czwartek, 14 maja 2015

Przeprowadzki labowej ciąg dalszy, pierwsze pomiary, miecze świetlne, Korlackie badania.

Od wczoraj przenosiliśmy zawartość zamrażarek. Wszystko fajnie, ale gdzieś te zamrożone dobra trzeba zmagazynować.
Do dyspozycji było kilka zamrażarek należących do kogoś innego, odgórnie dostaliśmy pozwolenie, ale sama zadbałam jeszcze o to, by właściciele zamrażarek wiedzieli kto i czemu do ich mrożonek (w stylu końska noga) dołożył jakąś chemię.
Oprócz tego jest piękna, nowa zamrażarka na -80 C. Stoi sobie jako awaryjna, jest w niej sporo miejsca. Niestety po otwarciu szybko tworzy się w niej lód, który blokuje jakiś element i zamrażarka przed kolejnym otwarciem musi "pozbyć się owego lodu". To powoduje, że zamyka się na dobre na 1-2h.
I tak wczoraj poddałyśmy się z Kathy po owych 2 h i dopakowałyśmy inne zamrażarki na ful. Póki co nasze rzeczy poskładane są ładnie i równiutko i wszystko wiadomo co i gdzie... Ale już widzę, jak ktoś szuka pod spodem swoich końskich nóg. W takim przypadku i za rok nie znajdziemy wszystkich odczynników.
Dziś sama spakowałam dwa pudła  - dwa ostatnie pudła - i rano zabrałam do Lynn (Tak nazywa się nasz nowy budynek. BTW, mają tu również Meredith hall - Alqua, co Ty na to? :))

Generalnie lab wygląda co raz lepiej Może jeszcze nie wszystko jest rozpakowane, ale mamy już pierwszego kwiatka. Mój blat okazuje się zbyt mały, by pomieścić wszystkie potrzebne rzeczy. Ale kiedy nareszcie odgruzujemy resztę, będę mogła przełożyć niektóre rzeczy gdzieś indziej.

Dziś w końcu coś mogłam dokładniej zmierzyć. Miła odmiana po wynikach mierzonym w skali zero-jedynkowej. Zgodnie z przewidywaniami dzisiejszy wynik był słaby, do tego wyszło kilka dodatkowych zakłóceń, które trzeba wyeliminować, choć jeszcze nie mam pojęcia jak. Podsumowując, wszystko idzie zgodnie z planem. Aż szkoda, że jutro już piątek. Normalnie by mnie to nie powstrzymało, w sobotę i niedzielę też mogę wejść do labu, ale póki co nie umiem obsługiwać cytometru, więc niewiele zdziałam.
Tak czy inaczej ładnych obrazków przez jakiś czas nie będzie. Teraz moje wyniki wyglądają mniej-więcej tak:





Dziś był dzień przesyłek: W końcu dotarły paczki (nie, nie ta z 4 grudnia). Chodzi mi o paczki wysłane przez rodziców do nas i przez nas do rodziców. Do Polski przesyłki docierają chyba szybciej (tym razem o 3 dni w skali 10. To jednak duża różnica). Ale my też otrzymaliśmy przesyłkę w samą porę. Dostaliśmy Korlackie lekarstwo, a akurat dziś trzeba było podjąć decyzję co jej podać. 
(Otóż pozwoliliśmy naszemu psu trochę się pochorować, żeby oddać próbkę do analizy. Czekamy na wyniki z profesjonalnej pracowni. Ostatecznie zdjęcia spod mikroskopu pewnie robię lepsze niż oni, ale przygotowanie i identyfikacja obecnych struktur to inna bajka. Jeśli dostaniemy jakiś konkret to weci nie odmówią zmiany podejścia do leczenia.  Trzymajcie kciuki!)
W paczce poza lekami przyszły moje letnie ciuchy, a z rzeczy bardziej nietypowych na u nas krówki i piernik :) Dziękuję! Jutro w labie nauka wymowy "R". 
Za  to ja sama dziś po raz pierwszy skusiłam się na czereśnie. Pycha!



W drugiej paczce były trzy miecze świetlne.
"Not as clumsy or as random as a blaster. An elegant weapon... for a more civilized age..."



Trzeba przyznać, że wykonanie ładne, ale podejście do klienta tragiczne. Ciągłe opóźnienia bez słowa "przepraszamy", bez wyjaśnienia czy choćby informacji. Jutro - jak będzie lepsze światło, zrobimy lepsze fotki. 

Chciałam napisać jeszcze o spotkaniu postdocowym, ale czas jakoś mi ucieka. Robi się późno, więc zostawię to na weekend. 










2 komentarze:

  1. ku mojemu całkowitemu zaskoczeniu, do obowiązkowego wyposażenia rycerza jedi należy kluczyk imbusowy, w celu założenia "świetlówki". za taką kasę mogli tą operację rozwiązać bardziej funkcjonalnie. ostatecznie dać kluczyk w formie wisiorka albo zapinki. kuriozum...

    OdpowiedzUsuń
  2. Meredith! To miłe mocno :)

    OdpowiedzUsuń