piątek, 15 maja 2015

Zaległości

Opis zaległości z tego tygodnia podzieliliśmy z Joshuą pomiędzy siebie. Dla odmiany On napisze o uczelnianym obiedzie, a ja o tym co w domu. 

Po pierwsze, w domu mamy od tygodnia nowe zasłony. Tak, tak. Nigdy nie byłam fanką urządzania mieszkania z zasłonkami i firankami. Ale czasem tak jest, że trzeba pewnych ustępstw. 
Praca w nocy ma taki minus, że w dzień źle się śpi. Zwłaszcza, kiedy jest za jasno. Zasłonki poprawiły jakość snu mojego męża, więc zostają. Montowanie poszło po amerykańsku: żadnej wiertarki nie trzeba wkręty wchodzą przy użyciu śrubokrętu. Zasłonki były gotowe, na wymiar pod karnisz i rozmiar okna. Tak po prostu.

Przydałby się jeszcze jakiś wygłuszacz. Lokalne ptaszyska drą japy ile wlezie. O 4:30 (rano) trzeba zamknąć okno. A później nie jest wiele lepiej. No, może o tyle, że pozostałe typowo dzienne odgłosy dokładają tło, które pozwala zamaskować głośniejsze dźwięki dobywające się z dziobów tych pierzestych drani. 
Co tydzień chłopcy z obsługi zasuwają kosiarkami. Takimi w wersji mały samochodzik. Poziom generowanego przez nie hałasu nie da się już niestety zignorować. 
Za to mnie w nocy regularnie budzi śmieciarka. Cisza, spokój i nagle jak nie łupnie kontenerem o płyty parkingu! Stan przedzawałowy wysoce prawdopodobny, a trudność z zaśnięciem z powodu adrenaliny uwolnionej do krwi z kory nadnerczy - murowana. 

Dorobiliśmy się również biurka. Z okazji końca roku akademickiego. sporo używek można mieć teraz za grosze. Polujemy jeszcze na maszynkę do pieczenia chleba. Poszukiwania telewizora na razie nie są zbyt skuteczne. Ale prawdą jest, że się nam nie spieszy, więc możemy wybrzydzać.

Nareszcie przyszedł mój czek z ubezpieczenia zdrowotnego, niestety ubezpieczyciel Korlacki wciąż jeszcze kompletuje dokumenty. 
O zaległa wpłatę upomniał się za to T-mobile. No i słusznie uczynił(by) gdyby nie fakt, że wpłata poszła jeszcze tydzień przed terminem. Na razie poprosiłam o wyjaśnienie. Zgłoszenie przyjęte, zobaczymy co dalej. 

Wczoraj dostałam dwa dziwne maile. Jeden, że kotka wciąż czeka na mnie w schronisku w Lafayette. Drugi był jeszcze ciekawszy: Wynika z niego, ze o ile mój pies przejdzie pozytywnie ocenę behawiorysty w Purdue i zapłacę $10 za potwierdzający to znaczek, który będzie noszony przez owego psa na terenie uczelni, to moje cielę może chodzić ze mną do pracy. 
Super, choć widzę jeden niewielki problem. "Too much of hovawarting" - jak określiła to Jennie. 
"Hovawarting" wzięło się od naszego wymyślonego dawno temu "hovawarcenia" - określenia na darcie pyska ilekroć ktoś zbyt zbliży się do terenu, który Korlat uznaje za swój. (Czyli każdego, na którym przebywa powyżej 5 minut). No cóz. Ten pomysł jest wart rozważenia, ale nie liczę na cuda. 

Na koniec napiszę, że moje dzisiejsze wyniki były znacznie lepsze, niż wczorajsze, znalazłam warunki, które wydają się korzystniejsze dla reakcji. Oznacza to jedynie konieczność zabierania długich spodni, skarpetek i swetra do pracy. Praca w temperaturze 4C na dłuższą metę może jednak powodować marznięcie. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz