sobota, 20 czerwca 2015

Dura lex sed lex

Jest piątek rano i dziś uparłem się, że jak każdy pracujący człowiek mam ochotę na piwo na początek weekendu, znaczy w piątek po robocie. No i kupiłem wychodząc Budweisera, w gruncie rzeczy dla hecy picia amerykańskiego piwa. W sumie poza specjalnymi smakami albo importowanym, to te "zwykłe" się niczym od siebie nie różnią. Jak w filmie, piwo jest piwo. Jak zaczynam pisać jest ósma rano, bo właśnie skończyłem zmianę i wyspacerowałem psa w siąpiącym kapuśniaczku. A co mi zależy, że niby przed południem się alkoholu nie spożywa? A jak dla mnie to jest wieczór? Nawet wychodząc z pracy nocna zmiana mówi "dobranoc"... A jutro bedzie sobota, jak skończę, więc to już nie będzie piwo w piątek. Tylko z jednym jest problem, że tu butelki jakieś dziwne, a ja nienawykły: 12 fl oz, czyli ca. 350ml; trudno jakoś jedno tylko wypić - pojemność nie pasuje. Rozumiem Brytów, którym brakuje zawsze w Polsce z półlitrowego kufla ostatniego łyka do pinty (imperialnej, jak tu mówią, w odróżnieniu od amerykańskiej).

Ale miało być o prawie. To, że krążą po internecie zestawienia absurdalnych przepisów ze Stanów, jest - powiedzmy - normą. Nie może być inaczej, jeśli prawo jest stanowione lokalnie, a składa się poza zasadniczym zrębem wywiezionym ze starego kontynentu - ze zbioru wyników i efektów procesów prowadzonych przez nieco ponad półtora wieku przez totalnych amatorów. Bo jak inaczej patrzeć na sytuację, kiedy o winie orzeka ława przysięgłych, składających się z ludzi z łapanki, z ulicy; kompletnie bez wiedzy, umiejętności, doświadczenia? No, i mamy lokalne efekty. To, że jesteśmy jedynym stanem w okolicy, w którym w niedzielę nie da się kupić alkoholu, to drobiazg. Zaczynamy więc na lekko:
a/ zmuszanie dziecka, żeby wsiadło do samochodu, jeśli nie chce, jest nielegalne, podobnie jak
b/ nagradzanie go za to, oraz
c/ okłamywanie go w tym celu, a mimo tego
d/ jest obowiązek szczepienia dziecka; w związku z czym
e/ nie jest możliwe dostosowanie się do wszystkich czterech poprzednich przepisów jednocześnie, czyli jest dopuszczalne (jak to oboje rozumiemy, bo zapis jest dziwny po przetłumaczeniu) naruszenie raz na każde dziecko. Robi się ciekawie.
Trzymanie leków w innych pojemnikach, niż oryginalnie podpisane (z czego się nabijaliśmy na początku, jak podpisywali psie kapsuły) jest nielegalne; w związku z powyższym pojemniki np. z podziałkami na dni/ dawki są niezgodne z prawem. Jak poprzednio na zdjęciach z apteki było widać - nikomu to nie przeszkadza. Lepiej: żeby kleić (zgrzewać?) plexiglas, trzeba mieć "narcotics license" (ponieważ, jak piszą w komentarzach, jedynym rozpuszczalnikiem jest chloroform).
Czasami trzeba też uważać, bo policja ma przed wejściem siłowym do budynku czekać 15 sekund, bez znaczenia przy tym jest fakt ile czasu mieszkańcom może zająć dotarcie do drzwi z drugiego końca domu. Z kolei nielegalne jest tu aresztowanie obywatelskie.
Najlepsze na koniec: w Indianie nielegalne jest posiadanie... kasku motocyklowego, jeśli nie jest się właścicielem motocykla. Podobno przepis miał dotyczyć czegoś innego, ale wyszedł im taki absurd. No, to wystarczy. Jakby ktoś był ciekawy, to jeszcze mogę coś wyszukać.
A, żeby nie było tylko że same absurdy nas otaczają, przypomnę że mamy prawo skręcać w prawo na czerwonym świetle, z obowiązkiem oczywiście zatrzymania i ustąpienia pierwszeństwa. A moje poszukiwania przepisów zaczęły się od pewnej dyskusji o zielonej strzałce w Polsce. Znalazłem przy tym ciekawostkę, od kilku lat w Indianie (i kilkunatu innych stanach) obowiązuje przepis "dead red (law)", który mówi iż jeśli automatyczne światła nie działają dla motocykla (czasami też roweru), to po 2 minutach (tu, w innych stanach np. "po upływie rozsądnego czasu") wolno przejechać na czerwonym. Czasami "lokalizmy" bywają użyteczne.

