Jest gorąco. Tak się nie da funkcjonować. Nie ma czym oddychać, we wszystkim jest gorąco. Kiedy świeci słońce jest w ogóle tragicznie, ale nawet w nocy temperatura nie spada poniżej 30C. A wilgotność chyba cały czas oscyluje około 99% względnej. Nawet kiedy spadnie deszcz nic się nie zmienia. Korlat chyba docenia uroki klimatyzacji. Często kładzie się pod nawiewem, nawet nie prosi o wypuszczenie na balkon.
Joshua nabija się, że w Brisbane byłoby jeszcze gorzej. Tam teraz - zimą - mają za dnia po 20C. No niby tak... Ale w Brisbane kontrakt byłby na 5 lat a nie na 2. A czym więcej czytam, tym bardziej nie chcę wracać do Polski.
Jennie nie zdążyła odebrać telefonu o referencje. Bartek tak. Ponoć pytali, czy sąsiedzi nie skarżą się na naszego psa. Jennie oddzwoniła, ale dowiedziała się, że już druha osoba odpowiedziała na pytanie i że jest ok.
Jutro będziemy zgniatać ryby. To znaczy ja nie będę, Eric się do tego zgłosił. Ja tylko wybiorę które pójdą do zgniatania. Nie wiem dokładnie o co chodzi, wiem, że co roku przysyłane są do naszego labu ryby. Takie jednodniowe, wielkości rzęsy z ludzkiego oka. A my je dzielimy a pojedyncze komórki, a te badamy w cytometrze. Może jutro dowiem się dokładnie o co chodzi. Na razie wiem tylko, że mam nie planować doświadczeń, bo będziemy "fishing".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz