spania służą łóżka: duża skrzynia czyli de facto podstawa i materac. A jakże, ten ostatni może być z pianki zapamiętującej kształt.

Zapomniałabym wspomnieć, że zanim jeszcze zdecydowaliśmy się na łóżko kupiłam poduszkę w dość absurdalnej cenie. Z pianki zapamiętującej kształt, ale bardzo dobrej jakości. Zapowiedziałam, że bez testowania nie biorę, więc pozwolili mi wygodnie sobie na niej poleżeć. Sprawdziła się. Kolejny test ostatniej nocy również wypadł bardzo pomyślnie. 

Całe chmury burzowe ominęły nasz rejon. Wszystko poszło na południe, bo od północy nad nas pcha się jet stream, który przyniesie spore ochłodzenie. 

Na koniec dnia Korlat zaczęła sie dziwnie zachowywać. Łaziła po domu, dyszała i powarkiwała na Joshuę. Na mnie też dwa razy szczeknęła.
Od dwóch dni nasza piesa jest na diecie hipoalergicznej. Karma wygląda jak pasztecik, pachnie nawet nieźle, ale zamiast mięcha zawiera jedynie hydrolizaty białkowe. Wiedzieliśmy, że będzie strajk, toteż dwa dni niejedzenia nie zrobiły na nas dużego wrażenia. Ale jednak psisko zgłodniało. Nie oznacza to bynajmniej, ze postanowiło zabrać się za to co ma w misce. Widocznie amerykańska wolność i prawa obywatelskie przesączyły się do tego niewielkiego łebka. 
Poszła po pana, zaprowadziła go do kuchni, wymownie spojrzała na pasztecik w swojej misce i zrobiła awanturę. To juz nie był strajk. To jak demonstracja górników z paleniem opon i rzucaniem koktajlami mołotowa. Nie było w tym ani cienia prośby, raczej domaganie się jedzenia. Takiego, które ona uzna za jadalne. I było to w sumie bardziej uroczo - zabawne, niż wkurzające, w związku z czym przyniosło oczekiwany przez psa skutek. Obrzydliwy pasztecik został zamieniony na mięcho z ryżykiem. Ostatecznie i tak nikt z nas nie wierzy w bajki o alergii pokarmowej naszego psa. Jeśli nowy lek nie zadziała to najwyżej spróbujemy raz jeszcze. 


*Z posłaniem Korlat nie jest tak źle. Jest ogromne i wyliczone na cieższego psa, w  związku z czym nie zapada się tak mocno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz