poniedziałek, 15 czerwca 2015

Obrazek nerda

Nie, nie będzie mojej foty. Nie lubię, nie nadaje się. Za to będą obrazki ze ścian, no - prawie wszystkie.


Obrazek pierwszy, plakat. Ewa dostała ode mnie na urodziny, jako że wówczas bezrobotny, na nic wiele więcej nie mogłem sobie pozwolić... No ok, przeginam. W każdym razie początek marca był okresem początkowego (jak z dzisiejszej perspektywy widać) leczenia Korlat, co nam wydrenowało kieszeń; w związku z tym urządzanie mieszkania szło słabo. O ozdobieniu ścian była mowa wcześniej, ale odkładaliśmy. Skorzystałem z okazji. Amazon dostarczał dwa razy, powinien trzeci i do skutku - beznadziejne pakowanie, a ponieważ sprzedawca za ten aspekt transakcji nie odpowiada, to mam do obu uraz. Z bliska niestety widać, że ma drobne zagięcia.
Dalej szło mniej więcej tak, że ciągle nam chodziła po głowie klasyka w postaci Gwiezdnych Wojen, ale w jakiejś odmianie. Ewie podobały się szkice maszyn a'la Leonardo da Vinci, ale nam gdzieś zniknęły z horyzontu zdarzeń w czasie ostatnich miesięcy. Ostatecznie - również ze względu na rozmiar i jakość wykonania - stanęło na drukowanym na płótnie...



Banksym. Cena w odniesieniu do tutejszych realiów - śmieszna. Ramka do niego mogłaby być droższa; ale jak widać jeszcze nie została kupiona. Chciałem oprawić tylko napinając na drewno, ale Ewie się pomysł nie podoba, polujemy na ramkę taką samą jak ma plakat, żeby koło siebie nie wyglądały głupio. Niby miał iść do sypialni, ale nie pasowałby do stylowej (w stylu dalekiego wschodu) pościeli, którą amerykańskim zwyczajem zamierzamy trzymać na wierzchu. Zamierzamy, bo póki co nic z tego nie wychodzi - łóżko jak powszechnie wiadomo pod nieobecność Państwa jest pilnie strzeżone przez psa. Bezpośrednią obecnością na tymże, aby nie było wątpliwości. Czyli musi być przykrywane, jeśli nie zamierzamy spać w piaseczku, trawkach i kudłach.
Wracając do sypialni, poszliśmy w kierunku nieco przestylizowanej fantastyki:


Stawiam sześciopak piwa temu, kto pierwszy napisze kto to. Oczywiście trzeba sobie po nie (albo na nie) przyjechać. Nie wiem jak Wam, ale mnie się w gruncie rzeczy podoba; zawsze mnie pociągał okres secesji i stosowana podówczas stylistyka w sztuce. A to tak jakoś podciekło im Klimtem.

Tymczasem za oknami lato. Klimatyzacja chodzi prawie na okrągło, można ją wyłączać i wietrzyć tylko w godzinach przed świtem, albo naprawdę wcześnie rano. Nawet w czasie burzy, takiej jak te które nam psa męczyły cały ubiegły łykend,


nie ma specjalnie od zaduchu odpoczynku. Nie ma i już. Temperatury są po trzydzieści (ponad, dziś np. 91F) stopni, ja całą noc chodzę w samym podkoszulku, a nad ranem wracając do domu widzę na blachach samochodów skondensowaną parę wodną! Wilgotność jak w tropikach, nie opada nawet po ulewach.
Oczywiście zdjęcie powyżej to widok z naszego okna na przechodzący froncik.

Poza tym kończą - albo raczej zaczynają kończyć - remont drogi, który się ciągnie dłużej, niż tu mieszkamy; już na początku grudnia, jak się Ewa wprowadziła, była droga zablokowana, a pobocze rozkopane. Otóż robią chodnik! Tak, asfaltową ścieżkę dla pieszych wzdłuż jezdni - poprzednio trzeba było do skrzyżowania dostać się bokami, dopiero dalej do przystanku autobusowego był. Za to jak już robią, to do końca.


Inwestycja jak widać kończy się rozwinięciem trawników, żeby nie wyglądała biednie goła gleba. Po prawdzie to podejrzewam, że biorąc pod uwagę jak intensywne potrafią być tutejsze opady, to po prostu posiana trawa mogłaby nie mieć okazji wzrosnąć. A tak - jest na pewno, sami przywieźli gotową.


Na koniec akcent z magazynu, czyli "z dalekiego kraju". Wprawdzie niektórzy tu mają problem z oceną gdzie Polska leży, albo do czego dopasować nasz język, ale jakby coś to da się czasami natknąć na takie kwiatki, jak wyżej.

2 komentarze:

  1. Dodam, że pojawiły się wredne komary. Nie te malutkie, niemal nieszkodliwe, przy których regularnie zapominaliśmy się spryskać Deetem. Te są dużo większe i strasznie upierdliwe. Obawiam się, że ze względu na temperatury przy których się wylęgły, mogą roznosić wirus zachodniego Nilu. Chyba powiesimy kartkę z przypomnieniem o sprayu na drzwiach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na obrazku są A... i H.... Ale oszukwiałem i użyłem TinEye, bo w życiu bym nie wpadł, więc zostawiam inicjały. Może ktoś jeszcze chce spróbowac. ;)

    OdpowiedzUsuń