Ruch drogowy i tutejsze pojazdy ciągle są dla nas ciekawostką, chociaż ja powoli zaczynam rozpoznawać marki i modele, a Ewa stwierdziła, że wszystkie przestały być jednakowe. Tymczasem jednak pozwolę sobie na dwie humorystyczne obserwacje; oto kosiarka:


A te uchwyty do kierowania czegoś Wam nie przypominają..?


Z branży filmowej jeszcze jedna rzecz rzuciła mi się w oczy (a raczej uszy): jak w czołówce Star Treka, wszystkie pojazdy - zwłaszcza kosmiczne - najpierw generują hałas, a dopiero potem przyspieszają. No bo jak niby ma taki piękny efekt rakietowego przyspieszenie zrealizować amerykański chłopak, skoro całe życie nasłuchał się... pracy silnika z automatyczną skrzynią? BuuuUUU... zziiuuUU! Mamy w Toyocie 3.5 litra silnika v6, 270 kucyków, a ni cholery tego nie czuć; no dobra, raz pocisnąłem ze skrzyżowania, to zaczął zrywać przyczepność. Ale najpierw było buuUUU!



Zdjęcie powyżej jest tylko trochę motoryzacyjne: otóż istotą sprawy jest chodnik, czyli taki kawałek drogi tak jakby przeznaczony dla pieszych. Jak widać - pieszy przewidziany jest jako porusząjący się per pedes jedynie na parking, do samochodu. Dalej jak do bryczki nie przewiduje się chodzenia, to niezgodne z konstrukcją fizyczną i psychiczną amerykanina. Co ciekawe, wszyscy obcokrajowcy, w tym np. pewien Włoch z którym rozmawialiśmy na kolejnym post-docowym spotkaniu, potwierdzają iż w zasadzie nie da się tu kupić samochodu, nie mając samochodu.
Na samym spotkaniu miałem z resztą ciekawą rozmowę, z pracującym tu na wydziale IT Białorusinem; jeździ do siebie od czasu do czasu przez Polskę, bo najwygodniej mu latać przez Warszawę. Był pełen podziwu, podobnie jak jego rodacy z którymi rozmawia, dla tego jak i ile się w Polsce buduje, że mamy Unię i przede wszystkim - że jego zdaniem lepiej się u nas żyje, i zmiany na lepsze widać ciągle przez ostatnich kilka lat. Oczywiście stwierdziłem, że nie mogę jego opinii czy obserwacjom zaprzeczyć - aczkolwiek z naszego punktu widzenia, jako mieszkańców tego kraju, wiele rzeczy wygląda znacznie gorzej. Tyle, że facet poniekąd ma rację: nie jest dobrze, mogłoby być lepiej - ale bieżących zmian MY nie zauważamy, a ONI czyli np. nasi wschodni sąsiedzi, którzy mają jeszcze gorzej, owszem tak i oceniają je znacząco na plus.

A, no i w świetle prawa nielegalne jest upijanie ryby. Naprawdę.

1 komentarz:

  1. Te 15 sekund to jak 2,6 sekundy w "Munchkinie". A zaraz, to przecież amerykańska gra. ;)

    OdpowiedzUsuń